środa, 11 stycznia 2017

"Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku." Jr 5-10

Odnosząc się do poprzedniego tekstu o byciu Sobą, zacznę od tego właśnie zagadnienia, związanego z drugim człowiekiem. W prawdzie, nigdy nie narzekałem na samotność, ale przyznaję, że parę osób odeszło z mojego życia z tegoż to właśnie powodu - mojego bycia Sobą, albowiem sprawy tak się potoczyły, że w końcu usłyszeli bolesną, subiektywną rzecz jasna prawdę z moich ust o swoich postawach, jak nie udało mi się dalej tolerować pewnych moim zdaniem absurdów. Tak, wiem, że dla odmiany są i ludzie którzy żyją tylko pozycjami w danych gronach, onanizując się wyższością swojej pozycji nad innymi i tym samym nieustannie myśląc co o nich pomyślą, powiedzą inni ludzie, jak wypadną w oczach drugich. Tacy pozerzy (bo jak ich inaczej nazwać?) egzystują myśląc o tej kwestii całym swym sercem, i choćby oni sami mieli o sobie złe zdanie - ważne jest jakie zdanie mają inni, a szczególnie Ci którzy w danym środowisku coś znaczą, bądź są u góry. Jakże takie pajacyki muszą być nieszczęśliwi nie znając poczucia własnej wartości, pokładając nadzieje w drugim człowieku? Zabił bym takich ironicznym śmiechem, albowiem są oni w stanie się totalnie spłaszczyć, niemal wyrzec Siebie, aby tylko zyskać akceptację drugich. Przyznacie, że jest to tak żałosne, że aż śmieszne, prawda? 

Aby mieć dobre serce, trzeba mieć twardą dupę!

Ostatnimi czasy, jeśli ktokolwiek byłby mi w stanie zadeklarować, że ma prawdziwie dobre serce i tu zaznaczę - prawdziwie dobre tzn: wrażliwe, empatyczne, czy zdolne do poświęceń to bez wątpienia pomyślę o nim, a nawet niemal postawię w ciemno, że musi być człowiekiem autentycznie nieszczęśliwym. Gdy usłyszał bym jednak odpowiedź przeczącą, zmienił bym jedynie przymiotnik na: skrzywdzony, wykorzystany, zdradzony czy wręcz przynajmniej w przeszłości - opuszczony. Jeśli w dalszym ciągu zmiana stanowiska nie nastąpi odnośnie choćby jednego podanego przymiotnika, poprostu tę autoocenę o dobrym sercu włożę miedzy bajki, dodając iż dana osoba nie wie co mówi, bądź nie poznała jeszcze samej Siebie, zbyt wysokie mniemanie także tu wchodzi w rachubę. I koniec kropka. W dalszej części felietonu wyjaśnię Wam dlaczego drodzy Czytelnicy...


Ośmielam się stwierdzić, że mieć dobre serce w obecnych czasach to niemal istne przekleństwo dla człowieka, który jest regularnie przez to temu opluwany, zwodzony i generalnie niszczony na wszelkie sposoby. Znajduje to naturalnie odbicie, potwierdzenie nie tylko z punku psychologicznego punktu widzenia, religijno - duchowego (diabeł w celu złamania człowieka, najbardziej kusi tych którzy mają dobre serce - odsyłam do historii Hioba) ale także w systemie który jest promowany, czyli machinie konsumpcjonizmu, libertarjaniźmie, materializmie, singlizacji społeczeństwa i tym wszystkim co ja nazywam "prymitywizmem społecznym". Bez cienia wątpliwości średnio inteligentny człowiek widzi, że te wymienione nawet nie wiem jak je nazwać... no właśnie wartości? Przyjmę umownie - "demony" mają swoje 5 minut w obecnych czasach i mieć je będą dalej. Niestety, taka smutna prawda.

Zauważyłeś Czytelniku, że dziś nie trzeba już szukać drugiego człowieka do zaspokojenia swojej egzystencji, albowiem wystarczy - praca zawodowa (pieniądze trzeba mieć), laptop z internetem - w sieci znajdzie się przecież wszystko (bądź dobry smartfon), nasz ulubiony kawałek muzyczny - to on posłuży nam za osobistego psychologa, czy przykładowo pieniądze na pizze z która "przyfrunie" nam pod nasze drzwi, nie musimy już nawet sami gotować. Wszystko mamy podane na tacy, nie musimy już niemal nic robić, wiec czy to przypadek, że tak wielu młodym ludziom nawet nie chce się przeczytać 5 zdań? No tak, przecież dziś tylko memy...:) ...
Ale jakie są tego rzeczywiste skutki społeczne? Czy jeśli współczesny człowiek jest aż tak wygodny, to będzie się umiał np. poświęcić się dla drugiej istoty? Niestety nie i to zdaję być to oczywiste, będzie on wygodnym, egoistycznym, często nawet chamskim, pseudo tolerancyjnym prymitywem myślącym o modzie, pogodzie, zysku i swojej wygodzie. Wszystkie te "demony" o których pisałem, mają ogromny wpływ na człowieka, na relacje społeczne, na to co prezentujemy swoją osobą, to one stały się wychowawcą wielu ludzi. Zatem nasuwa nam się automatycznie pytanie: czy do czegoś jeszcze potrzebny jest nam drugi człowiek? Odpowiem krótko - Tak. Otóż, potrzebny jest do zaspokojenia swoich egoistycznych rządz - takich jak np. potrzeby seksualne (i tutaj zadajcie sobie kolejne pytanie - co z hedonistyczną seksualizacją społeczeństwa - czyż nie postępuje?? ) potrzeby połączenia majątków współmałżonków, wygody, potrzeby pokazania się - czyli pozerstwa, a potrzeba bliskości nie rzadko zastała zastąpiona uzależnieniem od Siebie. Uzależnieniem, które już ze swojej natury nie jest kwestią pozytywną.

Tak, ja to znam z autopsji a nie z kina!


Kiedyś jedna z najbliższych mi osób powiedziała mi takie oto zdanie:

"Grzesiu masz chęć pomagać ludziom, kochasz ich miłością Agape bym rzekła, układasz im życie - a oni rujnują twoje! Gówno z tego wychodzi, coś chyba jest nie tak..."

ZRÓB SOBIE TEST, A WTEDY SKUMASZ KTO PRZYJACIELEM, A KTO KURWĄ TYLKO JEST !


Miała bez wątpienia rację. Kiedy wierzyłem w człowieka, w jego lojalność, miłość i bezinteresowność, w czystą prawdziwość relacji zawsze na tym wychodziłem źle. W tym momencie opowiem Wam pewną historie, ona dobrze ilustruję istotę omawianego problemu. Otóż swego czasu zapoznałem grono ludzi ze sobą, dwie "frakcje" moich przyjaciół, bo chciałem aby zawiązały się nowe przyjaźnie i związki, w sumie to chciałem pomóc wielu bliskim wtedy dla mnie ludziom i tym samym sobie. Ze swojej natury bowiem jestem/byłem altruistą. Zgrana grupa, wielkie plany, jakieś wycieczki i wielka przyjaźń, żyć nie umierać, baja bongo i do przodu! Niestety na krótko i tylko na pozór. Za jakiś czas, w sumie bardzo niedługi czas w naszej grupie nastąpiła (w zasadzie wywołaną przez jedna osobę) gigantyczna awantura o pierdołę totalną, przy czym dwojga bliskich ludzi, opuściło mnie już na stałe, gdy tylko potrzebę bliskości mogli zastąpić kimś innym - tymi właśnie, z którymi ja ich poznałem. No cóż... przyprawili mi rogi?
Zależało mi szczególnie na jednym osobniku, albowiem przy jego boku spędziłem ostatnie lata. Przyznaję już tak po czasie, że ja naprawdę pragnąłem jego szczęścia szczerze i autentycznie. Mężczyzna ten narzekał na brak partnerki życiowej - zamierzenie więc zapoznałem go z moimi ówczesnymi przyjaciółkami. Znaliśmy się od wczesnych lat dzieciństwa, powierzałem mu moje problemy a on mi swoje, do dziś mam duży sentyment do niego, pomimo jego wad, także tych "intelektualnych" które dosłownie każdy na pierwszy rzut oka potrafił zauważyć. Dla mnie to jednak nie miało znaczenia, albowiem bardzo go ceniłem takim zwyczajnym jakim był, choć nie zawsze było łatwo. Podobnie z drugą bohaterką tej historii. Pełniłem funkcję jej mentora, podkreślam że bezinteresownie (od pewnego momentu nie miałem celu jej zdobyć), wiele poświęceń dla niej "wykonałem" przez kilka lat. Jak na mentora przystało, setki godzin na różnorakie rozmowy, porady i wiele, wiele innych wspólnych kilku letnich przeżyć, a nawet i cięższy konflikt nie zabił jeszcze relacji.
"Grzesiu to taki wujo dobra rada..."- mawiała. Nie podobało mi się to, bo śmierdziało mi nie do końca zdrowym podejściem, ale cóż...

W związku z tym, jak wyglądała nasza relacja oraz przez wgląd na historię, boleśnie przeżyłem to, jak mnie potraktowano w tej obliczu tamtego sporu, oraz że to już koniec naszej przyjaźni, szczególnie strata jednego osobnika mnie bardzo bolała. Nerwy, krótka depresja, a zdarzyło się wtedy, że poranioną duszę musiałem leczyć alkoholem w samotności. Niemal pół litra whisky pękło w samotności, w obliczu bólu, straty, swoistej zdrady w zasadzie, oraz nerwów. Byłem naiwny jak dziecko niestety bo co mi zostało, ile dobrego z tego, że komuś zaufałem, pokochałem niemal jak brata i siostrę, i w związku z tym pragnąłem pomóc?

Niestety okrągłe zero czyli nic, ponieważ byłem raz, że głupio naiwny jak już wspomniałem, a dwa zapomniałem w tym o samym sobie, dlatego sam jestem sobie winny tak naprawdę. Nie powinienem ufać tak człowiekowi, należyte było wyciągnąć wnioski z wcześniejszych "lekcji" i co gorsza nie zapoznawać ludzi w takich okolicznościach jakich ja to zrobiłem, osobników którzy mają takie, a nie inne predyspozycję związane z czynników osobowościowo-psychologicznych (jedna osoba, od samego początku straciła rozum dla drugiej,  cechowała ją desperacja ma maxa)

Ja, jako człowiek myślący powinienem wiedzieć jak to się dla mnie samego skończy, przecież nie było to wcale trudne aby to przewidzieć. A skończyło się na tym, że przez jakiś czas, na szczęście nie długi, ale jednak zrujnowało mnie to dokładnie tak, jak w powyższym cytacie. Straciłem ważną ówcześnie dla mnie osobę, a oni pewnie by się z tego śmiali, długo po tym napewno się śmiali. Byli z tego dumni? Pozostawiam to pytanie dla sumienia bohaterów tej historii, a w sumie to dla jednej z bohaterek. Warto dodać, że o o ile prawdziwe dochodzą mnie słuchy, to wynikło, że padłem pierwszy jej ofiarą...
Kto będzie następny? Szkoda natomiast, że ja tak długo byłem poprostu niemądry, łatwowierny, nieostrożny, pokładając aż taką nadzieję w człowieku, żeby nie wywnioskować, że z tej mąki chleba nie będzie - przynajmniej dla mnie. Kochać drugiego człowieka, to nie znaczy zapominać o Sobie, oraz nie wyciągać wniosków z przeszłości, pozwolić by ludzie nie doceniali tego, co dla nich robimy.

Ostatnio nawet odezwali się do mojej osoby, chcieli się spotkać, wyjaśnić, być może do kogoś coś dotarło, podobno tak nawet jest. Wiadomo cieszy mnie to i doceniam, tak samo jak fakt iż, pewne relacje w tamtej frakcji weszły na zdrowy tor (przynajmniej teoretycznie...) ale z mojej strony przyjaciółmi jak kiedyś już nigdy nie będziemy. Spotykać się także nie będziemy, bowiem dla mnie jest to etap zamknięty na zawsze, a jak nie na zawsze, to przynajmniej przez najbliższe 10 lat. Nie wyobrażam sobie, szczególnie z jednym z bohaterów tej historii, abym mógł mieć jakąkolwiek relację w przyszłości, choć wiadomo - człowiek niby wrócił by do lepszych czasów.
Mimo wszystko, trzeba się szanować i wyciągać wnioski z przeszłości, nie pozwalać sobie na to, żeby ludzie traktowali nas jak im pasuje ("spadaj, a gdy będziesz potrzebny, wskazany - to wrócisz do mojego życia") godność i honor jest bardzo ważny w takim sprawach. Skoro, ja siebie samego nie poszanuję, to ma to zrobić inna osoba? Jeśli ta próba kontaktu do mnie z ich strony była autentyczna, napewno zrozumieją to ale i nie zapomną by docenić moją osobę w ich życiu, jej wpływ. Mimo jak mnie potraktowano wtedy, życzę im powodzenia, a przede wszystkim - nawrócenia, szczególnie jednego człowieka....

Słabość do straconej osoby jest zbrodnią!  


Pomimo sentymentu który występuje w nas do dawnej bliskiej nam osoby, ale nie powinniśmy się przejmować ludźmi którzy dobrowolnie od nas odeszli, w tym wypadku nasza słabość może być zbrodnią. Choć są to rzeczy przykre, ale prawda jest taka moi czytelnicy, że w życiu żadnemu człowiekowi nie możemy ufać i kochać tak bezgranicznie, podkreślam - ŻADNEMU. Mimo, że nie narzekam na brak przyjaciół, wokół mnie od bardzo dawna jest wielu ludzi, bliskich również, ale stoję przy stanowisku, iż nie wolno się przywiązywać do nikogo i to bez wyjątku, oprócz Boga. Od niedawna co prawda, są to moje świeże przemyślenia, ale stoję twardo przy stanowisku, że ufać w życiu należy tylko sobie (jeżeli siebie na tyle znamy) i Bogu. Nie oznacza to oczywiście, że mamy się zamykać na innych ludzi, czy do każdego osobnika być podejrzliwym, ale współczesny człowiek, ze swojej natury jest egoistą i nim niestety zawsze będzie, tym bardziej w obecnych czasach tak mocno nastawionych na libertarjanizm, konsumpcję czy hedonizm.

I tak właśnie biblijny Judasz zdradził Jezusa za 30 srebrników, minęły ponad dwa tysiące lat od tamtego wydarzenia, a społeczeństwa Polaków mają dokładnie takich samych Judaszów po uszy do dnia dzisiejszego, albowiem cechy ludzkie są ponadczasowe. Nawet odchodząc już od Judasza - czy inni apostołowie Jezusa to nie zdradzali go, wypierając się swojego nauczyciela, jak mówili niejednokrotnie swojego największego przyjaciela, za którym skoczyli by w ogień? Odpowiedź może być tylko jedna czytelnicy.


Ludzie się przyjaźnią ze sobą, kochają, zakładają związki z miłości, owszem - ale coraz częściej tak naprawdę dlatego bo potrzebują siebie nawzajem do egzystencji, a nie z takiego czystego, bezinteresownego uczucia. Ostatnimi czasy doszedłem do wniosku, że bardzo mało jest ludzi, którzy naprawdę są wierni drugiemu człowiekowi tak w 100%, ludzi którzy kochają drugą osobę bezinteresownie czyli są prawdziwymi altruistami, zdolnymi do poświęceń bez profitów dla siebie, pomagając drugiemu, samemu sporo ryzykując.

Narzuca się więc pytanie: Jaki mają ludzie interes w nas, kiedy przykładowo nic drugiemu człowiekowi nie dajemy? Otóż, ten interes bywa niewidoczny, bo on tkwi w samym naszym towarzystwie, w naszej obecności, jakże cennej dla człowieka, tymbardziej tego człowieka wewnętrznie samotnego czy też pogubionego. Dla osobnika potrzebującego do życia swojego kompana, aby móc mu się zwierzać i z nim wspólnie żyć, czy kochać go, my ludzie przecież naturalnie potrzebujemy miłości. Gdy jednak kompanów przyjdzie więcej i wcale nie mam na myśli tylko człowieka, bo kochać można także zwierzę, często nawet w wyższym wymiarze niż człowieka bo typowo tylko za samą obecność, ale gdy kompanów takich czy innych przybędzie to niczym w wolnym rynku - naturalna konkurencja zawsze wybierze tego lepszego, odrzucając drugiego, często tego dotychczasowego. Taka jest według mnie niestety brutalna prawda Czytelnicy. Nowo poznane jest często atrakcyjniejsze, tak już to bywa w psychologi ludzkiej. Stąd nie wolno szukać w drugim człowieku szczęścia, gwarantuje, że na tym się zawsze przejdziecie i to bardzo boleśnie, szczęścia należy szukać tylko w Bogu, bo tylko Bóg jest w stanie kochać bezinteresownie albowiem tylko on jest on nieustanną prawdziwą miłością. Tylko Bóg, nasz stwórca jest pozbawiony pociągu do takich kwestii jak: materializm, pozycja, władza, uznanie, poczucie bezpieczeństwa dlatego, że Bóg nie jest człowiekiem, Bóg jest Bogiem... My ludzie jednak takie cechy mamy we krwi i one uniemożliwiają nam bezinteresowną - czyli prawdziwą miłość.


Zadaję Wam pytanie: Ile razy przejechaliście się na tzw: "cudownej" miłości? Ufaliśmy bezgranicznie, dziewczynie, chłopakowi, przyjacielowi i co było potem? Wtedy gdy uwierzymy w "cudowną" miłość do człowieka, wejdziemy jedynie w przekleństwo, nie zaś w błogosławieństwo. Jednak mimo tego wszystkiego, naszych ludzkich tak strasznych cech, Bóg nas ludzi dalej kocha i chce nam pomagać. Rodzaj ludzki nienawidzi za to diabeł, nie rozumiejąc Boga jak nas ludzi mógł stwórca pokochać? Nas ludzi, którzy jesteśmy tacy a nie inni, jak Bóg mógł dać człowiekowi nieśmiertelną duszę? I taka jest różnica miedzy Bogiem i szatanem w podejściu do człowieka. Dlatego, nie nienawidźmy siebie nawzajem pomimo zawodu na drugim człowieku, nie dajmy się ponieść ponieść zemście - charakteryzuje ona ludzi słabych, na przekór sprawianej przykrości i bólu przez innych osobników, nie możemy dać się pochłonąć nienawiści - wychodzą z tego wojny i różnego rodzaju ofiary, służymy wtedy złu i wzajemnemu wyniszczaniu się. Czy tego naprawdę chcemy? Przecież nie... Nie zamykajmy również się na siebie wzajemnie, ale kochajmy się wzajemnie jak tylko możemy, ufajmy po całości przedewszystkim Bogu, ufajmy również samemu sobie - a żeby tak się naprawdę się stało, to musimy siebie poznać i nie bać się być sobą. Gdy to się stanie, nie będziecie się bali odważnie, choć oczywiście z klasą głosić swoich poglądów takich czy innych, czyli być poprostu być prawdziwym sobą, niezależnym od różnego rodzaju grup nacisku, wszechobecnego lobby. Nie przejedziecie się także na rodzaju ludzkim, który nie będzie w stanie już Was tak boleśnie zranić, uodpornicie się na tego rodzaju krzywdy, Krzywdy rodzaju ludzkiego który według mnie - coraz bardziej schodzi na "psy".


Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów.














Podobał Ci się mój artykuł? Wesprzyj mnie i polajkuj.
________________________________________________________________
myslimlodegopolaka.pl 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza