czwartek, 2 marca 2017

Radosław Kałużny. Powrót Taty. Autobiografia- recenzja książki.


Długo zbierałem się do napisania recenzji tego dzieła. Bynajamniej nie dlatego, że jest słabe, a dokładnie odwrotnie - książka ta, jest tak dobra, że nie wiem szczerze mówiąc od czego zacząć i co w niej wyróżnić, albowiem nie chce by recenzja była zbyt długa. Rzeczą oczywistą jest, że człowiek pracuje - a to zmęczenie, a to swoje rozterki, a to multum innych obowiązków których się podjąłem. Wszystko to powoduje, że natchnienie do pisania nie zawsze jest tak mocne jakbym tego oczekiwał, ale cóż... Niczym bohater recenzowanej książki - nie ważna jest forma, a to ile z Siebie dajesz! ;) Jak będzie słabo napisane to trudno, ale dam z Siebie tyle ile mogę. Dobra, przynajmniej wstęp już mam, no to jedziemy.

"Radosław Kałużny - powrót Taty" to książka, która opowiada losy jednego z najbardziej znanych piłkarzy reprezentacji piłkarskiej Jerzego Engela. Zakup tej książki obiecywałem sobie od dawna, w planach pierwszeństwo miała jednak autobiografia innego piłkarza - Igora Sypniewskiego pt: "Zasypany". Gdy jednak wszedłem do empiku w kieleckiej Galerii Echo, chwilę poczytałem fragmenty czytadła o życiu Radka, to od razu je wziąłem, nie zastanawiając się, że w tym czasie mój budżet średnio pozwalał mi na książkę. Ale co tam ja sobie z tego robiłem, zostałem już wkręcony na dobre, było już za późno... Niech ten właśnie fakt, zilustruję Wam czym była dla mnie ta książka, moi czytelnicy.

Odnośnie łatwości pochłaniania, stylistyki to ową książkę czyta się szybko, albowiem napisana jest zrozumiałym i łatwo wchodzącym do głowy dość luźnym stylem, przez co przeczytanie raczej nie zabierze Wam wiele czasu. Mi wystarczył jeden wieczór. No ale wszystko po kolei.

Z omawianej autobiografii dowiadujemy się, że życie Radka nie było usłane różami. To bardziej historia człowieka, który mimo, że swego czasu praktycznie był na szczycie, to rozmaite rozterki nigdy go nie opuszczały. Zacznijmy od domu rodzinnego Radka i patologi które go otaczały. Chłonąc ten fragment publikacji Mateusza Karonia, mocno przypominało mi to moją sytuację rodzinną. Ale czy tak samo jak u mnie - czy te rozterki domu rodzinnego, nie ukierunkowały Radku twojego życia? Uciekałeś z domu, przeżywałeś, cierpiałeś, uliczne klimaty nie są Ci obce... Wiem o czym mówisz, znam z autopsji, a nie z kina. Ale czy gdyby nie te ciężkie, traumatyczne doświadczenia - (okej, gdyby nie te napewno przeżył byś inne) ale czy tak bardzo poznał byś Siebie? Czy został byś piłkarzem? Czy miał byś taki charakter jaki właśnie masz, a może byś był jakimś zwykłym lamusem, pierdołą czy bananowcem? Dobra, przyjmijmy - poszedł byś np. w boks, gdyby twój Tata miał normalne podejście do Ciebie. Tylko pytanie zasadnicze - czy w boksie osiągnął byś to, co osiągnąłeś w piłce? Wiem, że gdybać można w nieskończoność, a gdyby babka miała wąsy była dziadkiem. Pomimo, że to kwestie cholernie wrażliwe i ciężkie, to ja widzę w tym sens, w tych wszystkich twoich przykrościach rodzinnych które opowiadasz Drogi Radosławie. Jeśli teraz Radek ma dobre kontakty z ojcem i sądzi tak samo jak ja, to myślę, że powinien też mu o tym powiedzieć, że gdyby nie to wszystko - nie został by tym, kim został.
To jest jak z kwiatem - te najpiękniejsze, rosną na największym gównie, każdy ogrodnik to wie! 

Czytając tę autobiografię subtelnie, ale zarazem brutalnie przenosimy się do szatni Zagłębia Lubin, Wisły Kraków, Energie Cottbus czy Bayeru Leverkusen, poznając kulisy funkcjonowania klubów piłkarskich. Napisałem subtelnie, albowiem obraz medialny piłki nożnej, a ten prawdziwy od kuchni o którym opowiada nam Radosław, to dwa zupełnie inne światy...


"Wszystko co wiedział byś o piłce gdyby Cię nie oszukiwano" to natomiast książka Grzegorza Szamotulskiego, który w zasadzie również opisuje to samo zjawisko co Radek Kałużny. Ten frazes, jak najbardziej słuszny, w całej swojej brutalności, wynika zgodnie ze wszystkich dzieł opisujących przygody życiowe polskich piłkarzy, które ostatnio czytam. Konsekwencją tego, jest m.in moja teza, że świat piłkarski (przynajmniej w tamtych latach) to świat chamstwa, zdziczenia, zakrapianych melanży, a w zasadzie to alkoholizmu, a nawet i terroru. Piłka nożna i profesjonalizm? Pffff... Sportowcy dbają o dietę? - A czy są w tej bajce smoki? Piłkarze to inteligentni ludzie? - Nie wolno generalizować, ale często niestety prostactwo przez duże P.
"Dariusz Lewandowski - typowy polski cham" zrobił sobie ze mnie tragarza..." To jeszcze ujdzie w tłoku, ale np. "Jak nasz bramkarz Krzysiek Koszarki przywalił mi w dupsko, pękała skóra i tryskała krew". Mi natomiast jak to czytam krzepnie krew w żyłach, a oczy wyłażą z orbit. Bo gdzie jako małolat spodziewał bym się, że połowa polskich piłkarzy to zwykłe prymitywy? Niestety, żyłem w micie profesjonalnego sportu...
     
To co Radosław wyraźnie przekazał w swojej książce, a co dla mnie słabe to jest to, że aby zostać piłkarzem, musiałeś stać się taki sam jak reszta towarzystwa - pić na potęgę i udawać prostaka w zasadzie (tak to trzeba nazwać) aby móc się "wbić" w drużynę i mieć jakąkolwiek pozycję. Nawet jeśli masz talent, a nie za specjalne umiejętności socjalizacyjne w drużynie, gówno osiągniesz i tu nie chodzi mi, o introwertyczność, czy nawet o tzw. "niedojebanie mózgowe". Chodzi mi oto, że chcąc grać w piłkę musisz się bezwzględnie podporządkować często dziwnym zasadom niczym grypsera w kryminale, bez względu na to, czy jesteś dobry w tym co robisz, czy też nie. Umiejętności, talent nie są głównym wykładnikiem twojego sukcesu...
Taki smutny morał z tego co opowiada Radek, który mimo, że sam miał niewyparzoną buzię, cechowała go wyraźnie agresja, boiskowy zabijaka, to da się odkryć, że w głębi duszy to pod tym całym płaszczem, kryje się również wrażliwa istota, skrzywdzona przez równie brutalnego dla niego Ojca. Czytając te opisy życia piłkarskiego Radka, wcale się nie dziwię Igorowi Sypniewskiemu, iż dał się wciągnąć w nałogi, oraz traumy psychiczne. Bez kitu, sam nie wiem czy mnie by to nie dopadało, a do piłkarza co prawda dawno temu, ale też się troszkę przecież przymierzałem. Nigdy nie byłem też grzecznym, spokojnym chłopcem i cały czas, włącznie z czasem obecnym szukałem wrażeń, a mimo wszystko ekscesy opisane w książce wydają mi się przesadą. Dla odmiany, główny bohater książki po czasie wyznaje, że miały one też sporo zalet, a przedewszystkim uczyły pokory. Cóż, przeczytacie książkę, a zdanie sobie wyrobicie sami.
Kolejna moja refleksja (spokojnie, już ostatnia) wynikająca z omawianego czytadła w tym aspekcie, to utwierdzenie w przekonaniu, jak bardzo demoralizujące jest to, jak zarabiamy duże pieniądze, które są nie adekwatne do naszego wysiłku.



Jeden z najbardziej ciekawych momentów w książce jak dla mnie, to opis kadry Jerzego Engela. Miałem już okazję pisać, że to właśnie Ci piłkarze reprezentacji Polski z pokolenia Radosława Kałużnego, byli moimi idolami lat młodzieńczych, a mundialem w Korei i Japonii, tamtą naszą kadrą zacząłem się w zasadzie interesować na dobre, albowiem była to legendarna kadra, która po 16 latach awansowała do wielkiego turnieju! To oni przecierali szlaki dzisiejszym reprezentacjom, uczyli się podchodzenia do wielkiego turnieju i to od tego właśnie czasu gramy w miarę regularnie na wielkich turniejach, dlatego to chłopakom z tamtej kadry należy się największy hołd moim zdaniem. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, iż kadra piłkarska Jerzego Engela była ojcem chrzestnym wszystkich, późniejszych reprezentacji piłkarskich. Poniżej, wrzucam Wam mój tekst na ten temat, napisany dla Koroniarzy.pl.

Popularny "Tato" rozwiewa kulisy eliminacji do mundialu Koreańsko - Japońskiego od środka, odkrywa karty samego turnieju, oraz odpowiada na pytania które mnie osobiście bardzo intrygują i ciekawią, choć od tego wydarzenia minęła już przecież dekada...
Pamiętam, jak dochodziły wtedy słuchy, że to piłkarze grali słabo na tamtym turnieju, bo robili na złość trenerowi Engelowi w zemście za brak powołania dla wodzireja grupy - Tomasza Iwana.
Tak twierdził np. i mój tata, natomiast z książki Radka, wynika iż na ten wynik składało się szereg innych czynników, mniej i bardziej powszechnie znanych. Jakich? O tym Wam pisał nie będę. Przeczytajcie książkę i przekonajcie się sami!



















Drugim aspektem, dla mnie osobiście bardzo ciekawym były kulisy szatni Energie Cottbus i przede wszystkim Bayeru Leverkusen. Jeśli chodzi o Energie to będąc dzieckiem bardzo im kibicowałem. Przez lata na lekcjach WF-u, grałem w koszulce właśnie tego klubu, a dokładnie piłkarza - Vasilie Miriuty. Dopiero po latach, mogę poczytać, co to naprawdę był za zespół, oczami Radosława Kałużnego - ówcześnie czołowej postaci tego zespołu.
Po drugie tak się złożyło, że następny na liście mojego młodzieńczego "sfanatyzowania" klubowego że tak to nazwę, był właśnie... Bayer Leverkusen ze względu na Jacka Krzynówka, który był czołową postacią tego zespołu. Co najbardziej mnie jednak zaskoczyło to jest to, jak wyglądała sytuacja Radka w tym klubie...
Z omawianej książki wynika, że Radek miał zarówno dość wysoką pozycje nie tylko wśród piłkarzy - w tym takich asów jak np. reprezentanci Niemiec - Olivier Neuville czy Bernd Schneider, ale także u samego Klausa Aughentalera który nie zbyt często wystawiał Radka, ale głównie dlatego, że w obronie i na defensywnej pomocy nie miał z kogo zrezygnować, albowiem byli to sami reprezentanci - Niemiec, Brazylii czy Argentyny. W "polskich" mediach natomiast, informowano jak to Radosław nie ma pozycji w Leverkusen za grosz, a rzekomo Augenthaler nie ufa polskim piłkarzom, a to poprzedni trener Bayeru wyróżniał naszego piłkarza na tyle, że wystawiał go na najważniejsze mecze ligi mistrzów... Czytając omawiane dzieło, okazuję się, że było zupełnie odwrotnie... I tak właśnie, dobrze pamiętam, że gdy Aptekarze grali w Kijowie z Dynamem w Lidze Mistrzów. Wtedy to Radosław podobno miał miejsce w meczowej 18- nastce z dużą szansą na grę i zarezerwowany już pokój w hotelu. Popularny "Tato" pomimo tego wybrał testy 2 ligowym, ba - walczącym o utrzymanie Rot Weiss Essen, czym podobno zaskoczył wszystkich w Leverkusen, w tym samego Augenthalera. Ile w tym było prawdy, Radku?
Znając ówczesne działania wokół "aptekarzy", wiem co i mówię i stwierdzam, że porównując rzeczywistość opisywaną w książce i tę medialną mamy porównanie niczym telewizor marki Sony i "Made in China" - Sonyx... Niby podobne nazwy, a jednak w jakości działania całkowicie inne. Kończąc ten fragment recenzji, napiszę swoje stwierdzenie iż wydaje mi się, że chyba przejście do Rot Weiss Essen, to był jednak błąd ze strony Radka, biorąc pod uwagę, że w czasie przerwy zimowej, Bayer utracił większości podstawowych obrońców na skutek - kontuzji bądź odejścia. Rouqe Junior, Jens Nowotny, Tedy Lucic - oni wszyscy już byli niedostępni. W końcu w meczu z 1/16 finału Ligi Mistrzów, z Liverpoolem musiał zagrać młody, niedoświadczony, z do tej pory raczej najsłabszą pozycją wśród stoperów - Jan Ingwer Callsen - Bracker. Założę się, że gdyby Radek zaryzykował i został to właśnie on tworzył by parę stoperów Bayeru Leverkusen obok Juana, w 1/16 finału Ligi Mistrzów, będąc pewnym punktem zespołu. Może wówczas, Jerzy Dudek strzegący bramki Liverpoolu musiał by się więcej martwić o wynik meczu?


Z dużą też ciekawością czytałem perypetie kadry Pawła Janasa, w tym zaskakiwać mogło co by nie było - ale brak chęci Radosława do przyjazdu na kadrę. Bądź co bądź, ale gra w kadrze jest wielkim zaszczytem i swoistym wyrazem patriotyzmu. Jak możemy dowiedzieć się z książki, Radek nie zawsze podchodził to tego aspektu w ten sposób. I pomyśleć, że w takich okolicznościach, paradoksalnie w meczu z Austrią w 2004 roku Radosław Kałużny strzelił ważną bramkę, do dziś pamiętam - jak bardzo się wtedy zaskoczyłem. Bo kto jak kto, ale takie "wyjście awaryjne", jak Kałużny? Cóż, życie Radosława, to wielka nieustanna podróż, ciągłe wzloty i upadki.


Z aspektów negatywnych, słabo i to bardzo oceniam zachowania Radka w stosunku do swojej drugiej żony. Wygląda to trochę tak, jakby Radek potrzebował żony, gdy była mu potrzebna (człowiek naturalnie potrzebuje miłości). Gdy zaś, na horyzoncie pojawił się ktoś inny (owszem słabość i sprawy "chemiczno - sercowe" ale to w porę się urywa kontakt aby nie kusiło, samą wolą działania się postępuje) to Radek zostawił Jannette (która przecież domyślam się - że napewno ogarnęła Radka z "traumy" spowodowanej stratą pierwszej wybranki) i odszedł do innej, w zasadzie gdy już nie potrzebował Jamette aż tak przy Sobie, bo miał już kim odpowiednim zastąpić. Czyż, nie jest w tym ziarnko prawdy?
Jeśli tak, to trochę słabo to wygląda, egoistycznie. Nie mniej jednak, jestem w stanie rozumieć chłopa. Na obronę Radka, także działa fakt, że on sam zdaję sobie sprawę z tej patowej sytuacji, co dał wyraz w swojej książce. Skruszony przeprosił i według mnie to jest naprawdę piękne. Powoduje to, że ta książka, jest taka osobista, a zarazem szczera i prawdziwa, nie koloryzowana pod dobry wizerunek byłego piłkarza.
Czytadło ma prawdopodobnie wartość autoterapeutyczną dla Radka, a zarazem to wyrzucenie czegoś z Siebie, co pewnie tkwiło w sercu latami. Do tej krytyki postawy Radosława muszę oczywiście dodać, że nigdy sami nie wiemy jakbyśmy się zachowali na miejscu naszego bohatera. Prawda jest taka, że np. ja sam kiedyś postąpiłem bardzo podobnie, tyle że nie żoną, a poprostu z dziewczyną. Oceniając jakąkolwiek postawę, element empatii musi być żywy, pamiętajcie!

Napisałem o negatywach, więc pora na pozytywy, a zarazem na podsumowanie książki i postawy Radka. Puentą, a zarazem najpiękniejszym aspektem który z którym Radek dzieli się z czytelnikiem, to jest wyznanie, iż teraz pracuję jak każdy normalny człowiek (w sumie nie tylko normalny, ale także cholernie wytrzymały i silny) ... na budowie, a wcześniej tyrając w Anglii na magazynie.
Życie Radka, to wielka nieustanna podróż, tym razem nie tylko do Korei, czy Niemiec ale wyprawa w każdy zakątek ludzkiego życia. Szczyty sławy, prestiż, rozmaite kontakty, multum pieniędzy.
Z drugiej zaś strony - wzloty, upadki, niedomówienia, łzy, znaki zapytania, kłótnie w rodzinie, konflikty od rana, samobójstwo, melancholia, życie na krawędzi... Ale czy w tym wszystkim, Radosław wygrał swoje życie, tak jako człowiek? Moim zdaniem owszem i historia tego człowieka, przypomina mi trochę filmowego Rockiego Balboę. Kałużny to wielki fighter, a zarazem też mędrzec, albowiem stanął w prawdzie przed samym Sobą i zrobił to co większość na jego miejscu nigdy by nie potrafiła - wyrzucił pychę do kosza, stał się prawdziwym człowiekiem, znającym życie z każdej strony. To dla mnie osobiście inspirujące, choć widzę całe mnóstwo analogi mojego życia i życia Radosława. Ale jednocześnie uważam, że mało kto umiał by mieć na tyle siły charakteru, aby pogodzić się z tym, iż po tym jak występował w Korei z tamtą legendarną drużyną, tworzył parę stoperów - z mistrzem świata brazylijczykiem - Roque Juniorem, Diego Placente czy Jensem Nowotnym, a dziś zapieprza całe dnie fizycznie jak tur i to w dodatku dla osób które szczerze kocha. W książce czuć ogromne natężenie miłości do rodziny. I tak popularny "Kałuża" pracuje na mrozie i w upałach na budowie, podczas gdy jego przyjaciele z kadry komentują mecze w Canal plus, oraz są cenionymi w Polsce trenerami. Kontrastująca rzeczywistość kumpli z mundialu, wybiera jednak Radka na zwycięzcę własnego życia, a nie tylko swoich rozterek, albowiem uczyniło to z byłego piłkarza prawdziwego człowieka. Napewno lepszego i mądrzejszego, niż był za czasów kariery piłkarskiej, choć Kałuża pewnie dalej został "kozaczkiem". Ze słabościami się bowiem walczy i wygrywa, swojej natury się jednak nie zmienia. I tego Radosławie Tobie życzę - byś dalej pozostał człowiekiem, w każdej sytuacji życiowej, albowiem - sława, pieniądze, zaszczyty - wszystko to jest niczym i przemija. Nic na ten świat nie przynieśliśmy i odchodząc stąd niczego też wynieść nie możemy. Niczego, oprócz tego co mamy w sercu. Miłość, zasady, szacunek, oddanie czy poświęcenie - tego nie kupi się za żadne pieniądze i tylko to jest wykładnikiem prawdziwej wartości ludzkiej. Książka ta, to fascynująca podróż w czasie, która doskonale ukazuje prawdziwość tej tezy, choć jestem również zdania, iż Radosław jeszcze wróci do sportu jako ceniony trener, może komentator czego mu z całego serca życzę.



Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów oraz... Radosława Kałużnego! ;)



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza