środa, 5 lipca 2017

Relacja z gali WLC 1 - WARRIORS OF LIFE CHAMPIONSHIP

Późno zdołałem zebrać swe myśli aby napisać te relację. Moja stronka także ostatnio ma zastój, skończyła mi się nawet ważność domeny. Samoistnie nasuwać się może pytanie - czym więc się zajmowałem, iż tak mało czasu miałem? Otóż, jedną z priorytetowych dla mnie kwestii była zawodowa gala MMA i K1 - w której włożyłem dużo wysiłku organizacyjnego, o wiele więcej niż przy poprzedniej gali FWL.
Tym razem wraz z głównym organizatorem poprzeczkę postawiłem sobie o wiele wyżej, a to obligowało mnie do podjęcia konkretnych kroków. Nasza organizacja przyjęła nazwę WLC - czyli WARRIORS OF LIFE CHAMPIONSHIP i dokładnie 24 Czerwca, została zorganizowana pierwsza edycja zawodów nowo powstałej organizacji na rynku sportów walki MMA i K1.  

Patronem honorowym eventu był wójt gminy Andrespol - Pan Dariusz Kubus i starostwo powiatowe w Łodzi. Gościem specjalnym, wspierającym imprezę była posłanka Prawa i Sprawiedliwości - Pani Alicja Kaczorowska.  

Na miejsce docelowe czyli do Andrespola, udałem się wraz z Duet-em Jarząbek&Czerwiński z Kielc - firmą która zapewniła nam nagłośnienie oraz część oświetlenia. Pomimo, wyraźnego spóźnienia z naszej strony, udało nam się wszystko zainstalować jeszcze tego samego wieczora, na tyle skutecznie, ze efekt końcowy był nie tylko zadowalający, ale nawet i ośmielę się stwierdzić, że porażający. Zobaczcie, oceńcie sami ;)  


Oczywiście po zainstalowaniu sprzętu, nadszedł wreszcie czas na umówiony wcześniej sparing z kolegą (w dopiero co rozłożonym oktagonie). Pomimo ewidentnej przewagi mego rywala: masą, siłą, wagą i wzrostem, zdecydowałem się podjąć rękawice, niestety wyraźnie ulegając w każdym starciu, choć kilka razy udało mi się trafić kolegę :P  

Następny dzień od przyjazdu, czyli sobota przywitała nas piękną pogodą, choć wcześnie bo "próbnie"ogarnialiśmy galę poranną, czyli grand prix Karate Kyokushin. Gdy nadszedł koniec porannych zawodów, spojrzałem na zegarek a wskazywał on godzinę 16, do gali zostało więc kilka godzin, a wiele spraw jeszcze nie było dopiętych tak jak powinno, spraw za które bezpośrednio ja byłem odpowiedzialny. W międzyczasie, przyjechała kolejna ekipa z moich rodzimych Kielc, w tym piosenkarka Małgorzata Galera. W mej głowie roiło się od dylematów, nie obyło się bez stresów i małych problemów, jednak co to jest dla nas? Jak nie my sobie poradzimy to kto? Pewność siebie, wiara to w takich sytuacjach podstawa!
Praca, trochę kombinacji oraz zaradności dało oczekiwane rezultaty, mi zaś spadł przysłowiowy "kamień z serca". Wybiła godzina 20, wszystko dopięte na ostatni guzik - w oktagonie pojawiła wspomniana przeze mnie wokalistka Małgorzata, wywołana przez ringowego konferansjera, otwierając galę WARRIORS OF LIFE CHAMPIONSHIP utworem Eye of the Tiger. 
"Zaczęło się, jazda"- powiedziałem sobie w duchu i zabrałem się do pracy. Przed nami 1 walka gali WLC, w której zmierzyli się Radosław Kartasiński z klubu Quest Bogdanka, oraz zawodnik KSW Triumfator - Michał Siemiński w formule K1 semi pro. 

Wszystkich walk opisywał nie będę, albowiem w karcie walk widniało ich aż 14, w związku z tym ma subiektywna relacja będzie zbyt długa. Wspomnę jedynie o tych pojedynkach które szczególnie zapadły mi w pamięci poprzez swoją dramaturgię czy serce do walki zawodników. 

Pierwsze starcie które przywołam to był pojedynek Dawida Harasa "Harnasia" walczącego m.in dla PL MMA, oraz Mariana Strusa, fightera Tytana Zamość. Pojedynek ten budził mą ciekawość, na tyle, że już przed walką rozmawiałem z obydwoma zawodnikami. Znakiem zapytania dla mnie, była przede wszystkim dyspozycja Dawida, albowiem to zawodnik ze sporym doświadczeniem w MMA pomimo ujemnego bilansu. Niestety nie sprostał on zadaniu, gdyż utalentowany Strus od początku dyktował warunki walki i  poddał "Harnasia" już w 1 rundzie, duszeniem zza pleców. Serdeczne gratulacje dla Mariana ;)

Mój przyjaciel natomiast, dobrze znany kibicom MMA - Kamil "Vanderlei" Bazelak, zmierzył się z solidnie umięśnionym Nigeryjczykiem, ponad 90 kilowym Carlosem "Brutalem" Wiliamsem, który miał na swoim koncie dotychczas jedną zawodowa walkę w MMA. Popularny "Vanderlei" od początku starcia, według mnie miał nieco kłopoty z wyczuciem odpowiedniego dystansu, a Wiliams cyklicznie okopywał wykroczną nogę Kamila. Początek wyglądał zatem dość niebezpiecznie dla Polaka, a mi serce biło mocniej po kolejnym low-kicku Wiliamsa. Kamil jednak cierpliwie wyczekał, dopadł swojego rywala najpierw klinczując, następnie rzucając 90 kilogramowym chłopem, wykonując efektownego slama! W parterze "Polski Vanderlei" szybko poddał walkę poprzez kimurę. Cóż - majstersztyk w wykonaniu doświadczonego Kamila Bazelaka, który odniósł 6 zwycięstwo w zawodowej formule MMA. Gratulacje!


Nie mogę nie wspomnieć o dramatycznym, bezpardonowym pojedynku w zawodowej formule K1, gdzie zmierzyli się Sebastian Kartasiński z klubu Quest Bogdanka, który pokonał zawodnika Fight Gym Lublin Kamila Kotkiewicza. Zawodnicy otworzyli się na wymiany, stąd jestem zdania, że jeden cios mógł zmienić losy pojedynku w obydwie strony. Wielkie uznanie dla obydwóch zawodników, za serce do walki oraz przygotowanie mentalne.

Kolejnym pojedynkiem było starcie o tytuł międzynarodowego mistrza Polski WLC w formule K1 pro, w którym to zmierzyli się reprezentant Quest Bogdanka - Kamil Szczepaniak oraz Paweł Fila z Tytanu Zamość. Pojedynek również był na tyle emocjonujący, czy wręcz dramatyczny, iż Kamil Szczepaniak w pierwszej rundzie złamał rękę po jednym z ciosów rywala i tylko bezkompromisowy charakter pozwolił mu dotrwać do finiszu drugiej rundy. Wielkie, wielkie propsy! 

Wojciech "Akodo" Buliński natomiast szybko rozprawił się z czarnoskórym fighterem Johnem "Bosko" Greenem pochodzącym z Haiti, który.... no cóż, czyżby przestraszył się swego potężnego rywala? Ciężko jednoznacznie określić, natomiast łatwo uznać, że zdecydowanie nie sprostał zadaniu, albowiem "Akodo" szybko i bezproblemowo poddał go w partnerze, bo już 53 sekundzie 1 rundy.

Wyjątkowo sympatyczny fighter z MMAtadores Katowice - Adrian Bober nie bez problemów, wygrał z debiutującym Benjaminem Sobowiczem z Tytana Zamość, który pokazał się z zaskakującej dobrej strony, z tak wymagającym rywalem jakim jest Bober. Pojedynek zakończył się w 2:24 sekundzie walki, duszeniem za pleców. Brawa dla obydwóch zawodników za dobrą walkę. 

Na gali wystąpił również znany bloger zajmujący się tematyką sportów walki, wielokrotny medalista mistrzostw Polski, Europy karate Kyokushin IBK - Damian Laszczuk, który zmierzył się z Mateuszem Bizackim z Ronina Tychy. Damian zaczął pojedynek spokojnie, rozkręcając się z każdą chwilą upływającego czasu walki, co przyznaję, że nieco mnie zaskoczyło. Spodziewałem się raczej szybkiego "wjazdu" ze strony Laszczuka, jednakże jak to mówi znane polskie porzekadło - "co się odwlecze to nie uciecze". Damian, spokojnie wyczekał odpowiedni moment na atak, wygrywając przez nokaut w drugiej rundzie, dodając, że jego rywal wcześniej był dwukrotnie liczony. Damianowi Laszczukowi również składam gratulację i korzystając z okazji zachęcam moich czytelników do zaglądania na jego kanał na YouTube. Mnóstwo merytorycznych porad dotyczących samoobrony, odpowiedniego przygotowania przed walką, oraz wiele wskazówek technicznych.

(link do kanału Damiana)

Szkoda, że swój pojedynek z Borysem Siłakowskim w formule MMA pro, przegrał przez poddanie narożnika, vicemistrz Polski Karate Kyokushin - Przemysław Lenartowicz. Jego rywal, dominował przez większą cześć pojedynku, a walka została przerwana tuż przed 3 rundą.

Ostatni pojedynek, jaki Wam opiszę drodzy czytelnicy, to starcie o pas UFR w formule K1, walka wieczoru w której zmierzyły się: wielokrotna vicemistrzyni Polski karate Kyokoshin, zdobywczyni pucharu Polski Karate - Małgorzata Ubowska oraz nie mniej utytułowana mistrzyni Polski w kicboxingu WKSF 2017, oraz UFR 2015 wywodząca się w capoeiry - Dominika Rembelska. 


Pojedynek miał bezpardonowy, bardzo emocjonujący przebieg, obydwie zawodniczki stanęły na wysokości zadania. Dominika Rembelska głównie bazowała na skutecznych, mocnych low-kickach, Małgorzata Ubowska zaś odpowiadała silnymi ciosami bokserskimi, choć nie brakowało z jej strony i kopnięć. Gosia, walczyła niczym filmowy Rocky Balboa i pomimo widocznego kryzysu cały czas parła do przodu, wytrwale, nieugięcie stawiając opór swojej wymagającej, świetnie przygotowanej rywalce. Choć przegrała jednogłośnie na punkty 27:30, to pokazała prawdziwość cytatu z filmowej trylogii Rockiego "...W życiu nie jest ważne jak mocno uderzasz, ale jak mocno możesz dostać i iść dalej do przodu, ile możesz ZNIEŚĆ i iść dalej do przodu... TAK SIĘ WYGRYWA!"
Małgorzata Ubowska, pomimo iż przegrała pojedynek, to pokazała wielkie serce do walki i charakter, co samo w sobie jest zwycięstwem. Ogromne wyrazy uznania dla Gosi za walkę pomimo kryzysu, oraz gratulacje dla zwyciężczyni - Dominice Rembelskiej, tudzież bardzo sympatycznej, miłej zawodniczce. 


Po gali, odbyłem kilka rozmów z zawodnikami, po czym udałem się wraz ze swoją kielecką ekipą do wynajętych domków, gdzie podziękowałem wszystkim pomoc w organizacji przedsięwzięcia, oraz urządziłem małą ucztę ;) Powrót do Kielc w niedziele przebiegł szybko i sprawnie. 

Na koniec pragnę jeszcze podziękować, wszystkim osobom, którzy pomagali nam przy organizacji eventu, oraz firmie Szymański.pro. Łatwo nie było, choć finalnie wyszło świetnie, a potknięcia które się zawsze przydarzą, uczą i są drabinką do jeszcze większego sukcesu. Ja wnioski już wyciągnąłem.  

Ową relację, zakończę szczerym wyznaniem - przebywając na "mieście" często pochłaniałem się swoistym zgorzknieniem, patrząc na współczesne pokolenia młodych Polaków. Frustrowało mnie to, jaki prezentują poziom swoim zachowaniem, a może prędzej należało by napisać - brakiem jakiekolwiek poziomu...W gruncie rzeczy niszczyło to mnie samego, jakoś nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Wszystko narastało we mnie, żeby pewnego dnia pęknąć niczym przepompowany balon... 
Mimo, iż mam na codzień wielu przyjaciół, to obserwując społeczeństwo zadawałem sobie pytanie - gdzie szukać ratunku? Po gali znalazłem odpowiedź błyskawicznie. Obserwując zawodników, ich zmagania ringowe, widząc ile pracy włożyli w swój występ, wyrzeczeń, napędza to mnie samego do pracy i działań, na rzecz ich samych i nie tylko. Angażując się w gale z serii WLC, spełniam siebie, napędzając się do coraz większej pracy, oraz walki ze swoimi słabościami. Następna gala organizacji WLC już w październiku, na którą wszystkich serdecznie zapraszam.

(oficjalna informacja prasowa organizatorów)


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza