wtorek, 11 lipca 2017

Przeciwko kurewstwu i upadkowi zasad.

Przeciwko upadkowi zasad, Parę rzeczy wyrzucę z Siebie. Przeczytajcie.

Bez wstępu, wyznam że według mnie właśnie doczekaliśmy się czasów, które są swoistą degradacją nas samych, tzn: początkiem końca naszej cywilizacji. To epoka, w której ludzie żyją jedynie po to, aby korzystać ze swoich hedonistycznych żądz, bez żadnej wartości, działając głównie instynktem jak prymitywne zwierze, nie zaś rozumem i sercem jak na ludzi przystało.

Powszechnie przyjęło się, że w średniowieczne to epoka mroku itp, ale właśnie wtedy kodeks honorowy to była podstawa, a za nieprzestrzeganie go groziła kara śmierci, odwoływanie się do zasad rycerskości, do kodeksu honorowego, czy wartości religijnych, narodowych to była była podstawa, a zarazem powód do domu i chluby!

A jak sytuacja wygląda obecnie? Obserwując na codzień co nas otacza widzę że, ogromna część młodych Polaków to zwykłe łajzy, mameje, degeneraci i pozerzy dla których jedynym zajęciem to praca (pieniądze na przyjemności trzeba mieć) i wieczne robienie sobie dobrze (dokładnie tak jak opisuje to Szandor Lavey w swojej biblii...) np. pijąc cyklicznie alkohol w wolnym czasie po którym nagle wszystkich "sweet kochają" i się zwierzają, zbierając lajeczki na facebooku budując na tym zwiedzeniu poczucie własnej wartości, paląc blanty śmiejąc się z byle czego, czy pozując koszuleczką, zgrabną dupeczką, szalonym qrezji snapikiem, masturbując się samym sobą ( nie mając do tego podstaw) bądź oglądając i wysyłając durne memy, bo przeczytać 5 zdań ze zrozumieniem to już dla nich za dużo. Patrząc na Was żyć się nie chce!

Nie tak dawno, spotkałem znajomym na mieście, który miał przygodę w zakładzie karnym, cóż powinęła mu się noga w życiu - nic co ludzkie nie jest mi obce. Rozmawiając ze mną zaraz po odbyciu kary, opowiedział mi, jak bardzo widoczny jest powszechny upadek zasad, a wypowiedziane słowo przez współczesnych ludzi nie ma już żadnej wartości. Miło mi się rozmawiało, albowiem widzę i czuję że dla niego słowo to słowo - jak się coś mówi to bierze się za to odpowiedzialność, a gdy pomimo starania się nie uda dotrzymać słowa - wtedy przeprosić to obowiązek!
(tak - on to mówił, ten którego społeczeństwo stygmatyzuje i robi wielkiego bandytę, a prawdziwi złodzieje jak zbrodniarze komunistyczni nigdy nie zostali osądzeni!)

Ale kto dziś przeprosi z serca,(każdy popełnia błędy) kto jeszcze potrafi? Współcześnie ludzie o dobrym sercu, są uważani za słabych, bo dziś trzeba być pewnym siebie, płytkim jak deska klozetowa prymitywnym chamem, który tak naprawdę charakteru za grosz jest pozbawiony.
Tyle się mówi o nadejściu króla kłamstwa i zwiedzenia - antychrysta, teoriach spiskowych które powszechnie się wyśmiewa, a ludzi które w nie wierzą robi się łatę zacofanych oszołomów - aczkolwiek teorie te mówią m.in o tym, że ponoć smartfonizacja, cyfryzacja, cyborgizacja ludzkości to proces celowy aby ogłupić i zniewolić rodzaj ludzki, zniszczyć relacje społeczne, pozytywne uczucia miedzy ludzkie które są ogromną siłą. No i tak patrząc na tych pustaków zalewających nasze ulice, cymbałów, onanistów internetowych siedzących przy swoich smartfonach, przeglądając jedynie durne memy, snapiki i inne chłamy, hejtując to, co poda im się na tacy nie wiedząc o co chodzi w tym całym systemie propagandy, pozujących telefonami jacy to są zajebiści, myśląc, że są lepsi bo mają więcej kasy, to chyba kuźwa gołym okiem widać, że to działa. Ogarnijcie się!

Tak sobie myślę - Człowiek to niby najinteligentniejsze zwierze ale też patrząc na niektórych to chyba kuźwa nie...

Współcześnie tak dużo się mówi o idei tolerancji, jednocześnie głosząc zero tolerancji dla tych co zło nazywają złem, albo dla ludzi którzy mają inne poglądy od ślepej akceptacji wszystkiego co istnieje. A ja np. uważam, że dla osoby która oszukuje ludzi, kłamie, czy nie bierze odpowiedzialności za swoje słowa należy się kara, albowiem w przeciwnym wypadku będzie dalej krzywdzić ludzi, do tego śmiejąc się nim prosto w twarz, czując się bezkarnymi. Doprowadza to, do zagłady także tych co tak czynią, albowiem nigdy nie dostaną impulsu do zmiany swego postępowania i często z czasem lądują na dnie.

Ludzie, tacy silni niby psychicznie, za plecami obgadywać umiecie - w oczy zaś, za przyjaciół pozujecie, nie mając odwagi powiedzieć o kimś to, co za plecami pieprzycie. To jest ten wasz mocny charakter - że za pieniądze się sprzedajecie, zdradzacie? Zwykła dwulicowość, fałszywość i upadek zasad widzę i mnie mierzi i odrzuca, ale najgorsze jest to, ze ludzi inteligentnych, którzy mają jakieś wartości, o dobrym sercu nie wspominając jest już coraz mniej, bo prymitywne, materialne, hedonistyczne społeczeństwo tępi i wyczyszcza ich z powierzchni ziemi.
Dlatego właśnie tak imponują mi np. sportowcy, bo ile oni muszą włożyć wyrzeczeń w swoje występy, często ryzykując zdrowiem, do tego nie rzadko - bądźmy szczerzy zarabiając grosze. Dlatego póki żyję, będę ich wspierał i pomagał jak tylko mogę, bo obserwując ich zmagania, charakter nabieram nieco optymizmu do życia i ludzi, mimo iż na codzień mam naprawdę wielu przyjaciół którzy również podzielają moją opinię.

Dla mnie liczy się tylko wnętrze człowieka, i według mnie to tylko to jest wykładnik prawdziwej wartości ludzkiej. Nic na ten świat nie przynieśliśmy i odchodząc stąd, niczego też wynieść nie możemy. Niczego, oprócz tego co mamy w sercach - tzn: nieśmiertelną duszę i tak naprawdę tylko to jest prawdziwe i bezcenne. Pamiętajcie - nie znacie dnia ani godziny, a w obliczu śmierci każdy jest równy, co nie ukrywam, że jest dla mnie pocieszające, bo przed Bogiem nie będzie tłumaczenia!
Jedyna nadzieja w tym co zostało jeszcze prawdziwe - czyli Bogu - to do niego odwołujemy się w chwilach zwątpienia, w czasie problemów egzystencjalnych oraz w jednostkach którzy pomimo iż życie daje im po dupie ze względu na ten chory system, dalej są prawymi z ludzi z zasadami, osobnikami którzy wiedzą co jest dobre a co złe, a wypowiedziane słowo ma dla nich jakąś wartość. To w Was widzę nadzieję oraz zawsze w Bogu, Panie i zbawicielu Jezusie Chrystusie, albowiem jest to, co najprawdziwsze w życiu człowieka. Ludzie prawdziwi - zasad i wartości trzymajcie się i nigdy się nie poddawajcie choć wiem, że nie jest Wam łatwo - jeszcze Polska nie zginęła kiedy Wy żyjecie!

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów.  
____________________________
myslimlodegopolaka.pl (y)
Myśli Młodego Polaka - Pan Gie blog (y)
myslimlodegopolaka-pangie.blogspot.com.pl (y)


poniedziałek, 10 lipca 2017

Wiersz



Fałszywa Radość..
Wychodzisz z domu.. patrzysz na świat, spoglądasz na ludzi i szereg ich wad…gdzie spotkać szczerość, zasady, wartości ..jak każdy tylko myśli- tu jestem z radości…Radość przyćmiewa życie wasze, po co przeżywać to co nie nasze…Cierpienia i łzy, smutek i prace…po co myśleć o drugim człowieku…lepiej wbić się w otchłań radości...tak zgubnej, fałszywej...demo radości…

środa, 5 lipca 2017

Relacja z gali WLC 1 - WARRIORS OF LIFE CHAMPIONSHIP

Późno zdołałem zebrać swe myśli aby napisać te relację. Moja stronka także ostatnio ma zastój, skończyła mi się nawet ważność domeny. Samoistnie nasuwać się może pytanie - czym więc się zajmowałem, iż tak mało czasu miałem? Otóż, jedną z priorytetowych dla mnie kwestii była zawodowa gala MMA i K1 - w której włożyłem dużo wysiłku organizacyjnego, o wiele więcej niż przy poprzedniej gali FWL.
Tym razem wraz z głównym organizatorem poprzeczkę postawiłem sobie o wiele wyżej, a to obligowało mnie do podjęcia konkretnych kroków. Nasza organizacja przyjęła nazwę WLC - czyli WARRIORS OF LIFE CHAMPIONSHIP i dokładnie 24 Czerwca, została zorganizowana pierwsza edycja zawodów nowo powstałej organizacji na rynku sportów walki MMA i K1.  

Patronem honorowym eventu był wójt gminy Andrespol - Pan Dariusz Kubus i starostwo powiatowe w Łodzi. Gościem specjalnym, wspierającym imprezę była posłanka Prawa i Sprawiedliwości - Pani Alicja Kaczorowska.  

Na miejsce docelowe czyli do Andrespola, udałem się wraz z Duet-em Jarząbek&Czerwiński z Kielc - firmą która zapewniła nam nagłośnienie oraz część oświetlenia. Pomimo, wyraźnego spóźnienia z naszej strony, udało nam się wszystko zainstalować jeszcze tego samego wieczora, na tyle skutecznie, ze efekt końcowy był nie tylko zadowalający, ale nawet i ośmielę się stwierdzić, że porażający. Zobaczcie, oceńcie sami ;)  


Oczywiście po zainstalowaniu sprzętu, nadszedł wreszcie czas na umówiony wcześniej sparing z kolegą (w dopiero co rozłożonym oktagonie). Pomimo ewidentnej przewagi mego rywala: masą, siłą, wagą i wzrostem, zdecydowałem się podjąć rękawice, niestety wyraźnie ulegając w każdym starciu, choć kilka razy udało mi się trafić kolegę :P  

Następny dzień od przyjazdu, czyli sobota przywitała nas piękną pogodą, choć wcześnie bo "próbnie"ogarnialiśmy galę poranną, czyli grand prix Karate Kyokushin. Gdy nadszedł koniec porannych zawodów, spojrzałem na zegarek a wskazywał on godzinę 16, do gali zostało więc kilka godzin, a wiele spraw jeszcze nie było dopiętych tak jak powinno, spraw za które bezpośrednio ja byłem odpowiedzialny. W międzyczasie, przyjechała kolejna ekipa z moich rodzimych Kielc, w tym piosenkarka Małgorzata Galera. W mej głowie roiło się od dylematów, nie obyło się bez stresów i małych problemów, jednak co to jest dla nas? Jak nie my sobie poradzimy to kto? Pewność siebie, wiara to w takich sytuacjach podstawa!
Praca, trochę kombinacji oraz zaradności dało oczekiwane rezultaty, mi zaś spadł przysłowiowy "kamień z serca". Wybiła godzina 20, wszystko dopięte na ostatni guzik - w oktagonie pojawiła wspomniana przeze mnie wokalistka Małgorzata, wywołana przez ringowego konferansjera, otwierając galę WARRIORS OF LIFE CHAMPIONSHIP utworem Eye of the Tiger. 
"Zaczęło się, jazda"- powiedziałem sobie w duchu i zabrałem się do pracy. Przed nami 1 walka gali WLC, w której zmierzyli się Radosław Kartasiński z klubu Quest Bogdanka, oraz zawodnik KSW Triumfator - Michał Siemiński w formule K1 semi pro. 

Wszystkich walk opisywał nie będę, albowiem w karcie walk widniało ich aż 14, w związku z tym ma subiektywna relacja będzie zbyt długa. Wspomnę jedynie o tych pojedynkach które szczególnie zapadły mi w pamięci poprzez swoją dramaturgię czy serce do walki zawodników. 

Pierwsze starcie które przywołam to był pojedynek Dawida Harasa "Harnasia" walczącego m.in dla PL MMA, oraz Mariana Strusa, fightera Tytana Zamość. Pojedynek ten budził mą ciekawość, na tyle, że już przed walką rozmawiałem z obydwoma zawodnikami. Znakiem zapytania dla mnie, była przede wszystkim dyspozycja Dawida, albowiem to zawodnik ze sporym doświadczeniem w MMA pomimo ujemnego bilansu. Niestety nie sprostał on zadaniu, gdyż utalentowany Strus od początku dyktował warunki walki i  poddał "Harnasia" już w 1 rundzie, duszeniem zza pleców. Serdeczne gratulacje dla Mariana ;)

Mój przyjaciel natomiast, dobrze znany kibicom MMA - Kamil "Vanderlei" Bazelak, zmierzył się z solidnie umięśnionym Nigeryjczykiem, ponad 90 kilowym Carlosem "Brutalem" Wiliamsem, który miał na swoim koncie dotychczas jedną zawodowa walkę w MMA. Popularny "Vanderlei" od początku starcia, według mnie miał nieco kłopoty z wyczuciem odpowiedniego dystansu, a Wiliams cyklicznie okopywał wykroczną nogę Kamila. Początek wyglądał zatem dość niebezpiecznie dla Polaka, a mi serce biło mocniej po kolejnym low-kicku Wiliamsa. Kamil jednak cierpliwie wyczekał, dopadł swojego rywala najpierw klinczując, następnie rzucając 90 kilogramowym chłopem, wykonując efektownego slama! W parterze "Polski Vanderlei" szybko poddał walkę poprzez kimurę. Cóż - majstersztyk w wykonaniu doświadczonego Kamila Bazelaka, który odniósł 6 zwycięstwo w zawodowej formule MMA. Gratulacje!


Nie mogę nie wspomnieć o dramatycznym, bezpardonowym pojedynku w zawodowej formule K1, gdzie zmierzyli się Sebastian Kartasiński z klubu Quest Bogdanka, który pokonał zawodnika Fight Gym Lublin Kamila Kotkiewicza. Zawodnicy otworzyli się na wymiany, stąd jestem zdania, że jeden cios mógł zmienić losy pojedynku w obydwie strony. Wielkie uznanie dla obydwóch zawodników, za serce do walki oraz przygotowanie mentalne.

Kolejnym pojedynkiem było starcie o tytuł międzynarodowego mistrza Polski WLC w formule K1 pro, w którym to zmierzyli się reprezentant Quest Bogdanka - Kamil Szczepaniak oraz Paweł Fila z Tytanu Zamość. Pojedynek również był na tyle emocjonujący, czy wręcz dramatyczny, iż Kamil Szczepaniak w pierwszej rundzie złamał rękę po jednym z ciosów rywala i tylko bezkompromisowy charakter pozwolił mu dotrwać do finiszu drugiej rundy. Wielkie, wielkie propsy! 

Wojciech "Akodo" Buliński natomiast szybko rozprawił się z czarnoskórym fighterem Johnem "Bosko" Greenem pochodzącym z Haiti, który.... no cóż, czyżby przestraszył się swego potężnego rywala? Ciężko jednoznacznie określić, natomiast łatwo uznać, że zdecydowanie nie sprostał zadaniu, albowiem "Akodo" szybko i bezproblemowo poddał go w partnerze, bo już 53 sekundzie 1 rundy.

Wyjątkowo sympatyczny fighter z MMAtadores Katowice - Adrian Bober nie bez problemów, wygrał z debiutującym Benjaminem Sobowiczem z Tytana Zamość, który pokazał się z zaskakującej dobrej strony, z tak wymagającym rywalem jakim jest Bober. Pojedynek zakończył się w 2:24 sekundzie walki, duszeniem za pleców. Brawa dla obydwóch zawodników za dobrą walkę. 

Na gali wystąpił również znany bloger zajmujący się tematyką sportów walki, wielokrotny medalista mistrzostw Polski, Europy karate Kyokushin IBK - Damian Laszczuk, który zmierzył się z Mateuszem Bizackim z Ronina Tychy. Damian zaczął pojedynek spokojnie, rozkręcając się z każdą chwilą upływającego czasu walki, co przyznaję, że nieco mnie zaskoczyło. Spodziewałem się raczej szybkiego "wjazdu" ze strony Laszczuka, jednakże jak to mówi znane polskie porzekadło - "co się odwlecze to nie uciecze". Damian, spokojnie wyczekał odpowiedni moment na atak, wygrywając przez nokaut w drugiej rundzie, dodając, że jego rywal wcześniej był dwukrotnie liczony. Damianowi Laszczukowi również składam gratulację i korzystając z okazji zachęcam moich czytelników do zaglądania na jego kanał na YouTube. Mnóstwo merytorycznych porad dotyczących samoobrony, odpowiedniego przygotowania przed walką, oraz wiele wskazówek technicznych.

(link do kanału Damiana)

Szkoda, że swój pojedynek z Borysem Siłakowskim w formule MMA pro, przegrał przez poddanie narożnika, vicemistrz Polski Karate Kyokushin - Przemysław Lenartowicz. Jego rywal, dominował przez większą cześć pojedynku, a walka została przerwana tuż przed 3 rundą.

Ostatni pojedynek, jaki Wam opiszę drodzy czytelnicy, to starcie o pas UFR w formule K1, walka wieczoru w której zmierzyły się: wielokrotna vicemistrzyni Polski karate Kyokoshin, zdobywczyni pucharu Polski Karate - Małgorzata Ubowska oraz nie mniej utytułowana mistrzyni Polski w kicboxingu WKSF 2017, oraz UFR 2015 wywodząca się w capoeiry - Dominika Rembelska. 


Pojedynek miał bezpardonowy, bardzo emocjonujący przebieg, obydwie zawodniczki stanęły na wysokości zadania. Dominika Rembelska głównie bazowała na skutecznych, mocnych low-kickach, Małgorzata Ubowska zaś odpowiadała silnymi ciosami bokserskimi, choć nie brakowało z jej strony i kopnięć. Gosia, walczyła niczym filmowy Rocky Balboa i pomimo widocznego kryzysu cały czas parła do przodu, wytrwale, nieugięcie stawiając opór swojej wymagającej, świetnie przygotowanej rywalce. Choć przegrała jednogłośnie na punkty 27:30, to pokazała prawdziwość cytatu z filmowej trylogii Rockiego "...W życiu nie jest ważne jak mocno uderzasz, ale jak mocno możesz dostać i iść dalej do przodu, ile możesz ZNIEŚĆ i iść dalej do przodu... TAK SIĘ WYGRYWA!"
Małgorzata Ubowska, pomimo iż przegrała pojedynek, to pokazała wielkie serce do walki i charakter, co samo w sobie jest zwycięstwem. Ogromne wyrazy uznania dla Gosi za walkę pomimo kryzysu, oraz gratulacje dla zwyciężczyni - Dominice Rembelskiej, tudzież bardzo sympatycznej, miłej zawodniczce. 


Po gali, odbyłem kilka rozmów z zawodnikami, po czym udałem się wraz ze swoją kielecką ekipą do wynajętych domków, gdzie podziękowałem wszystkim pomoc w organizacji przedsięwzięcia, oraz urządziłem małą ucztę ;) Powrót do Kielc w niedziele przebiegł szybko i sprawnie. 

Na koniec pragnę jeszcze podziękować, wszystkim osobom, którzy pomagali nam przy organizacji eventu, oraz firmie Szymański.pro. Łatwo nie było, choć finalnie wyszło świetnie, a potknięcia które się zawsze przydarzą, uczą i są drabinką do jeszcze większego sukcesu. Ja wnioski już wyciągnąłem.  

Ową relację, zakończę szczerym wyznaniem - przebywając na "mieście" często pochłaniałem się swoistym zgorzknieniem, patrząc na współczesne pokolenia młodych Polaków. Frustrowało mnie to, jaki prezentują poziom swoim zachowaniem, a może prędzej należało by napisać - brakiem jakiekolwiek poziomu...W gruncie rzeczy niszczyło to mnie samego, jakoś nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Wszystko narastało we mnie, żeby pewnego dnia pęknąć niczym przepompowany balon... 
Mimo, iż mam na codzień wielu przyjaciół, to obserwując społeczeństwo zadawałem sobie pytanie - gdzie szukać ratunku? Po gali znalazłem odpowiedź błyskawicznie. Obserwując zawodników, ich zmagania ringowe, widząc ile pracy włożyli w swój występ, wyrzeczeń, napędza to mnie samego do pracy i działań, na rzecz ich samych i nie tylko. Angażując się w gale z serii WLC, spełniam siebie, napędzając się do coraz większej pracy, oraz walki ze swoimi słabościami. Następna gala organizacji WLC już w październiku, na którą wszystkich serdecznie zapraszam.

(oficjalna informacja prasowa organizatorów)