wtorek, 19 marca 2019

Być bliżej Ciebie chce. Refleksja na temat sprawiedliwości Bożej na podstawie zatonięcia Titanica



Wyobraźcie sobie moi czytelnicy, znajomi, że znajdujecie na tonącym coraz szybciej zresztą Titanicu.

Woda zalewa powoli pokład szalupowy, zresztą wszystkie szalupy ratunkowe są już na wodzie, mostek kapitański właśnie jest zalewany, dziób statku już jest pod wodą, kapitan Edward John Smith właśnie się poddaje mówiąc do radiotelegrafistów nadających ostatnie depesze SOS i CQD "spełniliście swój obowiązek, od teraz każdy jest zdany na siebie" a zgromadzeni na statku blisko 1500 ludzi biegnie w panice szukając ucieczki której pozornie nie ma...
Jednak, szef orkiestry na Titanicu Hartley Wallace zostaje dobrowolnie na tonącym kolosie, również cała jego cała orkiestra, nawet nie próbuje ratować, jednakże decyduję się grać ten właśnie utwór - "Być bliżej Ciebie chce" jako ostatni przez śmiercią, o czym informowało większość świadków katastrofy parowca.
Szef orkiestry na Titanicu, Hartley Wallace sam wcześniej mówił oficjalnie, że na tonącym statku, chciałby zagrać właśnie ten utwór. Spełnił swoje marzenie...
Ku szokowi zgromadzonych w szalupach szczęśliwców, gromadka ludzi gromadziła się przy orkiestrze i śpiewała tę pieśń, zanim pochłonął ich lodowaty ocean.

Rodzi się pewnie w twojej głowie czytelniku pytanie: dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, iż jest to dobitny przykład, że w obliczu zagrożenia nie ma kozaków i często wielcy ponoć ateiści, kapitaliści, czy filantropi wzywają na pomoc właśnie Boga żywego...

Ci sami osobnicy którzy życie na ziemi opierają na dobrach doczesnych i materialnych, mogą zgrywać kozaczków, pół Bogów, fifa rafa i te sprawy ale w obliczu śmierci każdy jest równy, bogacz z 1 klasy i jak biedak z 3klasy, od tego nikt nie ucieknie i nie skryje się przed tym u przyjaciela, nie przekupi nikogo, z tym się wszyscy sami zmierzymy. Mamony, jakiś melanży i imprez, piękna ciała czy dyplomów ze sobą do grobu jednak nie zabierzemy, albowiem nic na ten świat nie przynieśliśmy i odchodząc stąd, niczego też zabrać nie możemy.

Jednakże to, co w tym wszystkim kluczowe, to fakt, że każdego z nas świadomie bądź podprogowo ciągnie do miłości Boga Ojca, naszego Stwórcy, choć nie każdy chce w to uwierzyć, zdać sobie sprawę z tego. Cóż, my chrześcijanie mamy drogę dobrowolnego wyboru.

Czytelnicy - otwórzcie się na miłość Bożą, a poczujecie tę siłę której inni nie znają - bo ją odrzucają i na świat patrzą tylko w materialny sposób, to tak samo jak ludzie już ponad 100 lat temu pysznie ufali w geniusz człowieka, wierząc w niezatapialność Titanica, mówiąc "Sam Pan Bóg nie da mu rady" lecz jak pokazało - życie zatopiła go niewielkich rozmiarów góra lodowa.
Dlatego nie zwlekaj czytelniku, a tym szybciej, choć także choćby w ostatniej chwili twego życia - otwórz się na Bożą miłość i moc, a nie zginiesz nigdy, choćbyś się znalazł na tonącym Titanicu.

Pan Gie.