poniedziałek, 5 listopada 2018

Recenzja filmu "Kler" Wojciecha Smarzowskiego


Postanowiłem i ja wyrazić swoją recenzję filmu "Kler". Długo nie wypowiadałem się w owym temacie, wstrzymywałem się od krytyki, bo jako, że do tej pory powstało mnóstwo filmów które ukazywały Kościół Katolicki w pozytywnym świetle, to sądziłem, że w negatywnym także jest potrzebne, albowiem i w Kościele wypaczenia się zdarzają, a nie przesadzona nagonka na Kościół dobrze mu zrobi, oczyści i zdyscyplinuje w swych działaniach księży, jak i świeckich "działaczy". Owszem, Kościół jest święty, ale jako wspólnota modlących się wiernych, nie zaś duchownych jako środowiska.

Jednakże, to co widziałem w kinie, przerosło moje oczekiwania. Film nie posiada praktycznie fabuły, a jest to jedynie zlepek scen, mających ukazać Kościół, (którym jesteśmy my wszyscy, zarówno kapłani jak i wierni) księży tylko w złym, do tego mocno przerysowanym świetle. Wśród księży nie ma nawet jednej postaci pozytywnej, w ogóle w filmie nie ma chyba żadnej postaci dodatniej, owszem - są sytuacje pozytywne, natomiast owe "dzieło" to nic innego jak połączenie scen, wszystkich wypaczeń z jakimi jest kojarzony Kościół, przez liberalne społeczeństwo. W jednym wątku, alkoholizm, w drugim rozpusta, w trzecim pedofilia, zaś w czwartym hoszchtaplerstwo, piątym "romans" Państwa z Kościołem, a nawet scena, jak nazi narodowcy urządzają swoje wiece, pod przewodnictwem kapłana. Zero przerywników, zero obiektywizmu nic, tylko i wyłącznie wszelkie zło, które jawi się na świecie przypisywane do Kościoła, do tego ubrane w marną fabułę, oraz znane z filmu "Wesele" plenery, jak świątynia i okolice, wieś Bajdy, oraz nawet skopiowane cytaty. 
Zastanawiam się, czy Pan Smarzowski ma jakiś kompleks, iż w każdym filmie przedstawia to samo, zmieniając jedynie grupę swoich ataków. Warto również dodać żenujące sceny, jak lekcja religii na tablicy w szkole o In Vitro, pokazujące prawdziwe intencje autora - populizm w krytyce Kościoła połączony z tanimi tekstami, marnymi scenami. Nie tego nie spodziewałem.

Jestem od lat osobą związaną z Kościołem, jednocześnie nie będąc zapatrzonym w to środowisko bez krytycznie. Przez wiele lat formowałem się w Ruchu - Światło - Życie, w służbie liturgicznej, także innych wspólnotach się udzielałem, miałem, mam do tej pory kontakt nie tylko z księżmi, ale także z otoczeniem stricte kościelnym i widziałem naocznie, nie jednokrotnie wypaczenia Kościoła jak np. model księży typu BMW (bierny, mierny ale wierny), błędy oraz mentalność ludzi związanych z Kościołem Katolickim, którą ja nie do końca i nie zawsze pochwalam.

W "Klerze" jednak z kapłanów zrobiono jednocześnie - alkoholików, pedofilów, oszustów, hipokrytów, degeneratów i hochsztaplerów w jednym, każdy ksiądz ukazujący się w tym filmie, posiada wszystkie te przywary. Nie spotkałem się nawet z ułamkiem procenta, takiego obrazu Kościoła, księży i choć napewno tego typu wypaczenia się zdarzają, to poprostu nie wierzę, że wszystkie naraz jak to jest ukazane w "Klerze", oraz to, że każdy ksiądz jest degeneratem, jak w owym przekazie Smarzowskiego. Szkoda, bo oglądając inne filmy owego reżysera, sądziłem, że uderzy prawdziwością i obiektywizmem, czego tu ewidentnie zabrakło moim zdaniem, a mogło uzdrowić by to Kościół z zachowań patologicznych.

Film zapewne spustoszy myślenie, oraz serca prostych, nie potrafiących samodzielnie myśleć ludzi, zarazem rozraduje serca tych przeciwnych Kościołowi, ale to, że Kościół jest i będzie dalej atakowany, mnie wcale nie dziwi. Przewidziane jest to w Pismach, tak samo jak upadek moralny, masowe odchodzenie od wiary, niesprawiedliwość czy fałszywą moralność napędzaną przez faryzeuszy, fałszywych proroków. Film "Kler" doskonale wpisuje się tą rzeczywistość, będąc kolejnym już dowodem na to, w jakich czasach żyjemy. W jakich? Przeczytajcie Pismo Święte i odpowiedzcie sobie sami na to pytanie.

Pozdrawiam Pan Gie.




czwartek, 1 listopada 2018

Dusza, ciało czyli... refleksja o życiu po śmierci.

Jutro odwiedzamy na grobach naszych bliskich, ludzi którzy wyzionęli już ducha na tym ziemskim padole. Wierzymy, przynajmniej większość z nas wierzy, że życie na ziemi się nie kończy i nasi bliscy dalej żyją gdzieś w zaświatach. Wszystkie liczące się religie zgodnie mówią, że życie po śmierci dalej trwa, a świat duchowy jest bardziej realny niż nasz obecny - ziemski, materialny. Jak mówiłem, wszystkie religie zgodnie uczą, że każdy z nas składa się z ciała i ducha. Duch czyli dusza, to jest to kim naprawdę jesteśmy, co nas wypełnia, jakie mamy wartości, pragnienia, poglądy, uczynki - dokładnie wszystko to, co nie materialne, nie fizyczne, a określa kim jesteśmy. To nasza pełnia osobowości, choć bez pierwiastka materialnego.

Dokładnie tak, jak zaczęliśmy nasze życie, tak je skończymy - nic na ten świat nie przynieśliśmy i odchodząc stąd, niczego też wynieść nie możemy. Niczego oprócz tego co mamy w naszych sercach - czyli nieśmiertelną duszę i tylko to prawdziwe, bezcenne i stanowi prawdziwy wykładnik wartości człowieka. W obliczu śmierci każdy jest równy, bogacz z biednym, kapitalista z niewolnikiem, a kasy do grobu nie zabierzemy, dyplomów, wyników, zaszczytów, więc w czasach gdzie ilość lajków decyduje czy jesteś fajny, konsumpcjonizm, interesowność jest na piede stale, pamiętajmy również o tym, że tylko to, co nas wypełnia, w co wierzymy i o co walczymy jest ważne, prawdziwe, bezcenne bo ponad czasowe. Tak nas nas zapamiętają ludzie, jak pokażemy im to "sercowo".

Nasze ciała też kiedyś będą leżały w grobach, nas też bliscy którzy tu pozostali będą odwiedzać na cmentarzach, zapalać znicze, ale póki żyjemy, pamiętajmy o ludziach - nie tylko co ich zdobiło, co zdobyli, ale poprostu to, jakimi byli ludźmi, jak nam pomogli i co tu po sobie zostawili, głownie w naszych sercach. Zapalmy znicze, znak pamięci lecz przede wszystkim zmówmy za nich modlitwę, wtedy tak naprawdę, realnie pomagamy naszym zmarłym. Oddajmy się chociaż raz w roku zadumie, o naszym życiu, oraz o życiu tych, których już materialnie z nami nie ma, choć oni dalej żyją w innej rzeczywistości i potrzebują naszej modlitwy.

Pozdrawiam - Pan Gie.