piątek, 1 września 2017

Rozprawka o pomocy i lojalności

Każdy z nas żyjąc dąży do sukcesu, radości, spełnienia. Brzmi banalnie, aczkolwiek proces ten - czyli dochodzenie do swojego celu już tak prosty nie jest, albowiem składa się na niego szereg czynników, a samemu to jesteśmy w stanie jedynie oddać się aktowi defekacji. Jednym z podstawowych elementów szeroko pojętego sukcesu w życiu, są ludzie, którzy nas odpowiednio nakierowali, swego rodzaju wychowali, przygotowali, poznali z tym czy z tamtym. To Ci osobnicy których spotykawszy na swojej drodze zawdzięczamy to, że znajdujemy się właśnie w tym miejscu, a nie innym, poprzednim. No spoko, tylko samoistnie narzuca się pytanie; co w związku z tym?

A no właśnie to czytelnicy, że ludzie prawi z zasadami, nigdy nie powinni zapominać o tych którzy przyczynili się do naszego szczęścia, szeroko pojętego sukcesu, miejsce w pamięci i naszym sercu powinni mieć nadane ustawowo, nawet jak drogi w życiu poszczególnych osobników się rozejdą. Niestety obserwując współczesne społeczeństwo, a w szczególności generację najmłodszego pokolenia Polaków widzę namacalnie, iż wielu korzysta z czyjejś pomocy, jednocześnie okazując zero wdzięczności, w szczególności w dalszych fazach "rozkwitu" osobowości, sukcesu, mało tego - zostawiając, albo wręcz brutalnie wyrzucając ze swojego życia, autorów którzy się przyczynili do tego, że w czymkolwiek zainstnieliśmy. Często widzę sytuację, że po początkowej euforii z danej relacji, ludzie wypinają się na swoich dawnych przyjaciół, dając się pokonać swoim kompleksom, czując się z biegiem czasu od nich lepsi (najczęściej nie mając do tego podstaw) w związku z tym, nie mają już co czerpać z danej znajomości i kopią w dupę swoich niepotrzebnych już przyjaciół. Jak trzeba to nazwać? Brakiem lojalności, zdradą, fałszywością, dwulicowością, interesownością, hipokryzją...Niestety, szmaciarzy o takich cechach jest coraz więcej, znam ich z autopsji a nie z kina!


Analogicznie to samo się tyczy szeroko pojętej pomocy. Nie rzadko, a wręcz najczęściej ludzie pomagają drugim, ponieważ sami chcą się na owej pomocy wybić, zyskać, albo oczekują, iż osoba której pomagają, odwdzięczy się czymś cenniejszym. Dobrym tego przykładem jest Jerzy Owsiak, który podszywając się pod wielkiego altruistę, na pomocy szpitalom zarabia krocie, od lat utrzymując się z pieniędzy darczyńców. Owszem, Owsiak robi fajną robotę (powiedzmy), ale z prawdziwą pomocą nie ma nic wspólnego, albowiem ta — ze swojej natury jest bezinteresowna! Przecież pomaga się, bo się czuje wewnętrzną potrzebę, z szacunku, bliskości, czy z dobrego wrażliwego, empatycznego serca, natomiast nie po to, by na tym samemu zyskiwać! Takie działania za to można nazwać współpracą, która ze swojej natury również jest pozytywną kwestią, ale nie nazywajmy ją pomocą, bo tak naprawdę jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Ci, którzy tego nie rozumieją, niech idą po rozum do głowy i sobie to wbiją to swoich pustych głów.

I jeszcze jedna bardzo ważna kwestia: To, że pomoc jest ze swojej natury bezinteresowna, wcale nie oznacza, iż mamy pozwolić sobie na to, by ludzie nie doceniali tego, co dla nich robimy!

Znany fighter i celebryta niejaki Marcin Różalski, którym się wiele ludzi tak bardzo zachwyca, choć nawet go nie znają, łykają tylko to, co jest pokazane na wierzchu, on mówi wprost o takich, że nie mają prawa do egzystencji. Ja jestem chrześcijaninem, stąd aż tak radykalny nie będę, natomiast powiem, że ludzie których opisuję nie mają prawa do żadnej przyjaźni, do zdrowej relacji opartej na bliskości, ponieważ najzwyczajniej nie są jej godni. Jedyne, czego mogą godni to naplucia w twarz przez tych, do których okazali się fałszywymi, nielojalnymi szmaciarzami, bo inaczej tego nazwać się nie da.

Ci którzy mnie znają osobiście wiedzą, że parę lat temu narodziłem się na nowo. Zmieniłem się diametralnie, ponieważ Bóg m.in postawił na mej drodze takich, a nie innych ludzi którzy wskazali mi światełko w tunelu, dali inspirację, albo wręcz wprowadzili mnie tu i ówdzie, dając mi szansę. Tego będę im do końca życia wdzięczny, nawet jeśli nasze drogi się rozejdą i jeśli oni w swojej walce gdzieś polegną — to gdy zajdzie taka potrzeba jestem w stanie dobrowolnie polec razem z nimi. Dla współczesnego chorego systemu, który tak bardzo niszczy nasz świat, mogę być i tym przegranym, ale przynajmniej dla siebie samego będę wygrany, bo nie sprzedam przyjaciół jak prostytutka swoje ciało w agencji za — pieniądze, prestiż, karierę, pozycję, czy dla zaspokojenia jakiś swoich chorych ambicji, leczenia kompleksów.

Kończąc ten felieton wyznam, że odnoszę wrażenie, iż w dobie współczesności, zapomina się o tym, co nikogo nie ominie — czyli to, że nasze życie na ziemi się nie kończy. O tym się staram nie zapominać i bez kitu, wolę stąd odejść w poczuciu lojalności, charakteru, prawdziwej przyjaźni, cieszyć się niebem razem z moimi przyjaciółmi, niż zdechnąć zapamiętany, jako zwykłe nielojalne ścierwo. W końcu psedo pozycji, prestiżów, dyplomów do grobu nie zabiorę. Tak, wiem — niektórzy tego nie nigdy zrozumieją, bo poprostu tego nie kupią, albowiem są to tak drogie rzeczy, że za pieniądze się ich nie dostanie.


Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów.
Pan Gie.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz