poniedziałek, 9 października 2017

Autor bloga Pan Gie redaktorem naczelnym portalu STsport.pl!

Drodzy Czytelnicy.... Informacja odnośnie portalu i mojej publicystyki.

Prawdą jest, że ostatnio nieco zaniechałem prowadzenia mojej stronki (co widać także po waszej niskiej aktywności) nie znaczy to jednak, iż z pasji publicystycznej zrezygnowałem, wręcz odwrotnie. Mianowicie, zostałem redaktorem naczelnym portalu http://stsport.pl i jest to przykład na to, iż konsekwencja w realizacji swojej pasji, zawsze daje efekty. Czy ktoś mi teraz może powiedzieć, iż z takiego śmiesznego bloga jak ten, nie da się nic wyciągnąć, zyskać, awansować? Słyszałem przecież takie opinie kilkakrotnie, choć i nie prowadzę go dla jakiś awansów itp., a po prostu z niezdefiniowanej potrzeby duszy.


Portal STsport.pl jest jedną z najstarszych witryn o sportach walki oraz sportach siłowych w Polsce, albowiem istnieje od 2004 roku! Pracowało w nim wielu świetnych dziennikarzy i grafików m.in. Szymon Grzybowski, a jeszcze zaledwie kilka lat temu był czołowym medium sportów walki w Polsce. Dziennikarze STsport byli akredytowani na takich galach jak: KSW, MMA Attack, NG Promotions, VTC, portal ten jednym z organizatorów, oraz patronów medialnych legendarnych już dziś seminariów fighterskich w Warszawie, Częstochowie i Olsztynie z mistrzem świata w K1 i MMA - Alistairem Overememem. Był również sponsorem m.in. Mameda Khalidova czy Marcina Najmana — który zresztą na swoich walkach miał logo STsport wytatuowane henną swoich plecach.

                                                   
                  Światowa gwiazda MMA i K1 Alistair Oveerem pozdrawia czytelników STsport.pl




(Trening medialny przed KSW - patronat medialny STsport)









Moje zadanie jako redaktora naczelnego jest jasne, choć nie do końca proste z uwagi na dużą konkurencję, ale to ja mam przywrócić portal na swoje odpowiednie tory, co jest dla mnie tym większym wyróżnieniem, że akurat wybrano mnie, abym sprostał temu zadaniu. Dlatego zająłem się tam nie tylko słowem pisanym, ale i działalnością reporterską i dziennikarską, oraz pozyskiwaniem nowych ludzi do współpracy, oczywiście w oparciu o umowę prawną. Zajęcie czasochłonne, ale i takie gdzie się w pełni spełniam zarówno ambicjonalnie, jak i pasjonacko. Do tego dochodzi jeszcze praca zawodowa, pomoc w organizacji różnych przedsięwzięć, działalność społeczno — polityczna, oraz studia. Dlatego to drodzy czytelnicy czasu na mego bloga, mam nieco mniej, choć prawdopodobnie nigdy już z niego nie zrezygnuję, albowiem to od tego miejsca wszystko się zaczęło...

Prezentuję Wam czytelnicy moje niektóre felietony o tematyce sportów walki dla STsport.pl oraz materiał wideo z obozu Kyokushin karate Andrespol Dojo Kokoro. Zapraszam na STsport.pl oraz zachęcam do śledzenia dalszych moich felietonów na stronie Myśli Młodego Polaka.

Kamil Bazelak - zawodnik MMA i trener karate:
http://stsport.pl/kamil-bazelak-zawodnik-mma-i-trener-karate/

WLC - nowa siła na rynku MMA i K1 w Polsce:
http://stsport.pl/wlc-nowa-sila-na-rynku-mma-w-polsce/

Scena bokserska - ciekawa sytuacja w wadze ciężkiej:
http://stsport.pl/scena-bokserska-ciekawa-sytuacja-w-wadze-ciezkiej/

Przyganiał kocioł garnkowi a sam smoli czyli... Marcin Najman i Paweł Trybała:
http://stsport.pl/przyganial-kociol-garnkowi-a-sam-smoli-czyli-marcin-najman-i-pawel-trybala/

Fenomen Cezarego Podrazy:
http://stsport.pl/fenomen-cezarego-podrazy/

Dawid "Harnaś" Haras czyli... skala freakowatości:
http://stsport.pl/dawid-harnas-haras-czyli-skala-freakowatosci/

Wojciech Buliński odkrywa karty czyli... wywiad!
http://stsport.pl/wojciech-bulinski-odkrywa-karty-zwiazane-z-kariera-mma-wywiad/

Obóz kyokushin karate Andrespol 2017
http://stsport.pl/oboz-kyokushin-karate-andrespol-2017/

Zryta czacha czyli... komentarz naczelnego odnośnie wczorajszego meczu i nie tylko!
http://stsport.pl/zryta-czacha-czyli-komentarz-odnosnie-wczorajszego-meczu-i-nie-tylko/

Adrian Bober - perspektywiczny zawodnik z MMAtadores Katowice
http://stsport.pl/adrian-bober-perspektywiczny-zawodnik-w-katowic/

Propaganda w MMA czyli... KSW i Mirosław Okniński
http://stsport.pl/propaganda-w-mma-czyli-ksw-i-miroslaw-okninski/




Pan Gie.

środa, 4 października 2017

"Fell in love with an alien" czyli - jestem zakochany w kosmicie.

"Fell in love with an alien"... Znacie skądś te słowa moi czytelnicy? To tytuł kawałka zespołu „The Kelly Family" który w latach 90 szczycił się rekordami popularności. Tak — możecie kręcić bekę ze mnie, ale odchodząc nieco od samego image'u Kellysów, to naprawdę lubię ich niektóre kawałki i nie wstydzę się tego, ponieważ nie krępuję się po prostu bycia sobą. Oprócz tego to "Kelly Family" kojarzy mi się z beztroskim dzieciństwem lat 90 oraz moją kochaną straszą siostrą, która zakochała się w tym zespole w latach jego świetności. Ja wówczas byłem małym "chłopcykiem" fascynującym się np. w kolekcjonowaniu samochodzików marki „Burago” oraz popularnym serialem "Power Rangers", skakaniem po płotach czy psoceniem — no tak to trzeba nazwać. Sięgając pamięcią, to nie zapomnę jak założyliśmy z kolegą nasz mały gang złodziejaszków czereśni od sąsiada, ale zarówno także broniąc „swojego terenu". Tak więc drogi sąsiedzie, jeśli to czytasz, to przyznaję się, że „jak byłem mały” czasami lubiłem przekąsić parę czereśni z twoich drzew (na domiar złego — na podwórku kwitła nasza czereśnia rodzinna) a skończyłem to robić dopiero wtedy, co spadłem z tego drzewa, mocno się obijając... :D A dziś? Jak przebiega dzieciństwo "współczesnych dzieci" ?Oczywiście, nie generalizujmy, ale takie sceny jaką opisałem występują coraz już coraz rzadziej, a dzieci np. zamiast grać na boiskach w piłkę, grają w nią, ale poprzez popularną grę "Fifa"...Takie mamy smutne realia.    

Oj beztroskie dzieciństwo lat 90, coś pięknego!
Złote lata 90, niesamowite i niestety niepowtarzalne już nigdy. Jeśli tych czasów nie przeżyliście, to pewnie zrozumiecie o czym mówię. Świat był wtedy jakiś inny, ludzie bardziej otwarci i mimo, że technika stała na niższym poziomie, to życie kwitło bardziej kolorowo. Wszystko było zupełnie inne niż teraz, a w szczególności rodzaj ludzki i jestem przekonany, że nie mówię tego tylko przez pryzmat beztroskiego dzieciństwa.


Z biegiem upływających lat nieustannie odnoszę wrażenie, że żyje na planecie, której mieszkańców nie rozumiem i wyznam szczerze, że nie pasuje do obecnych realiów życia masowego. Tak — jestem inny, jakby jakimś kosmitą z lat 90, a, że ludzie dobierają się poprzez podobieństwa, to w jakimś sensie jestem zakochany w "kosmitach" podobnych do mnie. Proszę, nie odbierzcie tego, iż tym samym jestem zakochany w sobie, zaraz wszystko Wam wytłumaczę.

Słowa utworu "Kellysów" którymi zatytułowałem swój felieton - "Fell in love with alien" znaczy po polsku właśnie "Jestem zakochany w kosmicie". Jako, że kosmitów raczej wielu na ziemi nie ma, to może dlatego jak na razie nie mam dziewczyny? :D Fakt jest taki, że byle jakiej nie wezmę, ale dalej nierozwiązana pozostaje kwestia — czym objawia się moja „kosmiczność"?

Ano np. tym, że jak gdzieś przebywam czy wyjechałem z miejsca stałego pobytu, to nie potrzebuję "masturbować" się tym na Facebooku, Instragramie, Snap Czatach i innych social mediach oznaczając miejsce gdzie się znajduję. Nie muszę dzielić się każdą swoją chwilą publicznie na snapie, oznaczać znajomych, choć uwiecznić chwilę na zdjęciach i owszem — lubię, zdjęcia raz na jakiś czas wrzucić również. Dla jednych social media to będzie utożsamianie się z pasjami, instytucjami, z tym, co kochamy i czym się zajmujemy i to rozumiem, dla drugich oglądanie czyjegoś życia, które sami nie są w stanie sobie zapewnić, a są i tacy, co w sieci szukają miłości, seksu, czy zaspokojenia swojego własnego „ja".

Social Media — to piekielne narzędzie zmieniło świat... i ludzi tak diametralnie, iż ja w tym świecie czuję się właśnie kosmitą.

Dawniej abym mógł pożyczyć np. płytę musiałem iść całe kilometry do ziomka, nie mając pewności czy go zastanę i czy się zgodzi, dziś natomiast wszystko można załatwić bez żadnego wysiłku - wirtualnie i ewentualnie udać się na gotowe, już po sam odbiór. Zresztą, co ja w ogóle gadam! Wróć. Dziś materiał który znajdował się płycie ściągą się z internetu, gdzie tam jaka pożyczka...

Prawdziwe znajomości i kontakt z drugim człowiekiem, współcześni ludzie zastąpili życiem w internecie, pozerką wirtualną — światem który tak naprawdę nie istnieje, choć przedstawia się jako wiele wygodniejszy, bo mało od nas wymaga. Zatem, czy jeśli żyjemy idąc na skróty, chwaląc się w sieci wszystkim czym się da, to będziemy umieli się realnie poświęcić dla drugiej istoty? Przecież, oprócz wrzucenia zdjęcia czy filmu do internetu, napisania suchej wiadomości na messegnerze nic konkretnego od siebie nie wymagamy. Kończąc ten fragment tekstu przyznam, że sam też nie jestem święty, ale pewnej granicy nigdy nie przekroczę, a moi bliscy jakoś wiedzą co robię i gdzie przebywam, choć nie udostępniam tego na każdym kroku na swojej tablicy.

Jestem przybyszem z innego świata, albowiem nie rozumiem wiecznego życia schematem: szkoła-praca-odpoczynek (czyli wieczne robienie sobie błogo) i następnie narzekanie, że życie jest wyjałowione, bez pomysłu, bo nic danego osobnika nie interesuje, ponieważ pozbawiony jest pasji. Nie rozumiem, jak można pracować bo tak trzeba (tylko dla pieniędzy - na siłę) żeby następnie pół wypłaty stracić w pubach, śmiejąc się z towarzyszami z durnych memów, bo przeczytać ze zrozumieniem 5 zdań to już za wysoki wysiłek intelektualny. Nie pojmuję, jak można żyć do niczego konkretnego tak naprawdę nie dążąc i nie kumam, jak takie życie może cieszyć.

Nie jestem przeciwnikiem mediów społecznościowych, nie zrozumcie mnie źle. Nawet mógłbym się nazwać fanem social mediów, wszakże publikuję w nich swoje teksty. Uważam ponadto, że internet otwiera wiele dróg, możliwości, pasji i zdecydowanie nie jestem jego przeciwnikiem, a wręcz odwrotnie. Nie chce też urazić kobiet, które mają potrzebę ekspresji swojej kobiecości w mediach społecznościowych i to jest zupełnie czymś innym niż zjawisko, które zaraz przedstawię.

Jednak żyjemy w czasach gdzie ilość lajków decyduje o tym, czy jesteś fajny. Ludzie są stanie dopuścić się ekstremalnie głupich rzeczy, żeby tylko zaspokoić swoją potrzebę dowartościowania się lajkami, przykładów na to jest tysiące. Aby zaistnieć w sieci nie ma znaczenia twoja wiedza, iloraz inteligencji czy kultura osobista, a moralność jak już, to oby jak najmniejsza w imię tolerancji. Wydasz wspaniałą książkę odkrywając w niej lekarstwo na nieuleczalną chorobę, jesteś świetnym sportowcem, masz talent wokalny - w dobie współczesności ma to już coraz mniejsze znaczenie. 
Ma za to wartość to, że Kasia udostępniła kolejną profilówkę na fejsie w przeciągu 2 dni, pozując swoim sztucznym uśmiechem na laleczkę barbi, zbierając setki lajków i sweet komenty typu „Pięknie xd” od jej podobnych, łechtając się tym na każdym kroku. Pytanie jakie można skierować do takich, to czy nie wolały by łechtania, tego realnego? Jeżeli tak bardzo wam ciężko, to pomogę ale tylko w realu i na jeden raz...;)

Nie liczy się twoja pasja, trud w nią włożony, charakter, odniesiony sukces w jakiejś dziedzinie, ba wręcz odwrotnie — liczy się to, byś stał się nie myślącym narzędziem internetu, pozbawionym wszelkiej indywidualności. Gdy jednak te cechy posiadasz i chcesz się nimi podzielić za pomocą sieci, jesteś skazany na porażkę, albo wręcz hejt, bo jesteś inny od reszty, jesteś myślący o czymś innym niż wiecznie robienie sobie dobrze poprzez np.wszelkie używki, żeby następnie pochwalić się tym na Snapie. Możesz wtedy nawet założyć swojego fan page, ale codziennie udostępniając to samo zdjęcie z filtrami ze Snapa, aby cała masa dorosłych ludzi to polubiła i cieszyła się niczym dziecko z okularków i króliczków hihihi. No właśnie — co z dziećmi i młodzieżą? Cóż, chłoną internet, widzą wzorce ( jak np.Popek, Burneika czy niektórzy bohaterowie programu Warsaw Shore) spirala ogłupiania ludzi się nakręca. Wygląda więc na to, że internet stał się wspaniałym wynalazkiem, ale ku równi pochyłej zagłady intelektualnej ludzi.

Wiecie co wam jeszcze powiem? W 2017 mamy miliony modelek. Każda jest najpiękniejsza na swoim social medium ubarwiona wszelką kosmetologią. Gdy jednak przyjrzę im się dokładnie na żywo (a facet wzrokowiec — obserwować musi) to ani figura już nie ta co w sieci, tak samo buzia, nogi, ale najgorsze jest to, że ich głowa jest totalnie pusta, a po sentencji nad zdjęciem mogło wydawać się inaczej... Podobnie jak mamy tysiące dietetyków, ludzi fit i trenerów personalnych po kursie na internecie za 11.90 (dosłownie) szczycącymi się na swoich fan page'ach jak dźwigają na klatę po 200 kilo. Powiesz mi, że krytykuję, bo sam nie wycisnę nawet połowy? Baranie — bo nie biorę koksu jak Ty! Tak, wiem wy możecie dywagować, czy wasz wzorzec Mariusz Pudzianowski brał koks czy nie, bo jest to dyskusja na miarę waszej inteligencji, może więc kiedyś zgadniecie ;) Nie, nie — nie rozumiem tego wszystkiego!


Mógłbym jeszcze długo pisać, dlaczego jestem „kosmitą”, ale już po samym podejściu do social mediów możecie wywnioskować z kim macie do czynienia. Dlatego jestem „zakochany” w czasach gdzie nie bylem istotą pozaziemską, właśnie w okresie w którym „The Kelly Family”w latach swojej największej świetności (bez facebooka, lajków i innych - da się?) nagrało kawałek „Fell in the love alien”, będący dla mnie przepowiednią lat późniejszych. A Ty czytelniku, jeśli po przeczytaniu mojego tekstu, uznałeś, że również jesteś nie z tego świata, a przede wszystkim czytelniczko — łączmy się w siłę! Razem zbudujemy swoją planetę, a w przypadku płci przeciwnych — zakochajcie się w sobie, tak właśnie, jak jest to przedstawione w utworze Kellysów, w końcu „Fell the love in the alien"<3
 

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów.
Pan Gie.

        (Polecam przesłuchać)