piątek, 11 października 2019

Okrywamy karty czyli - wywiad rzeka z Patrycją Iwańską - Bęben!


Prezentuję Wam drodzy Czytelnicy pierwszy wywiad z serii "Odkrywamy karty", które od tego czasu na mojej stronie będą się pojawiały cyklicznie co miesiąc. 
Pierwszą moją rozmówczynią jest najmłodsza kandydatka do Sejmu RP z listy PiS, prywatnie zaś moja przyjaciółka - Patrycja Iwańska Bęben!




Witaj Patrycjo, najpierw opowiedz nam, dlaczego zdecydowałaś kandydować do sejmu.


Na początku, chce podziękować za taką możliwość wszystkim którzy się do tego przyczynili. Zdecydowałam się kandydować do sejmu, ponieważ chce pokazać moim rówieśnikom, że młodzi ludzie też są aktywni w polityce, że mając swojego przedstawiciela w postaci Posłanki RP, możemy wspólnie dużo dobrego zrobić, albowiem pragnę działać wspólnie z młodymi osobami na rzecz naszego województwa. Jako przewodnicząca Forum Młodych wiem, ile w nas młodych ludziach jest zapału, chęci do pracy i różnych pomysłów… Pomysłów czasami odchodzącymi od sztywnych schematów. W moim przekonaniu, ludzie młodzi mogą sporo dobrego zrobić, a polityce ogólnopolskiej potrzebny przypływ nowej, młodej siły w szerach sejmowych. Czas na nowe pokolenie, w połączeniu z doświadczeniem oczywiście – a Ja, jako przewodniczącą Forum młodych Pis, współpracuje od dawna z doświadczonymi parlamentarzystami. 
Tak wiec można powiedzieć, że moja kandydatura to połączenie młodości z doświadczeniem. 


Do tej pory, czym się zajmowałaś? Ja to rzecz jasna wiem, albowiem znamy się od lat, lecz moi czytelnicy pragną Cię lepiej poznać, zatem; powiedz kilka słów o sobie.


Z wykształcenia jestem architektem i mam taką przyjemność, że pracuje w zawodzie który jest zarazem moja pasją, a jeżeli chodzi o sprawy związane ściśle z polityką, to od 2016 roku jestem przewodnicząca młodzieżowych struktur Prawa i Sprawiedliwości w naszym województwie. 
Działam także w Radzie Świętokrzyskiego Akademickiego Klubu Myśli Politycznej, przy Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach.


Na jakich sprawach chciała byś się najbardziej skupić podczas pracy w Parlamencie?


Na pewno pokrewnych z moim wykształceniem: infrastruktura, budownictwo, planowanie przestrzenne. Sprawach na których się znam, a będę mogła swoja wiedzę wykorzystać w działaniach na rzecz naszego województwa. Oprócz tego, jak wspomniałam już wcześniej - ogromne znaczenie dla mnie ma dla też sytuacja ludzi młodych, ich potrzeby i oczekiwania, a z racji tego, że sama jestem jeszcze młodą osobą, to doskonale je znam i rozumiem, a jako poseł RP będę się dalej dodatkowo otwierać na dialog z ludźmi młodymi.


Zatem, czym jest dla Ciebie to wyzwanie którego się podjęłaś - praca w Polskim parlamencie jako Posłanka?  


Swojego rodzaju powołaniem, pasją oraz spełnieniem marzeń. Nie chce jednak mówić o konkretach w tym momencie, albowiem najpierw muszę uzyskać zaufanie wyborców poprzez mandat. To wyborcy zadecydują czy zostanę posłem.


Dlaczego wybrałaś właśnie Prawo i Sprawiedliwość jako ugrupowanie które pragniesz reprezentować?


Do struktur Prawa i Sprawiedliwości dołączyłam jako 18- latka wiec trzeba było by się cofnąć w czasie i zapytać mnie dlaczego to zrobiłam…Natomiast prawda jest taka, że dzięki temu odkryłam swoja drogę życia, o przyjaciołach nie wspominając. Ale tak na poważnie mówiąc - w mojej rodzinie zawsze były wyznawane wartości takie jak patriotyzm, religia, tradycja. Prawo i Sprawiedliwość jako partia przestrzega i je chroni.


No właśnie, dziś jesteś przewodnicząca Forum Młodych w województwie Świętokrzyskim.
Opowiedz więc o działalności Forum Młodych PiS. Kto tworzy nasz team, jak można dołączyć  do nas, oraz jakie działania Forum Młodych ma na swoim koncie.


Jak zawsze wszędzie powtarzam Nasze Forum Młodych to przede wszystkim grupa przyjaciół, każdy kto do nas dołączył pewnie to przyzna. Częściej spotykamy się prywatnie niż na oficjalnych spotkaniach w siedzibie partii. Nasze forum młodych tworzą ludzie w wieku od 16 do 30 lat. Dołączyć do nas jest bardzo łatwo, każdego witamy bardzo serdecznie kto podziela nasze poglądy i ideały. W biurze partii na al. IX wieków w Kielcach niemal zawsze można kogoś z nas znaleźć albo przez nasz fanpage na facebooku gdzie należy wypełnić formularz zgłoszeniowy. Krótka, przyjemna rozmowa „kwalifikacyjna” ze mną jako przewodniczącą i witamy w gronie przyjaciół, bo tym przede wszystkim jest forum młodych Prawa i Sprawiedliwości. Nie mogę jednak pominąć aspektu rozwijania siebie, bo w naszych szeregach znajdują się ludzie którzy cały czas się rozwijają na różnych płaszczyznach i to właśnie Forum młodych jest również dla nas płaszczyzną wzrostu życiowego, nie tylko zaś towarzyskiego. I tak oto, Ja np. jestem architektem, ale w naszych szerach są studenci, uczniowie szkoły średniej, miłośnik wspinaczki górskiej, historyk, a nawet bloger, publicysta czy promotor sportowy jak Ty, Grzesiu.



Jak myślisz, czego najbardziej potrzeba młodym ludziom, aby mogli skutecznie się rozwijać  na wielu płaszczyznach życiowych - tym samym nasz kraj zyskiwał zdolne młode pokolenia, które nie wybierają emigracji albowiem tutaj mogą się rozwijać?  

                                                     

Determinacji w dążeniu do celu. Motywacji i silnej woli, żeby nigdy się nie zniechęcać, nawet jeżeli coś nie wyjdzie. Dopóki walczysz wygrywasz zawsze, więc my młodzi, nigdy nie możemy się poddawać, bo przyszłość należy do nas. Tu jest nasza ojczyzna - Polska i tutaj powinnyśmy żyć godnie i szczęśliwie.


Kilka lat temu wygrałaś prestiżową nagrodę za projekt pt: Rewitalizacja obiektów zlokalizowanych na terenach poprzemysłowych na przykładzie KZWM - SHL w Kielcach w aspekcie wielofunkcyjnego obszaru miejskiego. Uchyl nam rąbka tajemnicy dotyczącego zarówno owej nagrody, jak i twej pasji związanej z architekturą.


Owszem mój projekt został wybrany najlepszym projektem dyplomowym zarówno przez Prezydenta Miasta Kielce, Rektora Politechniki Świętokrzyskiej, oraz Stowarzyszenie Architektów Rzeczypospolitej Polskiej oraz zgłoszony do międzynarodowej nagrody BDA SARP. Tutaj nalezą się podziękowania dla mojego promotora, profesora Lucjana Kamionki który prowadził mnie pod katem tego projektu przez 3 lata studiów. Zrobiliśmy wspólnie kawał dobrej roboty. Architektura to moja pasja bez wątpienia. mogę by opowiadać o niej cały dzień… Ale czy to nie jest niesamowite ze my jako architekci kreujemy przestrzeń która nas otacza?


Kilka lat temu Minister Bartłomiej Sienkiewicz minister z Platformy Obywatelskiej powiedział, że polskie państwo istnieje tylko teoretycznie. Natomiast, obecnie jednak jak Tobie się wydaje;  W jakim miejscu się znajdujemy obecnie jako Polacy - jako naród, państwo i kraj.


Od czterech lat ciągle się rozwijamy dzięki rządom Prawa i Sprawiedliwości, czego nie da się nie zauważyć. Myślę, że mamy silna pozycje na świecie, w Europie i żeby dalej taką pozycję zachować,  społeczeństwo ponownie powinno nas obdarzyć mandatem zaufania. Instytucje państwowe wreszcie zaczynają normalnie funkcjonować, budżet i stan gospodarki odnosi najlepsze notowania od momentu przemiany ustrojowej, dzięki np. nie tylko uszczelnieniu podatku VAT, ale także programom pro społecznym. Bezrobocie zaś, jest najniższe w historii naszego kraju. 
Polskie państwo staje wreszcie silne i stabilne ale żeby na stałe ugruntować swoja pozycje w świecie, potrzebujemy następnej kadencji naszego rządu. Trwałe zmiany wprowadza się latami, a Prawo i Sprawiedliwość przez ostatnie cztery lata rządów zrobiło mnóstwo dobrego, zburzyło stare, nie rzadko pochodzące jeszcze z poprzedniego systemu układy, lecz dzieła swego jeszcze nie skończyło. Przed nami kolejne wyzwania, proszę dla nas o mandat zaufania! :) 

Zejdźmy nieco do spraw nieco luźniejszych - odchodząc już od samej polityki, opowiedz nam jakich ludzi najbardziej cenisz w życiu.


Szczerych i oddanych. Ludzi lojalnych, którzy zawsze wiedzą, co jest dobre, a co złe.  

Jakie wartości w twojej hierarchii osobistej uważasz za najważniejsze i dlaczego?


Poniekąd na owe pytanie odpowiedź mamy u góry, ale w tym miejscu odpowiem, że wartości chrześcijańskie i patriotyczne.

Po za pracą, działalnością społeczną, jak spędzasz czas wolny, jakie masz zainteresowania?


Całe życie uprawiałam sport, głownie to była siatkówka, jednak ze względu na studia, musiałam z tego zajęcia zrezygnować, nie mniej jednak sport dalej mi towarzyszy tylko może w mniejszym stopniu. Lubię np, grać w Squasza, a jakiś czas temu byłam nawet na zawodowej gali sportów walki! :) 


Twoja ulubiona potrawa, film, książka i miejsce na ziemi


Potrawa ? Nie jestem w ogóle wybredna jeżeli chodzi o jedzenie. Lubię wszystko. 
Książka? Wszystkie książki Janusza Leona Wiśniewskiego.                          
Miejsce na ziemi? Każde tam gdzie można się odciąć od codzienności, nieco zwolnic tempa. 

Pytanie wyzwanie: opowiedz nam dobry kawał !


Cóż, Grzesiu, jeśli chodzi o kawały to tak naprawdę chyba, ze względu na moje bardzo wesołe usposobienie codziennie mnie spotyka coś niesamowitego i zabawnego, więc nie znam kawałów, bo mam lepsze sytuacje w życiu na co dzień  Jak to mówią: Śmiech to zdrowie! 

A masz może człowieka, który uchodzi dla Ciebie za wzór, idola, postać która Cię inspirujesz? Opowiedz nam o tym.


Spotkałam w swoim życiu wielu wartościowych i wspaniałych ludzi których można uważać za wzorce do naśladowania. Nie posiadam jednak swego rodzaju idola, postaci na której się wzoruje. Staram się żyć zgodnie ze swoimi przekonaniami i traktować innych tak jakbym ja chciała żeby mnie traktowali. Po prostu być dobrym człowiekiem, kierujący się w życiu zacnymi wartościami. Takie są niewątpliwie wartości chrześcijańskie i patriotyczne, skierowane na życie pełne miłości i empatii z drugim człowiekiem. 

Twoje ulubione powiedzenie, motto życiowe to;


Sukces podejmowanych działań jest mierzony ilością poświęconego im czasu.

Twoja recepta na sukces, to?


Powiem krótko: Determinacja i pracowitość.

Czego chcesz abyśmy Ci życzyli.


 Na pewno zdrowia. W zdrowym ciele, silny duch. A tak po za tym, to żebym zawsze umiała się odnaleźć w sytuacji w jakiej przyjdzie mi się znajdować.

Na koniec czas dla Ciebie na pozdrowienia, podziękowania, oraz kilka słów do twoich wyborców, czytelników mojej strony.


Ze względu ze to ostatnia prosta już przed wyborami, to podziękowania głownie należą się osobom którzy zaangażowali się w moja kampanie, którzy wspierają mnie od samego początku, ale tym także nowo poznanym właśnie dzięki kampanii. Bez Was nie było by tego wywiadu, bez Was bym sobie nie poradziła.
Moi drodzy jak dotarliście do końca to dziękuje Wam. Milo mi bardzo. Nie będę jednak za sobą agitować. Wyborcy zadecydują, a na liście Prawa i Sprawiedliwości są sami dobrzy kandydaci.           Proszę tylko żebyście poszli i zagłosowali. Żebyśmy byli świadomi w jakim państwie chcemy żyć, każdy z nas ma za to odpowiedzialność, poprzez swoja społeczną aktywność, codzienną postawę ale i także głos oddany do urny w dniu wyborów. Dziękuje Ci za wywiad Grzesiu i wszystkich serdecznie pozdrawiam.


                                             (Spot Wyborczy Patrycji Iwańskiej - Bęben)

poniedziałek, 16 września 2019

13 Października zagłosuj na Patrycję Iwańską Bęben!

Kilka dni temu odbyła się konferencja prasowa Patrycja Iwańska-Bęben oraz innych młodych kandydatów z listy PiS do Sejmu.
Patrycja Iwańska Bęben to najmłodsza kandydatka do sejmu ze Świętokrzyskiej listy PiS, przewodnicząca FM PiS - oraz od lat mój przyjaciel, współpracownik w wielu działaniach społecznych.
Znam dobrze Patrycję od wielu, wielu lat, wspólnie naprawdę mnóstwo przeszliśmy: i to nie tylko wspaniałych, pięknych chwil ale także i tych mniej pięknych - co na dobre scementowało znajomość i relację która dojrzewała latami - dlatego jestem pewny na sto procent tego, co o owej kandydatce mówię.
Zatem; co takiego wyróżnia Patrycję? Otóż, jest to młoda osoba - 26 lat dopiero, a już może się pochwalić wieloma sukcesami na wielu płaszczyznach. Osoba bardzo ambitna, zarazem towarzyska i otwarta, która zrozumie każdego człowieka w życiu, z każdej klasy społecznej. Z wykształcenia architekt, nagradzany wielokrotnie za swoje projekty, m.in za wizję rewitalizacji terenów dawnej SHL.
Jeżeli chcieli byście moi drodzy, aby do naszego parlamentu zawitały młode osoby, zagłosujcie na właśnie Patrycję Iwańską Bęben, albowiem właśnie takich ludzi nam potrzeba w Polityce.
Ludzi młodych, ambitnych, ideowych, inteligentnych lecz jednocześnie mających za sobą pewne doświadczenie i sukcesy, niezbędne do skutecznego życia politycznego.
Wiem, co mówię, wierzcie mi i nigdy nie polecił bym kogoś z kim tylko się "lubię" itp. Za swe polecenia biorę pełną odpowiedzialność i autentycznie uważam, że Patrycja Iwańska Bęben jest świetną kandydatką na Posłankę RP, znam Patrycję bardzo dobrze, dlatego ręczę za ową kandydatkę i gwarantuje, że będzie godnie reprezentowała nasz kraj, ludzi młodych jak i cały region świętokrzyski.

Każdy kto mnie szanuje, docenia i moją społeczną aktywność, poglądy i cele, kto oddał by głos na mnie w jakichkolwiek wyborach, głos właściwie gdziekolwiek - przekazuje wszystkie głosy Patrycji Iwańskiej Bęben i generalnie proszę wszystkich znajomych o oddanie głosu na Patrycję.
Jeżeli kiedykolwiek chcieli byście zagłosować na mnie, to póki co proszę zagłosować na "moich" kandydatów.
Patrycja Iwańska Bęben - miejsce 26, lat 26. lista PiS. Więcej informacji niebawem!



piątek, 23 sierpnia 2019

Desperacja utraconej miłości - opowiadanie, cześć 2.

                                                (Pierwsza cześć powieści)
https://myslimlodegopolaka-pangie.blogspot.com/2017/03/desperacja-utraconej-miosci-opowiadanie.html


__________________________________________________________________________

Drugą część opowieści z życia wziętej pt: "desperacja utraconej miłości" moi Czytelnicy, zacznę od faktu, że gdy obraz Czarnej Maddony był zasuwany, byłem jakoś dziwnie spokojny i ufny, choć przede mną teoretycznie szykowała się samotna noc pełna wrażeń - w obcym mieście którego nie znam, w którym nikomu nie ufam, a przede wszystkim - na dworze długo nie wytrzymam z uwagi na arktyczny mróz, którego żadne kurtki zatrzymać nie były w stanie. Muszę przyznać, że mimo tych prognoz napełniła mnie iście wręcz - nieskazitelna ufność w Panu, z perspektywy czasu uważam, że nieprzypadkowa, a co najważniejsze - całkowicie słuszna.
Dlaczego słuszna? Ano dlatego, że na końcu celebracji, jak obraz został już zasunięty, z ogłoszenia "parafialnego" usłyszałem, że właśnie wyjątkowo tym dniu (właściwie to nocy) jedynym terminie w miesiącu, Jasna Góra jest otwarta niemal do bladego świtu!, albowiem swoje czuwanie z modlitwami odbywa wspólnota odnowy w Duchu świętym "Kana" o ile pamięć mnie nie myli. Czyż to przypadek, jak myślicie? 


Ja tam w przypadki nie wierzę, za to już wiedziałem co będę robił tej nocy. 
W istocie, to moje plany się nie zmieniły, bo tego właśnie oczekiwałem, choć bladego pojęcia nie miałem jak by to się miało odbywać. Odpowiedź uzyskałem błyskawicznie, tak - to jest właśnie cudowna noc oraz moc - żywego Ducha Świętego! - budowałem się w wewnętrznie, napełniając optymizmem. Swoistym cudem już trzeba było nazwać, że klasztor akurat tej nocy pozostał otwarty.
Czuwanie zaś odbywało się w salce tuż obok nawy głównej klasztoru. Ludzi sporo w różnym wieku - Ci młodzi i nieco starsi, kapłani domykający ostatnie sprawy przed czuwaniem, a pod ołtarzem nieco jakby pozłacanym - schola z gitarami, fletami i bębnami kontrastująca z widokiem najświętszego sakramentu. 

Przypomniały mi się wówczas czasy oazowe, nasze czuwania podczas rekolekcji oraz uświadomiło mi, że tej nocy zasnąć nie będzie się dało podczas modlitwy. 
Zrozumiałem również w ułamku chwili, że tego tak bardzo chciałem i lepiej trafić nie mogłem!
Wypraszać swe intencje w tym właśnie miejscu, było istnym pokrzepieniem w swej rozpaczy oraz swoistym zaszczytem biorąc pod uwagę, jak ważne to miejsce dla naszego całego Polskiego narodu. 

Bez cienia zawahania szybko zająłem jedno z ostatnich miejsc w kaplicy, na końcu świątyni. Potrzebowałem się totalnie odizolować od reszty uczestników, albowiem dla mnie miała być to modlitwa bardzo osobista. Miała, bo nie minęło z 15 minut czuwania, jak przysiadł się do mnie pewien "nieproszony" koleś...
- Można? - zapytał.
- Proszę bardzo - odpowiedziałem, nie do końca szczerze, bo przecież chciałem się modlić sam.  
Dlaczego wybrał akurat moją ławkę, gdy dookoła było tak dużo wolnych miejsc, pozostanie pytaniem retorycznym. Oczywiście posunąłem się uprzejme, zrobiwszy mojemu nowemu sąsiadowi dostatek miejsca, a wierzcie mi - że swoim wielgaśnym brzuchem potrzebował go naprawdę sporo. 
Był mężczyzną grubo po 40-stce, o nieco ciemnej karnacji, ubrany skromnie, choć schludnie. Biorąc pod uwagę jego wygląd, pomyślałem sobie, że jest cyganem tzn: Romem, który korzystając z okazji nocnego czuwania, zapragnie się zaczaić na moje kosztowności. 
- Jak masz na imię młody człowieku? - zapytał. 
- Grzechu - odparłem
- Jak to Grzechu? Żadnego Grzechu, grzechy zatruwają nas! - opierniczył mnie, choć szeptem bo w tle trwała modlitwa. 
- Rozumiem, że jesteś Grzegorz, tak? 
- Tak jestem Grzegorz.
- Jacek miło mi.     
- No siemasz - odpowiedziałem, ale z wyraźnym zażenowaniem. 

Jacek się jedynie delikatnie uśmiechnął, lecz ja obiecałem sobie, że za plus minus 15 minut, ucieknę z tego miejsca, bo typ ewidentnie wydawał mi się podejrzany i to nie tylko z zachowania ale i wyglądu - przypominał Roma, o których różne opinię słyszałem. 
Jako, że byłem w końcu na czuwaniu, w Kościele, zdawałem sobie jednak sprawę, że mogę się mylić w swych wątpliwościach co jego osoby, więc żeby "uciec" z klasą, miałem wyjść na papierosa, na zewnątrz. Jak wrócę, to zajmę miejsce już inne, najlepiej dla niego niewidoczne...

Minął jednak jakiś czas, tymczasem ja modlę się pogrążony w skupieniu nad najświętszym sakramentem. Czas na czuwaniu mija niczym pociąg ekspresowy, siedzę w klasie "rozpacz", a świat nie jest kolorowy. Jedynie piękna nadzieja, wypełnia mój umysł i tak w "koło macieja". 

Na chwilę się jednak oderwałem. Spojrzałem na zegarek. Minęło już ponad pół godziny, czyli przegapiłem planowaną wcześniej akcje, co wszakże wcale nie oznacza się poddałem. 
Najwyższy czas na realizację; wychodzę, grzecznie oznajmiając memu sąsiadowi, iż idę tylko do ubikacji, bo nie omieszkał zapytać, czy to już koniec moich modlitw. 

- Szybko wracaj, bo zaraz Pan Jezus będzie adorowany osobiście, będziemy klęczeć indywidualnie, kapłan nad nami będzie modlił. Grzesiu, wracaj prędko! - powiedział Jacek, z wyraźną, jakby to ująć - troską. 
 - Spoko, zaraz wrócę, załatwię się, zapale i jestem z powrotem - odpowiedziałem mu, po czym sąsiad się uspokoił.

Opuściłem świątynię, zgodnie z mym planem. Przy okazji, zadzwoniłem do mamy, opowiedziałem o zaistniałej sytuacji i nocnym czuwaniu. Matula nie zdążyła nawet odpowiedzieć mi swego matczynego "uważaj na siebie synu" jak spoglądam - a tu wychodzi Jacek po mnie - tak dobrze myślicie; na dwór za mną się udał, wołając mnie na adorację, bo błogosławieństwo przegapię!
Zatem z mego planu zmiany miejsca wyszły nici, prosto z dworu udałem się pod ołtarz na owe błogosławieństwo. Wróciwszy jednak na miejsce, nie tylko zapomniałem o mej ucieczce od nieco dziwnego sąsiada ale już tego nie potrzebowałem - pokój Boży wypełniał mą duszę...
Notabene, nawet nie wypadało mi od niego w takiej sytuacji uciec.

Podczas modlitw co jakiś czas urządzaliśmy sobie krótkie, cykliczne pogawędki, inicjowane zresztą przez Jacka.

- Oooo Kielc jesteś? No to Scyzoryk tak na Ciebie wołają - pamiętam jak skomentował me pochodzenie. 
Okazało się, że gość ten pochodził z miejscowości Turek w Mazowieckim. 
Jest członkiem wspólnoty Odnowy Duchu świętym, a na owe czuwanie przyjeżdza cyklicznie. Niestety był rozwodnikiem, prowadził też ponoć firmę trudniącą się bezpieczeństwem i higieną pracy. Jego działalność jednak zbankrutowała. Obecnie od kilku miesięcy pracuje na budowie, mieszka zaś z matką.
Podczas naszych rozmów, wzajemnego otwierania się na siebie, me wątpliwości co jego osoby nie tyle co ustały, a się uspokoiły. 
Powiem więcej - polubiłem tego gościa, autentycznie!  

Co do samego czuwania, to przyznam szczerze, że modlitwa w stylu wspólnoty "Kana" nie odpowiadała mi zbytnio, chociaż było wszystko czego chciałem. 
Błogosławieństwo, modlitwy indywidualne, a nawet kosz z intencjami. Nie muszę Was uświadamiać jaką intencję zaniosłem, bo jest to jednoznaczne, iż był to powrót Moniki, aczkolwiek co warto napisać, zawsze dodawałem "jeżeli to niemożliwe żeby wróciła, to przygotujcie mnie do tego. Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę Panie mój"...
Przede wszystkim chciałem po prostu normalnie funkcjonować. 

Wracając do sposobu prowadzenia adoracji to, co nie zbyt przypadło mi do gustu: śpiewy i sposób wypowiadania modlitw albowiem był on bardzo uwielbiający Pana typu "Panie Ty jesteś najwyższy, Ty jesteś mega zwierciadłem dobroci, wychwalamy Cię ponad wszystko". Jest to naturalnie prawdą dla każdego chrześcijanina, nie mniej jednak wolę modlitwy bardziej z nastawieniem na indywidualną przyjaźń z Bogiem. 
Śpiewy w większości także były w podobnym tonie, inna sprawa, że mało pieśni znałem, z tych które się pojawiły. 

W końcu wskazówka mojego zegarka wskazywała godzinę 4, co oznaczało nieuchronny koniec czuwania. Nie mniej jednak ciemność na dworze dalej trwała co oczywiste, a ziąb o tej porze właśnie doskwierał najmocniej. Odległość do dworca to 2-3 kilometry. Wyszedłem z Kościoła wraz z Jackiem rzecz jasna, który nie omieszkał nie zapytać, co ja teraz pocznę. Odpowiedziałem, prawdę; za kilka godzin mam pociąg do Kielc, na co Jacek odrzekł: 

- Nigdzie nie jedziesz. Jesteś po całonocnym czuwaniu, jeszcze na dworcu zaśniesz i Cię okradną. Zapraszam do siebie.
- To znaczy niby gdzie? - zapytałem.
- Do pobliskiego domu pielgrzyma - odparł    

Cóż, oferta wydawała mi się kusząca, więc po krótkim zastanowieniu, zgodziłem się, no niech będzie...
Jak ma mnie ktoś okraść, to niech zrobi to już ten koleś, niż jakaś obca łajza na dworcu, a z uwagi na wczorajsze pobicie i tak nie będę w stanie się obronić w razie ataku - pomyślałem, niezwłocznie udając z moim nowym poznanym, sympatycznym znajomym, do wspomnianego już domu pielgrzyma.  
Pamiętam niczym dziś, taki szczegół; tuż przed wejściem, zapaliłem sobie jeszcze papierosa, jak mam to w zwyczaju.
Jak to rzadko bywa u osób religijnych; Jacek choć krytykował mój durny nałóg, to zarazem całkowicie go akceptował, co przez wzgląd na moją historię poznanych tzw: osób religijnych, trochę mnie w nim ujęło. Ujęło, bo czułem się całkowicie akceptowany. Nie był to człowiek, pokroju "dewoty", co było dla mnie ważne. 

W owym "motelu" zaś, w pokoju Jacka spoczywał także Adam - młody chłopak, mniej więcej w moim wieku. Wkrótce obudziliśmy go naszymi szeptami, było to około piątej. Krótkie przywitanie, skromny posiłek którym oczywiście poczęstował mnie Jacek, dla Adama był śniadaniem, bo chłopak ten nie zamierzał z powrotem pójść w przysłowiowe "kimono".
Pomimo mego wyczerpania, wyraźnego zmęczenia i niedospania, szybko również z Adamem nawiązałem interakcję i tak od słowa do słowa, a odkryłem co ten młody, zadbany, wydaje mi się, że atrakcyjny dla kobiet z wyglądu chłopak, porabia w domu pielgrzyma.    

Cóż, Adam przeżywał istne piekło, na które co gorsza nie ma żadnego wpływu.
Mianowicie; jego mama jest alkoholiczką, która mieszkając w melinie, robi niegodziwe rzeczy z różnymi bezdomnymi osobami. Śmieci w domu się ponoć przewalały. 
Ojciec nie żyje, a biedny Adam do tej pory mieszkał ze swoimi kobietami w ich domu rodzinnym - które znając jego sytuację, zostawiały go w iście rzeźniczy sposób, znacznie gorszy niż Monika mnie. Jedna po drugiej, z uwagi na brak perspektyw finansowych opuszczały Adama, choć z tego co mówił, jak wyglądał i co prezentował sobą - nie posiadał nałogów typu alkohol czy narkotyki. Powiem więcej - wydawał się bardzo ogarnięty.

Tym oto sposobem Adam już jako młody chłopak, wylądował na bruku i od blisko dwóch miesięcy mieszkał, zresztą nielegalnie - w domu pielgrzyma. 
Jedyne co posiadał to ubranie (bardzo schludne notabene) i dobry telefon, oraz co najważniejsze - ciężką, choć pewną pracę fizyczną, na budowie na której jak mówił, miał solidną pozycję u szefa, który jako jedyny w życiu mu pomagał w życiu - jak przynajmniej wynikało z naszych rozmów.  

Jacek natomiast, choć dyskutował z nami, zarządził jednak w końcu spanie; zostało mi blisko dwie godziny drzemki, albowiem zaplanował on dla nas, jakieś wycieczki i inne pierdoły, wówczas nawet nie wiedziałem jakie - oczy same mi się zamykały do snu w którym to pogrążyłem w jednej chwili. Tylko 2 godziny odpoczynku, po blisko dwóch nocach nie przespanych, awanturze z poprzedniego dnia ale jak mawia polskie, znane porzekadło: lepszy jednak rydz niż nic, prawda?
Po rychłym przebudzeniu czułem się bardziej niewyspany niż przedtem, ale wyjścia nie miałem - Jacek wywierał sporą presję na jakieś zwiedzenie czy coś... 
Dalej nie wiedziałem o co mu chodzi, powiem więcej - lekko mnie nawet drażnił jego pomysł, bo nie w głowie mi były jakieś wyprawy, a odpoczynek, sen! 
Jednak czyż miałem się nim kłócić, albo ich odrzucić? Ten dziwak się uparł na jakieś wycieczki! 

- Pustelnia, świetne miejsce, przed nami dalsze modlitwy, jak już tu jesteś, to wykorzystaj czas na sto procent! - mówił, organizując wyjazd. Choć myślenie przychodziło mi z trudem poprzez zmęczenie, to doszło do mnie, że w sumie to gość ma rację. 
O mej intencji nawet nie wspomnę, ale jaka pustelnia? Mam być pustelnikiem? 
Przecież zasnę i tam, choćby na tym mrozie…
Dla Adama zaś, była to raczej zwyczajna wycieczka, odskocznia od monotonii którą miał zagwarantowaną w swoim "mieszkaniu" czyli domu pielgrzyma, choć sam również nie miał pojęcia gdzie Jacek nas zabiera. Nie był on osobą ani religijną, ani nawet uduchowioną.

Złożyliśmy się na benzynę, oczywiście wyłączając Adama uwagi na jego sytuację i od razu zajechaliśmy do sklepu po jedzenie na wyprawę, na szczęście dla nas, niedziele handlowe wtedy nie obowiązywały.
Warto mi także wspomnieć, iż początkowo nieco przeraziło mnie auto Adama, albowiem był to stary, ze wczesnych lat 90, mocno pordzewiały Opel Corsa. 
Na dworze mróz, jezdnia oszroniona a więc śliska, zatem czy podróżując tym "rzęchem" nic nam się nie stanie? Kolejne wątpliwości nawarstwiały się w moim umyśle.
I jak sami i Wy widzicie Czytelnicy; niepewności dużo, forma też nienajlepsza albowiem wyspać mi się przecież nie dał, ten cały dzień był dla mnie jednym, wielkim znakiem zapytania, a może wręcz pewnego rodzaju niebezpieczeństwem. 
Pewności przecież stu procentowej nie miałem, kim są Ci goście, no bo jak można ją mieć, znając tych ludzi raptem po kilka godzin? Złodzieje i nie takie sztuczki znają, nie mniej jednak już siedziałem na tyłku w jego samochodzie. Co ma być to będzie... 

Podróż, zresztą wcale nie krótka, trwająca z godzinę upłynęła nam na rozmowach głównie o religii. Jacek posiadał dużą wiedzę na te tematy, spierał się, tłumaczył wiele Adamowi, albowiem ten, jako osoba dotychczas nie zgłębiająca tematu miał dużo wątpliwości. 
Adaś zaś, sprawiał wrażenie ciekawego, poszukującego Boga lecz zarazem traktował Jacka jak powiedzmy fanatyka religijnego, chyba nie do końca poważnie w tym temacie? Sam nie wiem. Każdy jednak temat jest dobry do rozmowy, ale ja się chciałem tylko wsłuchiwać, ponieważ po prostu siły nie miałem na wszelką dyskusję. 
Po za tym, jestem osobą wierzącą, poglądy miałem podobne, choć wiedzę nieporównywalnie mniejszą od naszego "kierownika" Jacka, który zbyt długo milczeć mi jednak nie pozwolił i męczył;

- Grzesiu, śpisz? Co nic nie mówisz? - cyklicznie przerywał moje czuwanie.

- A daj, że mu spokój, chłopak jest niewyspany, dziwisz się Grześkowi? - brał mnie w obronę Adam.

- Szkoda, tracić czas na sen, Pan Jezus na nas czeka - odpowiedział Jacek, który choć miał łagodne usposobienie, to tryskał pewnością siebie i taką rzekł bym ufnością. Wiedział co mówi, był pewny każdego zdania jakie wypowiedział, sprawiał wrażenie, że jest głębokiej wiary. 
Ogólnie mówiąc, budził moje zaufanie, Adama mimo wszystko chyba również.

Z każdą minutą poznawałem tego człowieka coraz bardziej, więc warto ten fragment tekstu poświęcić na jego krótką charakterystykę; był to człowiek po przejściach, nawrócony. Mówił o sobie; "jestem wielkim grzesznikiem, piłem dużo - byłem alkoholikiem, awanturowałem się z żoną, źle traktowałem syna". 
W całym tym wszystkim, tej jego religijności, uduchowieniu, nie był jednak takim typowym fanatykiem, nie pozostawał oderwany od rzeczywistości, znał życie z wielu perspektyw.

Ważne było to dla mnie, bo nie pochodził ze środowiska stricte Kościelnego, życie przy Panu Jezusie było jego dobrowolnie wybraną drogą, co przekładało się na to, że w pełni rozumiał moje problemy i rozterki. Wspierał mnie w sytuacji z Moniką, choć delikatnie nawoływał zarazem, do pogodzenia się z rozstaniem. Nie pozwolił nam za to używać wulgaryzmów, a z Adamem mieliśmy takową ochotę...

Miejsce docelowe osiągnięte; naszym oczom ukazała się niewielkich rozmiarów świątynia, poprzedzająca ją kamienna brama, a wokół placu jakieś drewniane, małe domki kryte gontem, nieco przypominające letniskowe. Wokół terenu znajdował się gęsty las, zapamiętałem też jakieś krzaki i jakby... koszary, albo coś na wzór koszar, tylko zimowa aura nie pozwoliła ukazać pełni piękna tego miejsca.

Tak właśnie ówcześnie zapamiętałem to niezwykłe, może nawet nieco dziwne miejsce, do dziś nie jestem przekonany, czy pamięć nieco nie zniekształciła mi obrazu tego miejsca.
Miejsca, którym była, uwaga: Pustelnia w Czatachowej. 

Był to obszar z dala od zgiełku cywilizacji, znany z wielu uzdrowień, które prowadzą księża - pustelnicy. Kapłani którzy dobrowolnie zdecydowali się na pobyt w Czatachowej zrzekli się życia w cywilizacji jaką znamy, a prowadzą życie w ascezie, mieszkając w niemal domkach letniskowych, zdani na obcowanie z przyrodą, żywiący się tylko tym, co sami sobie wyhodują bądź zasieją. Ich dzień oprócz hodowli np. swoich pszczół, wypełnia pełnia ciszy, bo nawet wszelkie rozmowy między pustelnikami są zakazane. 
Czas ich wypełniała tylko praca, medytacja i modlitwa. 
Zaryzykuję nawet refleksję, że wówczas wydawało mi się, że to chyba najprawdziwsza wspólnota Kościoła, albowiem kapłani tam przebywający zrzekli się niemal wszystkiego dla swego powołania. Jedno jest pewne: nie było to zwykłe miejsce. 



My natomiast, weszliśmy do Kościoła. Miał on drewniany, lecz bardzo skromny wystrój, wypełniony wiernymi niemal do ostatniego wolnego miejsca. Zgromadzeni w nim ludzie w różnym wieku, starsi i młodsi, a sięgając pamięcią to moją uwagę zwrócił mężczyzna młody, wysoki, taki bardzo dobrze zbudowany na tyle, że nie chciał bym się z nim zmierzyć fizycznie. Teoretycznie, wizerunek "pompy' nie bardzo pasuje do osoby rozmodlonej ale także i on modlił w takim charakterystycznym skupieniu i ufności, generalnie wszyscy zgromadzeni ludzie pozostawali skoncentrowani na modlitwie, spokojni oraz bardzo uprzejmi, a przede wszystkim rozmodleni. 
Duch Święty wypełniał to miejsce bez dwóch zdań, ciężko było o inne odczucie. Wychodzi kapłan, co oznacza, że Msza święta właśnie się rozpoczyna. 
Ksiądz także sprawiał wrażenie bardzo uduchowionego. Wygłosił piękne kazanie o pokorze, wypowiadając się z charakterystyczną dla niego charyzmą. To jednak, co najbardziej przykuło mą uwagę, to jego wzrok, to skupienie, swoiste wczucie gdy podnosił ciało i krew Jezusa - był to naprawdę „elektryzujący” w swym wyrazie widok, na tyle, że nie potrafię go dokładnie opisać.



Po Mszy mieliśmy modlitwę o uzdrowienie, podczas której ludzie doświadczali upadków w Duchu Świętym. Wówczas, obserwowałem to nieco zdumiony, albowiem nie wiedziałem co to takiego jak "Upadek w Duchu Świętym", wytłumaczyła mi to dopiero jedna wiernych, która gołym okiem zauważyła mój szok.
Co to za sekta? – przechodziła mi myśl i zmieszanie tym co tym, co ukazuje się moim zaspanym oczom.

W końcu jednak nadeszła i kolej na mnie. Kapłan prowadzący, położył ręce na mojej głowie, wówczas ogarnęło mnie jakieś niesamowite uczucie spokoju. 
Mówię Wam, znowu ciężko mi to wytłumaczyć, ale jakoś poczułem się jakiś taki lekki, tak bardzo kochany przez Boga... Wtedy nie myślałem o mojej sytuacji z Moniką, a znów ogarnęło mnie uczucie niesamowitej, nieskazitelnej, czystej ufności w Panu, takiej lekkości, miłości, pięknego poczucia że ktoś mnie kocha...
Niezapomniane do końca życia przeżycie, którego nigdy nie będę w stanie wymazać z pamięci.

Wyjątkowe uczucie ogarnęło także Adama, który nie był w stanie ukryć swego zdumienia. Wyraźnie owa sytuacja wpłynęła na jego postrzeganie wiary, albowiem w samochodzie rozmawialiśmy już tylko o tym niezwykłym dla nas doświadczeniu. 
Jacek zaś, nic nie odczuł podczas modlitwy wstawienniczej i zastanawiał się, czy jest tak zamknięty na łaskę Ducha Świętego? Jednocześnie przyjmował sytuację z pokorą i dalej czekał na znak od Pana Boga. 
Odjeżdzając z Czatachowej, za namową Jacka, zakupiłem jeszcze sól do egzorcyzmów, taka pamiątka na pewno nie zaszkodzi, a może pomoże, odgoni ode mnie jakieś złe moce? 
Cóż, jakby nie było, ową pamiątkę po dzisiejszy dzień noszę w swej torbie.  

Nasza wyprawa z upływem kolejnych godzin przebiegła w kierunku "Szlaków Orlich Gniazd" jak oczywiście kierowca Jacek zarządził. 
Tak sięgając w otchłanie pamięci, to na tuż przed ruinami zamku zapaliliśmy papierosa z Adamem, nucąc kawałek "Gdzieś na szczycie góry wszyscy razem spotkamy się" który dało się usłyszeć telefonicznego radia. 
Wspólnie spożyliśmy wcześniej przygotowane kanapki, klimat jaki nam towarzyszył był naprawdę przedni.
Chodziliśmy po okolicznych górach i dyskutowaliśmy nie tylko o historii która unosiła się między nami oraz średniowiecznymi zamkami, ale i ukradkiem o sporcie, albowiem Adaś śledził zmagania fighterów, podobnie do mnie. 
Jako Częstochowianin, Marcin Najman (bokser pochodzący z Częstochowy) w naszych rozmowach się naturalnie przewijał ale uwaga: Adam przypadkowo wspomniał również o niejakim Kamilu Bazelaku, a byliśmy wówczas w okolicach Zamku w Olsztynie. Krytykował ponoć butę tego zawodnika oraz jego posturę, ja zaś troszkę broniłem Kamila, choć sam znałem go tylko jako Strongmana oraz z jego medialnego konfliktu z Pudzianem i z walki na KSW. 
Adam za to opowiadał o niejakim medialnym sparingu bokserskim Bazelaka, ogólnie drwiąc z jego postawy, a ponoć miał okazje oglądać to na żywo. 
Cóż, jedno jest pewne: na brak tematów nie narzekaliśmy, a atmosfera była wyśmienita. 



Na dworze zapadał już zmrok, zimowa pora witała wieczorne godziny szarówki, co oznacza dla mnie nieuchronny powrót do Kielc, nazajutrz miałem do pracy na 6 rano, bo gdyby nie to, to został bym pewnie na jeszcze jeden dzień w Częstochowie. Autentycznie żal było mi wyjeżdżać.
Towarzysze wyprawy zawieźli mnie jednak na dworzec, nie czekałem w ogóle na pociąg, a wręcz ledwo co na niego zdążyłem i nieco oszołomiony spontanicznym, niezwykłym wieczorem wracałem do domu. Podróż jak podróż, podczas niej sporo się modliłem, lecz gdy byłem już w swoim mieście - Kielcach, odezwała się Monika! 
Czyżby moje modlitwy zdziałały cud? 

"Grzesiek, chce zamknąć pewien etap i zacząć nowy. Pokazałeś mi życie z innej perspektywy, ale teraz gdy już je znam, chce odejść do Pawła"... - brzmiał esemes od Moniki… 
Super się złożyło, modlitwy me zostały wysłuchane, odpowiedź taka jaką oczekiwałem; Poznała nowe życie przy mnie, które wykorzysta teraz u boku Pawełka.... No genialnie, pies ogrodnika! - myślałem rozczarowany, wracając do domu. 

W mieszkaniu z uwagi na esemesa od Moniki, pozostałem nie zbyt radosny rzecz jasna, ale też nie jakoś załamany - w przeciwieństwie do stanu z przed wyjazdu, lecz aby czymś zająć głowę postanowiłem zgłębić temat odwiedzonego zamku w Olsztynie oraz faktycznie przypatrzeć się postawie sportowej owego Bazelaka, polubiłem przy okazji jego profil i dokładnie od tej daty, zacząłem śledzić tego zawodnika w przestrzeni social medialnej. 

Z moimi poznanymi wtedy znajomymi natomiast długo miałem kontakt. 
Jacek mnie wspierał duchowo jeszcze przez jakiś czas, z Adamem kontakt utrzymywałem przez kilka miesięcy, zanim urwał się on przez moje zgubienie telefonu. 
Mam głęboką nadzieję, że jego kłopoty się skończyły i żyje gdzieś w świecie, szczęśliwy ze swoją żoną. Nie mogę także pominąć, jego wkładu w moje refleksje, bo jeśli ja narzekałem na swoją sytuację, to co miał powiedzieć Adaś; którego codzienność wyznaczała tylko piekielnie ciężka praca budowlana, 4 gołe ściany i łóżko, na co on sam, nie miał żadnego wpływu tak naprawdę? 

Nadszedł czas na podsumowanie powieści, a zatem: 
Pytacie się co ma wspólnego owa wyprawa z postacią niejakiego Pana Bazelaka?
Z pieśnią "Gdzieś na szczycie góry?" czy z zamkiem w Olsztynie? 

Otóż; pomimo, iż wyjazd nie sprawił mi teoretycznie docelowego rezultatu, albowiem Monika do mnie nie wróciła, pomimo moich desperackich modlitw, ale prawda jest taka, że tamta noc ukierunkowała moje przyszłe lata życia, nie tylko zaś zapisała się w pamięci jako niezwykła przygoda.  
Do stanu dobrej formy psychicznej, przywróciła mnie docelowo za niedługo poznana grupa; "Banda Świrów", której swoistym "hymnem" był właśnie kawałek Grubsona: 
"Na Szczycie Góry", dokładnie ten sam, który wtedy nuciliśmy na zamku w Olsztynie. 

To właśnie dzięki temu, że wówczas byliśmy na zamkach "Szlaku Orlich Gniazd" zainteresowałem się pobliskim dla mnie zamkiem w Chęcinach, w związku z tym za jakiś czas zacząłem prowadzić jego Fan Page na Facebooku, co jak się okazało zapoczątkowało moją pasję publicystyczną, później zaś mego bloga, a co za tym idzie - koronne pasję trwające po dzisiejszy dzień. 
Od tamtego też czasu, jak już wspomniałem zainteresowałem się postacią Kamila Bazelaka, co wkrótce zaowocowało blisko 5 letnią znajomością, długą przyjaźnią, której wspólne dzieło to zawodowe gale MMA i K1 federacji WLC, które zresztą ruszyły nawet rynek sportów walki w Kielcach, albowiem dostali szansę zawodnicy z mego miasta, którzy mogli by jej nigdy nie dostać. 

Na owy zamek w Olsztynie wróciłem jednak kilka lat później; właśnie wraz z „obgadywanym” wówczas tam Kamilem, już podczas podczas jego obozu Karate, na którym miałem przyjemność uczestniczyć, a Szlak Orlich Gniazd który ówcześnie zwiedzaliśmy, to także szczególne miejsce dla Kamila - wspominał mi o tym wielokrotnie, ba - w tym miejscu dość cudem uniknął śmierci, o czym też publicznie mówił. 
Będąc na tamtym zgrupowaniu byłem z nim w niemal doskonałych relacjach i dokładnie w tamtym miejscu, w którym rozmawiałem z Adamem o Kamilu, przez mój umysł tłoczyły się myśli:
Czy to przypadek, że w tym w miejscu, postanowiłem się przyjrzeć tejże osobie i z tą właśnie nią samą, powróciłem dokładnie w to samo miejsce? 
 "Gosiu, to miejsce jest jakieś niezwykłe, to tutaj wszystko się zaczęło" - powiedziałem do małżonki Kamila, na obozie Karate, spoglądając kątem oka w niebo. 
- Dla nas to też szczególne miejsce, Grzesiu... - odparła. 

Cóż, w dobie teraźniejszości i towarzyszących jej okoliczności można by wiele mówić o tej relacji, zdania byłyby pewnie podzielone, ale ja przez cały czas jej trwania byłem pewny, że Jezus wysłuchawszy modlitw w Częstochowie i Czatachowej chciał mi pokazać nowe perspektywy i doświadczenia  - i tak niewątpliwie się stało, za sprawą pewnych ludzi oraz pasji, wyłączając z tego jakieś "zarazki" - zawodu, awersji, czy też zranienia. 
Jakby nie było, co by też później się nie wydarzyło, ale tego zaprzeczyć po prostu nie mogę i nigdy tego nie zrobię.      


     
Morał z tej historii jest taki, że mimo, iż Bóg nie jest złotą rybką spełniającą życzenia, to dał mi odpowiedź błyskawicznie; Monika nie była dla mnie kobietą przeznaczoną, z czego dziś się naprawdę cieszę i sam rozumiem w 100%, ale owoc tamtej nocy, modlitwy zrozpaczonego Grzesia desperacją utraconej miłości, ten owoc on trwa po dzień dzisiejszy albowiem wyznaczył on moją drogę życia.
Jestem tego pewien na sto procent i będę to głosił na cały świat, że to Maryja wyprosiła u Jezusa, moje nowe inspiracje już na drugi dzień od mych próśb, które nie tylko błyskawicznie ogarnęły moją duszę psychicznie ale i wyznaczyły nowy etap w moim życiu.
Oto także prosiłem modląc się słowami "a jeśli to niemożliwe aby wróciła to ogarnij mnie" i to się właśnie wykonało, choć na minęło sporo czasu zanim to w pełni zauważyłem.

Wy także czytelnicy nigdy nie wątpicie w Bożą łaskę i moc, bo kochający nas Bóg udzieli odpowiedzi zawsze, choć niekoniecznie taką, jaka koniecznie oczekujemy, albowiem Bóg wie lepiej, co jest dla nas lepsze, a ma historia, choć rozpoczęta dość dramatycznie – zgubą Dziadka i pobiciem, to finalnie jest tego idealnym przykładem, w jaki sposób działa Boża miłość, łaska i moc, za którą dziękuję. Otwórzcie się na to i Wy bo skoro taką mameje jaką ja ówcześnie byłem Bóg podniósł, to kogo nie podniesie? 
Na końcu wypada mi napisać, to co Maryja powiedziała kiedyś w Medjugorie: 

Gdybyś wiedział jak bardzo Cię kocham - to płakał byś z radości.           


Pozdrawiam 
Pan Gie 






wtorek, 6 sierpnia 2019

Dawid Kostecki - przykład zmarnowanego czasu i talentu.


Półtora roku temu, może dwa wstecz, napisałem taki oto artykuł (widzicie poniżej) o Dawidzie Kosteckim...

Jak wiemy Dawid już teraz nie żyje i pomimo, że nie siedział za niewinność to szkoda mi tego chłopaka. Przyznam również iż nie rozumiem uzasadnienia służby więziennej odnośnie śmierci Dawida tzn: ponoć POWIESIŁ SIĘ NA PĘTLI Z PRZEŚCIERADŁA NA ŁÓŻKU LEŻĄC POD KOCEM....
Z punktu widzenia technicznego jak to możliwe, do tego biorąc pod uwagę warunki życia w celi, obecność w niej innych osadzonych? Cóż, moim zdaniem brzmi to dziwnie, ponadto Dawid miał żonę i dzieci które go wspierały.
Nie nam jednak teraz spekulować, ale osobiście żal mi go, bardzo szkoda nawet, bo do początku swego dość krótkiego życia miał pod górkę, nie posiadał żadnych wzorców moralnych, ale ostatecznie zgubiła Dawida zabawa w bycie gangsterem, sztywnym chłopakiem z ulicy.
Taki to niespełniony talent polskiego boksu który pół życia przesiedział w więzieniu, oczywiście z biegiem czasu i ludzie od niego się zaczynali się w końcu odwracać, kolegów "braci" już nie było jak kiedyś, a on sam stawał się powoli zapomniany, kisząc się na pryczy.
Niech ziemska podróż Dawida, stale kontrastująca między ringiem bokserskim i małą, szarą więzienną celą będzie przestrogą dla tych wszystkich pajaców, tak bardzo przeżywających swoją groźność, sztywność niczym rozwydrzona nastolatka swoje nowe pryszcze na dupie.
Historia zmarnowanego czasu na ziemi Kosteckiego, niech posłuży za przykład tym, którzy mają w głowie podobne kwestie jakimi Dawid się zajmował, mam na myśli te kwestie po za bokserskie rzecz jasna.
Będąc w branży sportów walki różne rzeczy o nim słyszałem, takie i inne.
Oczywiście cenię lojalność każdego człowieka, jej brak stanowczo potępiam, natomiast zasadą najprawdziwszą tak naprawdę jest to, co w jego przypadku widać najdobitniej, mianowicie: Zło Cię najpierw wykorzysta, a gdy już to zrobi, nie mając z Ciebie pożytku - to zawsze obróci się przeciwko Tobie...

środa, 31 lipca 2019

Strzeżcie się przed fałszywymi prorokami! Protestantyzacja chrześcijaństwa.

Jak dobrze wiedzą wyznawcy Jezusa Chrystusa, wedle doktryny chrześcijańskiej czasy na krótko przed przyjściem Jezusa na świat — Paruzją, a wcześniej jeszcze Apokalipsą, owe czasy będą obfitowały w różnych myślicieli, mędrców, filozofów, duchowych przewodników którzy mają mamić świat różnym ideologiami, a przede wszystkim głosić nauki, które będą zmieniać oblicze Kościoła w taki sposób, aby chrześcijański pozostał tylko z nazwy.                                                                                                                                    
Efektem tego rozsadzania, zmiękczania wiary, będzie doprowadzenie do sytuacji, iż Jezus Chrystus nie będzie już Bogiem, synem Bożym, zbawicielem świata, a przynajmniej nie w takiej formie, za jakiego uważamy go obecnie.
Także i z punktu widzenia obozu przeciwnego Jezusowi czyli szatanowi to głosić błędne, sprzeczne doktryny i poglądy zarówno w samym Kościele, jak i poza nim, wpływając tym samym na odbieranie nauk Jezusa Chrystusa oraz dogmaty wiary chrześcijańskiej wydaje się potężną i przede wszystkim skuteczną bronią w walce z Jezusem. Posługuje się do tego tzw: fałszywymi prorokami i w tym miejscu tekstu pytanie rodzi się nam automatycznie; Jak rozpoznać owych fałszywych proroków?                                          

              

Pismo święte mówi "po owocach ich poznacie" - niewątpliwie tymi słowami należy się kierować.
Aby jednak przeanalizować dalej owe zagadnienie, trzeba się zmierzyć jeszcze z kolejną kluczową kwestią, otóż: Jakie są te owoce, tych współczesnych pseudo nauczycieli Kościoła chrześcijańskiego?

Cóż, moim zdaniem jednym z owoców to np. niektóre tak powszechne odłamy Kościoła protestanckiego, które nie tylko idą w sprzeczności z nauczaniem Kościoła chrześcijańskiego, ale najczęściej powołując się wybiórcze, wyrwane z kontekstu cytaty z Pisma Świętego, zmieniają oblicze wiary tak, jak im samym wygodnie, jak jest to "na rękę" jego wyznawcom. 
To właśnie w dobie współczesności powstaje tysiące tzw: zborów, poselstw protestanckich, (odłamów protestantyzmu jest ponad 31 tysięcy!) niektórych naprawdę dziwacznych (gdzie np. Biskupem jest transseksualna kobieta) a w ich obliczach nie rzadko stoją np. nawróceni bandyci, którzy często chcąc bezpiecznie wycofać się ze świata przestępczego, wycierają sobie buzię Panem Jezusem, stając się nagle, po latach przestępstw (o których często opowiadają) - wielkimi moralizatorami, drogowskazami moralnymi, jednocześnie... np. za plecami licząc pieniądze zakładając swoje Kościoły, czy układając sobie chrześcijaństwo tak, jak tylko im wygodnie.
Tacy i im podobni głoszą np. ewangelię sukcesu wymazując cierpienie z życia człowieka, ideę pseudo tolerancji, bądź też odwrotnie: ewangelię niemalże nienawiści jak np. samozwańczy Pastor Paweł Chojecki, ale łączy ich wszystkich jedno; chcą zaistnieć w przestrzeni medialnej, starannie kreując swój wizerunek, najczęściej stając się pozerami i celebrytami wiary w swoich wspólnotach. Nie tylko czynią grzech bałwochwalstwa, poprzez swój fałszywy kult jednostki jaki to zazwyczaj ich otacza, ale zapominają również o jednej z podstawowych prawd chrześcijaństwa, a mianowicie o tym; że chrześcijaństwo nieodłącznie wiążę się z pokorą i skromnością! Ależ, jaką oni mają pokorę, gdy wiarę układają sobie tak, jak im pasuje?


Z tego powodu osobiście pozostaje sceptyczny do ludzi, którzy czynią sami z siebie świętych, często bardziej świętych niż sami święci, wszelkich celebrytów chrześcijaństwa, nie mając do tego jednak święceń, nie będąc namaszczonymi, a często nie mając nawet stosownej wiedzy i przygotowania do samozwańczego głoszenia słowa Bożego, nawet żadnych studiów teologicznych ani filozoficznych, zero przygotowania.  
Analizując to zagadnienie, nie mogę nie napisać o tzw: objawieniach prywatnych, "uzdrowicielach" jak np. niejaki Marcin Zieliński, który tak naprawdę nie ma żadnych dowodów na swoje cuda, głosi ewidentne herezje, a publicznie wyznaje przynależność do Kościoła zielonoświątkowego (do którego zresztą nawet Kościół protestancki podchodzi sceptycznie), nie ma choćby ten charyzmatyk żadnego przygotowania, namaszczenia, nic! Student AWF, czyniący wielkie uzdrowienia, pomijając hierarchię którą ułożył sam Jezus Chrystus. 
Nie zmienia to jednak faktu, że niektórzy Biskupi Katoliccy go popierają i promują, podobnie jak Telewizja Publiczna, która niedawno zaprosiła Marcina Zielińskiego do popularnego programu "Pytanie na Śniadanie" w TVP.


Oczywiście, nie zrozumcie mnie źle - owszem; ja również dużo piszę o wierze, publikuję teksty na temat Kościoła i świata, poszukuję i analizuję, lecz w moich poszukiwaniach pozostaje wierny nauczaniu Kościoła, nie czyniąc z siebie jakiegoś ewangelizatora, celebrytę wiary, czy przede wszystkim nie tworzę własnej wiary, uważając się za chrześcijanina. Święty też nie jestem, a prędzej chyba wielkim grzesznikiem szczerze mówiąc... Grzesznikiem który pracuje nad sobą, a przynajmniej wydaje mi się, że pracuję. Cóż, lękam się o swoje zbawienie wyznam szczerze i żadnym wzorem do naśladowania na pewno, na sto procent - nie jestem.                                                Dodam ponadto, że to co piszę o wierze chrześcijańskiej, to też tylko moje refleksje, które wcale nie muszą być słuszne.

Pamiętajcie i Wy drodzy Czytelnicy, że Kościół Katolicki zabrania świeckim głoszenia nauk, głosić słowa Bożego, nauczać - tego robić nie wolno, jest to wbrew prawu kanonicznemu, tak samo jak obowiązuje bezwzględny zakaz nakładania przez takich rąk i modlenia się nad wiernymi, błogosławienia, albowiem do tego niezbędne jest namaszczenie Boże w postaci święceń!       
Nie wolno nam zapominać, że szatan jest w stanie podrobić każdy cud, każde uzdrowienie, objawienie czy wizję i to niestety on - "ojciec kłamstwa" stoi nie rzadko za cudami itp, które czynią ponoć wyznawcy Jezusa Chrystusa ale i oni sami tkwiąc w swej pysze prawdopodobnie nie zdają sobie z tego sprawy, że współpracują z demonami. 
Z tego to ów powodu, powinniśmy być bardzo czujni i uważni, słysząc o przeróżnych prywatnych wizjach, objawieniach, których autentyczność może potwierdzić tylko i wyłącznie Kościół Święty - mocą Ducha Świętego, poprzez najczęściej wieloletni i żmudny proces beatyfikacyjny.
Poza tym, objawienie, które jest autentyczne nie może głosić tego, czego nie ma potwierdzonego wcześniej w Piśmie Świętym. 

Musimy być świadomi, że sama publicznie wyznawana wiara nie czyni jeszcze wyznawcy Jezusa, wszakże wierzą w Jezusa także demony – można więc rzec, że są "wierzące, lecz nie praktykujące" jak to pisał ksiądz Gabriele Amorth. 

Wynika z tego jasno, że chrześcijaninem nie jest ten, kto sam siebie tak nazywa, pozuje, starannie kreuje swój wizerunek, lecz chrześcijanin to osoba, która przyjmuje pokornie nauczenie Jezusa Chrystusa i choć jest grzeszna ze swej natury, to stara się w życiu postępować tak, jak nakazuje mu wiara czyli w dobie współczesności idąc jawnie pod górkę, rezygnując z pozerstwa, bogactw, rozgłosu, chciwości, bez obłudnej słabości do mamony, pozostając skromnym przez całe życie. Każdy człowiek jest wyposażony w wolną wolę i bierze odpowiedzialność za swoje postępowanie, także przed Bogiem, wiara w Jezusa to nie są jakieś wybujałe emocje, uniesienia podczas słuchania pieśni religijnej, a następnie czynienie czegoś zupełnie odwrotnego, niż to co głosił Jezus. Owocem naszej wiary - zawsze jest nasza postawa życiowa.     
Zresztą, sam Jezus Chrystus również nie jest królem w pozłacanej koronie, a w cierniowej i zaryzykuję nawet stwierdzenie, że punktu widzenia ziemskiego, systemowego, materialnego Jezus przebywając na ziemi zaliczył porażkę; został skazany na śmierć, brutalnie umęczony i zamordowany, odrzucony przez naród w którym się objawił, nie zarobiwszy na swych naukach choćby srebrnika, pozostając zwykłym rzemieślnikiem, człowiekiem do końca ubogim i skromnym. 


Jednak religia którą Jezus założył — chrześcijaństwo wybiega o wiele dalej niż życie na tym padole, albowiem celem chrześcijaństwa jest zbawienie człowieka, w jego życiu następnym, oczywistym dążeniem wyznawcy Jezusa jest życie wieczne wraz ze swoim odkupicielem w niebie.                  
Owego zbawienia wszakże nie osiągniemy tylko samym nazywaniem się chrześcijaninem, krzycząc o Jezusie w mediach czy na YouTube, lecz tylko i wyłącznie naszą wiarą oraz koniecznie z niej wynikającym postępowaniem życiowym, postawą która też nie może być zniwelowana do nazywania jej "dobrymi uczynkami" bo jest ona czymś znacznie większym, jest prawdziwą mocą ducha świętego przekładająca się na nasze postępowanie. 

Autentycznie jestem przekonany, że ta "podwójna moralność" w niebie na pewno nie przejdzie, bo skoro Bóg jest doskonale sprawiedliwy - to jak może do siebie dopuścić duszę świadomie przesiąkniętą egoistyczną hipokryzją, czy zakłamaniem czyli nikogo innego jak przysłowiowego faryzeusza?
Nieco potocznie mówiąc to dokładnie „postawą faryzejską”  Jezus najbardziej gardził, mając zresztą przez to na pieńku z faryzeuszami - jego głównymi oponentami podczas życia na ziemi.
   
Mamy jednak mnóstwo przykładów wzorowego chrześcijanina, na tyle, że nie musimy spoglądać na pozerów wiary. Naszym wzorem musi być przede wszystkim Jezus Chrystus, później zaś święci.      Na dowód tego, kim powinien być "wzorowy chrześcijanin" można się przyjrzeć przykładami oficjalnie świętych, zbadanych wieloletnimi procesami beatyfikacyjnymi, np: których wybrała Maryja (również uboga i bardzo prosta kobieta z Nazaretu) na swe objawienia.

Zatem; Jacy to byli ludzie? Ano tacy czytelnicy, którzy są czyści niemal jak łza, nie mieli niemal nic własnego, materialnego, a ich życie społeczne było mocno ograniczone w obliczu biedy i uduchowienia. Takie właśnie były dzieci z Fatimy, Święta Faustyna - uboga wieśniaczka która Jezusowi poświęciła całe życie czy choćby Ojciec Pio, który będąc już dość znany, zawsze mocno stronił od mediów i rozgłosu, nawet nie wspominając o jakimś uwielbieniu ludzkim jego osobą, bo takie przejawy zawsze i stanowczo odrzucał, albo wręcz karcił.  
Bezdyskusyjną kwestią jest, że wszyscy wybrańcy Boży i Święci, zrzekli się niemal wszystkiego ziemskiego dla wiary w Jezusa mając także wielu oponentów, także we własnych kręgach modlitewnych i do końca życia na ziemi pozostali w zaciszu świata.

Kończąc swój wywód muszę nadmienić, że moim celem również nie jest atakowanie braci protestantów, uderzanie w  kogokolwiek, nie zrozumcie mnie źle. Nie twierdzę również, że Marcin Luter robił świadomie źle swoją reformacją itp, lecz moje wypociny to raczej zwrócenie uwagi, refleksja, że swoista protestantyzacja chrześcijaństwa realizująca się na naszych oczach, to bardzo niebezpieczne zjawisko.
Zjawisko, w którym tylko mały już krok dzieli do podważenia, a później odrzucenia autorytetu Bożego Jezusa Chrystusa i zastąpienia Boga samoubóstwieniem człowieka, który to sam wyznacza sobie prawdy wiary, a zatem: nie musi nie potrzebować sakramentów, łaski uświęcającej, rozeznania duchowego, bo on sam ustala dogmaty pod własne "Ja", czyniąc dokładnie postawę antychrystyczną, a zarazem bardzo atrakcyjną z punktu widzenia ziemskiego świata i co warto dodać; też nie samą w sobie, jawnie wrogą Jezusowi Chrystusowi. To postawa teoretycznie bardzo pozytywna, lecz taka, która bardzo głęboko skrywa swe bezbożne, zwodnicze oblicze. Koniec felietonu zakończę cytatem z księgi Pisma Świętego, dotyczący właśnie fałszywych proroków:

MT 15: Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami7. 16 Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi? 17 Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. 18 Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. 19 Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. 20 A więc: poznacie ich po ich owocach. 

Jan 1-6: Umiłowani,
nie dowierzajcie każdemu duchowi,
ale badajcie duchy, czy są z Boga1,
gdyż wielu fałszywych proroków
pojawiło się na świecie.
2 Po tym poznajecie Ducha Bożego:
każdy duch,
który uznaje,
że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga.
3 Każdy zaś duch,
który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga;
i to jest duch Antychrysta,
który - jak słyszeliście - nadchodzi
i już teraz przebywa na świecie.
4 Wy, dzieci,
jesteście z Boga i zwyciężyliście ich,
ponieważ większy jest Ten, który w was jest,
od tego, który jest w świecie.
5 Oni są ze świata,
dlatego mówią tak, jak [mówi] świat,
a świat ich słucha.
6 My jesteśmy z Boga.
Ten, który zna Boga, słucha nas2.
Kto nie jest z Boga, nas nie słucha.
W ten sposób poznajemy
ducha prawdy i ducha fałszu2. 
Jan 2:19 Wyszli oni z nas, lecz nie byli z nas; bo gdyby byli naszego ducha, pozostaliby z nami; a to stało się po to, aby wyszło na jaw, że nie wszyscy są naszego ducha.
Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów. 


________________________________________________________________________________





poniedziałek, 24 czerwca 2019

Debata w Muzeum dialogu i kultur w Kielcach. Festiwal Wach Docs.

W Piątek tj 24 maja, na zaproszenie kieleckiego muzeum dialogu i kultur, z okazji festiwalu wach Docs brałem udział w debacie dotyczącej aktywności obywatelskiej, wraz z lewicowymi działaczkami, Małgorzatą Marenin oraz Aliną Bunzel.
Dyskusja była merytoryczna, choć nie rzadko mieliśmy różne zdania to myślę, że była owocna pomimo różnicy poglądów wyznawanych na codzień. W tym dniu nie było polityki, a tylko merytoryczna dyskusja!

Pozdrawiam
Pan Gie



sobota, 22 czerwca 2019

Otwartość Kościoła Katolickiego - LGBT i ekumenizm.

Pewna sytuacja życiowa skłoniła moją głowę do refleksji, więc publikuję tekst dotyczący: EKUMENIZMU I OTWARTOŚCI, KOŚCIOŁA CHRZEŚCIJAŃSKIEGO NA WSPÓŁCZESNY ŚWIAT". Zapraszam chętnych do przeczytania.

Mamy dwie strony medalu: Po jednej stronie konkretna ideologia, aktywiści LGBT, domagający się ponoć tolerancji, postępu, nowoczesności, manifestujący głośno swe nie tylko poglądy ale i działania, jednocześnie drwiąc z liturgii chrześcijan, przebierając się za księży na swoich wiecach, robiąc karykatury duchownych.



Z jednak drugiej strony, paraliż naszego Kościoła i jawny kryzys nie tylko duchowieństwa ale i wiernych, zniszczenie bądź obnażenie wizerunku księży, afery pedofilskie, deprawacja duchowieństwa. Wierzchołek góry lodowej? Już papież Benedykt mówił, że do Kościoła wdarł się szatan i rozsadza go od środka.

Zapewne dla niektórych łatwo się w tym wszystkim pogubić, wiedzieć co jest dobre a co złe, kto ma rację a kto nie, ale mnie skłania to do zaryzykowania stwierdzenia, że żyjemy w czasach wielkiego chaosu bądź zamętu. Bierze się on z napływu informacji, wojny ideologiczno - medialnej, albowiem dawniej poglądy zdobywało się u społeczeństw siłą - drogą rewolucji, a nie rzadko wręcz zabiciem przeciwników. W taki sposób właśnie zwyciężył komunizm czy nazizm, natomiast współcześnie poglądy można ludziom wmówić, zaprogramować - przekonać środkami masowego przekazu, bądź autorytetami wylansowanymi w mass mediach. Dzięki temu, współcześnie trudniej zdefiniować jest zło, prawdziwe oblicze nacierających na świat ideologi.
Inaczej zwąc technologia moi drodzy i konsumpcjonizm i to taki, że od "dobrobytu" wielu osobnikom przewraca się w głowach. Posiadanie dla samego posiadania i rozprzestrzenienie tej mody za pomocą mediów społecznościowych oraz granie w nich człowieka sukcesu - w efekcie narcyzm, pozerstwo ludzi i zaburzenia osobowościowe tych, którzy nie mogą zapewnić sobie życia, jakie obserwują u znajomych oraz swoich idoli.

Doba współczesności wiążę się z proponowaniem ludziom łatwych rozwiązań, z ewidentnym pominięciem ducha i kręgosłupa ewangelii, tego co stanowi istotę spotkania z Jezusem zmartchwystałym. To czasy w których ludziom wydaje się, że mogą być własnymi bogami sami dla siebie - w co wierzysz? - "W siebie wierze" (rzadko to słyszycie?) niczym pisał Alister Crowley czy Szandor La Vey - "Rób co chcesz". ( Polecam zapoznać się kim były te postacie, jeśli nie wiecie)
Czasy couchów, uwalnianie własnej mocy która jest w Tobie i Cię ponoć uwolni, samodoskonalenie się i coraz to nowsze, skrajnie libertyńskie filozofie na życie, okultyzm, o powszechnym wyzysku, czyli chorej, zaborczej miłości do pieniądza nie wspominając.
Pytam Was czytelnicy: Jak dziecko wychowywane w rodzinie przez np. parę dwóch kobiet będzie umiało się modlić modlitwą "ojcze nasz"? W takich samych Stanach Zjednoczonych (wzór zjednoczonej Europy do której dążymy) 1/3 dzieci żyje i dorasta bez ojca. Ciekawe co sobie oni myślą o Bogu Ojcu, w jaki sposób stworzą z nim intymną relację... Tak naprawdę, to właśnie oto chodzi, aby stworzyć taką generację aby nie móc wyobrazić sobie, że jest Bóg, po za nami. 
Jak myślicie: upadek katedry Notredame czyż był on symboliczny?


Obecnie, już tylko Kościół chrześcijański stoi na straży moralności chrześcijańskiej, choć daje drogę wyboru (w przeciwieństwie do islamu) jednocześnie będąc przez to atakowanym o zacofanie, chory fanatyzm, wiele środowisk oraz wiernych nawołuje do otwartości Kościoła na współczesny świat.
I tak w związku z tematem otwartości drodzy czytelnicy, nawiąże iż kilka tygodni temu byłem na spotkaniu z jednym z autorytetów świeckich w Polskim Kościele Katolickim. Dla konserwatywnych chrześcijan (w tym dla mnie) postać trochę kontrowersyjna, ale to, co dla mnie kluczowe, to jest fakt, że podczas dyskusji ze mną ów autorytet sam przyznał - że jego marzeniem, dążeniem czy celem (już nie pamiętam jakiego słowa użył) jest otwartość Kościoła, a dokładnie „taki Kościół i taka forma para liturgii, w której zmieszczą się wszyscy” – cytując cześć mojego pytania do niego, po którym odpowiedział twierdząco.

W związku z tym odnoszę wrażenie i nie ukrywam, że boje się, że te błędne poglądy wkradną się do Kościoła na dobre z biegiem czasu. Kościół się otworzy, zliberalizuje? Super! Ale zaraz, zaraz - wszyscy to znaczy kto? LGBT, feministki, protestanci? Warto w tym momencie wspomnieć o np. propozycji episkopatu niemieckiego, którzy chciał przeforsować, aby Luteranie mogli przyjmować komunię świętą katolicką, bez konieczności przejścia na katolicyzm, więc powoli to się już dzieje - fałszywy ekumenizm, który nadciąga i głęboko skrywa swe szkodliwe, zwodnicze oblicze.
Kościół Katolicki otwarty na wiele innych odłamów, w zasadzie to nie tylko chrześcijaństwa, ale w konsekwencji właściwie i innych religii? Bo jeśli zaakceptujemy np. odłam Kościoła protestanckiego w której biskupem jest transseksualna kobieta, to czemu nie możemy otworzyć się na inne nurty, nie koniecznie mające w nazwie "chrześcijańskie" ?
Jedna światowa religia pokoju, tolerancji i zgody? Unikniemy wtedy podziałów, także religijnych i wojen?

Osobiście wygląda mi to na otwartą rebelię przeciwko prawu, które Bóg zapisał na kartach ewangelii, ludzkich sercach oraz samej naturze. W owej otwartości, konsekwencją będzie jednak sytuacja, w której nie trzeba być już chrześcijaninem na dobrą sprawę - czyli wierzyć w dogmaty wiary chrześcijańskiej, ale można ułożyć je pod siebie i swoje egoistyczne wierzenia, jednocześnie z czystym sumieniem przyjmując komunię świętą, mając na to przyzwolenie. W takim przypadku, jeśli Kościół zacznie się otwierać na środowiska mu wrogie bądź przeciwne moralnie, liberalizować, to w praktyce zakwestionuje się realną obecność Jezusa w Eucharystii, a Msza Święta będzie już tylko pamiątką wydarzenia, które odbyło 2 tysiące lat temu, bardzo ważnego wydarzenia dla chrześcijan – owszem, lecz tylko pamiątką. Pamiątką, w której nie potrzeba łaski uświęcającej, żeby przyjąć symbol chleba i wina, ciało Jezusa, nie potrzeba rachunku sumienia, nie potrzeba pokory przed Bogiem, posłuszeństwa, nie potrzeba sakramentów dzisiaj rozumianych, bo ten fałszywy Kościół przyjmie każdego do uczty paschalnej - fanatycznego geja, chciwego gangstera, lesbijkę i feministkę, która np. zabije swoje nienarodzone dziecko i nie widzi w tym nic przeciwko Bogu i jego prawu które Bóg ustanowił.
Według mnie to jest nic innego drodzy czytelnicy jak własnie ta biblijna ohyda spustoszenia o której mówi Pismo Święte oraz mistycy i święci. Świadomy swej wiary chrześcijanin nigdy nie powinien się na to godzić i ma obowiązek reagować choć nie nienawiścią, ale trwaniem na straży ewangelii. 
Kończąc powoli me "wypociny" wyrażam jednak nadzieję, iż Kościół będzie czujny i stał zawsze na straży moralności, nie otwierał się na osoby, środowiska które są mu jawnie wrogie, chcąc go rozsadzić od środka, gdzie miejsce naszego Boga, Jezusa Chrystusa zajmie pyszny i uwielbiający sam siebie - rodzaj ludzki. Pozostaje jednak optymistą, albowiem odkąd Jezus zmartchwystał żaden optymizm w Kościele nie jest przesadą.

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów.
Pan Gie.