poniedziałek, 16 marca 2020

Heroizm pasażerów Titanica. Orkiestra.

Dożyliśmy ciekawych czasów, w których roztrzepienie zachowań ludzkich oraz swoistych "obozów" w społeczeństwie sięgnęło już niemalże zenitu, no ale o tym już wielokrotnie pisałem. O panice też wspominałem, lecz w tym momencie, w czasie epidemii Korona wirusa przywołam inną, tym razem naprawdę już straszną tragedię - czyli dziewiczy rejs Titanica i jego katastrofę...                             
Jak wówczas. tamtej pamiętnej nocy, zachowali się pasażerowie i załoga statku, w jaki sposób swoim postępowaniem w tamtą feralną noc z 14 na 15 kwietnia wpłynęli na rozwój wydarzeń oraz życie swoje i innych? Przeczytajcie...


Zacznę od orkiestry, albowiem orkiestra z Titanica, pod wodzą Hartleya Wallace'a to bez wątpienia jedna z najsłynniejszych orkiestr w historii świata oraz jeden z symbolów owego statku.             
W chwili otarcia z górą lodową grali oni w salonie dla miliarderów, lecz kiedy zarządzono ewakuację, główni muzycy z Titanica stali wraz z pasażerami 1 klasy na tzw: ”wielkich schodach” oczekując dalszych instrukcji. Wszyscy ludzie zmieszani w kamizelkach ratunkowych, po co oni nas tu zebrali? 
Wówczas jeszcze nikt oprócz kapitana i konstruktora statku Tomasa Andwersa nie wiedział, co tak naprawdę się dzieje, po statku krążyły różne opinie - iż stracili łopatę śruby, że to tylko ćwiczenia, albo statek zawadził o wybrzeże Nowej Fundlandii. Jednak losy Titanica właśnie się ważyły, a pod zdezorientowanymi bogaczami z 1 klasy, woda zalewała kotłownie numer 6, kabiny na dziobie, ładownię oraz luki pocztowe, zaś przechył statku był ledwo co odczuwalny, światła paliły się jakby nic. Z perspektywy pasażera 1 klasy, jeszcze nic zapowiadało tragedii, choć pod nimi nieliczni ludzie się już topili, mechanicy debatowali o ratowaniu uszkodzeń - sytuacja Titanica na początku wcale nie była jasna i tak naprawdę do końca tak bardzo oczywista jak to przemawia nam oficjalna historia. Statek co prawda nie był zdolny do ostatecznego uratowania siebie - ale niemal wszystkich ludzi na pokładzie już tak, albowiem przy odrobinie szczęścia mógł doczekać się przypłynięcia Carpathii, gdy był jeszcze na powierzchni. Cóż, dziś możemy tylko gdybać.   
  
Przechodzący z kolejnej inspekcji statku przez owe schody, zszokowany kapitan E. J.Smith poprosił, członków orkiestry czy nie mogli by zagrać na zimnym, odkrytym i za chwilę zatłoczonym pokładzie szalupowym, aby ewakuacja przebiegła sprawnie, a wsiadający do szalup ludzie nie popadali w panikę, tratując się wzajemnie.
Muzycy zgodzili się, prawdopodobnie spodziewając się jednak najgorszego - lecz grając z zimną krwią w służbie pasażerom do samego końca – nikt z członków orkiestry nie próbował się nawet ratować, również w momencie gdy było już wiadome, że żaden statek nie zdąży z pomocą na czas…                                                                                                                     

Poprzez swój „koncert do wieczności”,
 zachowany spokój muzycy z Titanica uratowali setki istnień ludzkich, albowiem ich utwory faktycznie koiły emocje ludzi - bo jak statek może zatonąć, z ludźmi na pokładzie skoro gra orkiestra jakby nigdy nic? O co tu chodzi, zaraz wracamy bo to tylko ćwiczenia? – zapewne tak, albo podobnie myśleli wsiadający do szalup ludzie.                                                                        
Choć istnieją różne opinie z zeznań świadków, to ostatecznie przyjęło się tezę, iż muzycy z Titanica ostatni utwór jaki zagrali dla ludzi (i dla siebie) na coraz bardziej tonącym statku, to „być bliżej Ciebie chce”, własnie wtedy, kiedy szalup już zabrakło, a woda w tempie ekspresowym zalewała kolejne części statku, wkrótce zmywając z powierzchni także i naszych muzycznych bohaterów. 
Wszyscy członkowie orkiestry zginęli w katastrofie, grali ze sobą w owym składzie pierwszy i ostatni raz, lecz swoim heroizmem zapewnili sobie nieśmiertelność i legendarność do końca tego świata, albowiem ze śmierci uczynili prawdziwy romantyzm i symbol zwycięstwa oraz odwagi. Czy byłbyś czytelniku w stanie w taką godnością spojrzeć w oczy śmierci? Cóż, każdy z nas kiedy umrze, ale zginąć w taki sposób, do tego służąc innym, niczym członkowie orkiestry z Titanica - to niesamowite... przeżycie. 

Cześć i chwała bohaterom!
Niektóre pamiątki po orkiestrze z Titanica, zachowały się do dziś, jak słynne skrzypce, Hartleya Wallace, którego ciało notabene wyłowiono w dopiero w maju 1912 roku.  
Jutro zaś, opiszę to, co działo się na dolnych pokładach Titanica gdy ten zaczął tonąć – czyli bohaterstwo tych którzy, także w hierarchii pasażerów byli najniżej jak tylko się da - palaczy i trymerów na statku oraz mechaników i elektryków

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza