środa, 10 sierpnia 2016

Uchwyć przemijanie poprzez doświadczenie życiowe.

Witajcie. Jest Baja?

Zacznę dziś nietypowo, bo totalnie prywatnie i bardziej na luzie. Forma eksperymentu. :)

Wiecie Co moi Drodzy Czytelnicy… Właśnie dzieje się rzecz niebywała. Piszę ten felieton o 5.30 rano we wtorek! (choć jeszcze nie wiem, o której i kiedy będzie opublikowany…) O tej porze to jeszcze mi się nigdy nie zdarzyło pisać. W środku nocy owszem (kto mnie zna, ten wie, że jestem nocny marek) ale nigdy, przenigdy tak wcześnie rano. Ogólnie, to teraz miałem iść do Kościoła na 6. Niestety nie wyrobiłem się już. Pokój też sam się nie posprząta, ale i tak przed 8 tą będę musiał wyjść z domu, nie wyrobię się aby go ogarnąć. Więc Co tu robić, spał przecież nie będę… Otóż napiszę kolejny tekst, a moje przemyślenia jeśli się zdarzają o tej porze i są inne niż „kuźwa, któż to taki wymyślił wstawanie tak wcześnie rano, pospał bym sobie!”, jeśli o tej porze w moim umyśle są inne myśli niż ten frazes, zasłużyły na zapisanie ich w wordzie, albowiem nawet fizjologom się nie śniło żebym Ja - Pan Gie o tej porze dobrowolnie robił inną czynność niż spanie. Bez kitu, to wydarzenie bez precedensu, istnie niebywałe. Znajomi się pewnie zastanawiają jak ja wstałem o tej porze jak nie musiałem ale od razu sprostuję i powiem Wam znajomki, że jest grubiej –  nie wstałem jednak, bo po prostu w ogóle się nie kładłem… :D

Dzisiejszy ranny wpis będzie jednak krótszy niż ostatnie i ma pierwszeństwo bo na ten czas zaplanowany już był inny mój tekst, o celebrytce Marcie jako odpowiedź na list od czytelniczki. O czym więc będzie ten felieton? O wszystkim będzie, bo nie wiem jeszcze o czym tak naprawdę, nie zastanawiałem się nad tym, pisze to na spontanie. Yhm na kompie leci mi kawałek muzyczny „Moonlight Shadow”(mój ulubiony) który kojarzy mi się ze wspomnieniami, to może o właśnie wspomnieniach, przemijaniu, doświadczeniu życiowym napiszę? Niech ta będzie, to idę do kuchni po ranną herbatę (a w sumie to czaj:P) i do dzieła.
________________________________________________________________________________________________




Zacznę banalnie zdaniem, że przemijanie to nieodłączny element życia. Ba, powiem więcej - nasze życie też kiedyś przeminie. Nachodzić może nas refleksja po coś robić, starać się jak wszystko i tak przeminie i nic z tego nie zostanie? Suma Sumarów, to wszyscy skończymy w grobie…
Ten, kto czyta regularnie moje felietony, albo mnie zna osobiście wie o tym, że moja egzystencja nigdy do łatwych nie należała, ale też tym samym do nudnych również zaliczyć ją nie można. Dla odmiany są też ludzie i to niby wygrani, Ci z tym sukcesem - majętni, ustawieni, ale prawda jest taka, że często ich życie jest tak nudne, pozbawione wszelkiej większej emocji, że widowiskiem w ich egzystencji jest puszczenie bąka z tyłka. W moim życiu na szczęście nigdy tak nie było i nie będzie.

Myśląc o tym temacie, od razu przypomina mi się dyskusja z przed kilku lat z ówczesnym kumplem "Majkelem". Debatowaliśmy kiedyś ostro o tym co powinno być najważniejsze w życiu, co to jest spełnienie itp. Pamiętam, dyskusja była na tyle zażarta, że mały włos a doszło by do kłótni. Ale wracając do sedna - jego życie - "Majkela", do tamtej pory bynajmniej, było raczej spokojne i nie zawaham się użyć słowa, że wręcz trochę samotne, monotonne, domownicze bym rzekł, choć nie pozbawione problemów. W zamian "Majkelino" miał nieco więcej stabilizacji, bo wcześniej ogarnął pewnie rzeczy ode mnie. Moja ziemska pielgrzymka zaś, jak wspominałem już układała się odwrotnie. Kwestią sporną w naszej dyskusji było to, co z tego mam obecnie - z tych moich bogatych doświadczeń życiowych. Przełożyło to się mi na pieniądze bądź jakieś inne materialne profity? W tym miejscu pozwólcie, że zacytuję mniej więcej słowa Majkela:

„Grzesiu mówisz, że dużo przeżyłeś, dużo widziałeś, że nie nudziłeś się nigdy ale co masz z tego? Wszystko przeminęło i stoisz w tym samym miejscu co np. 7 lat temu- nie kupiłeś samochodu, nie zainwestowałeś w nic konkretnego, nawet na studia nie poszedłeś, czy stworzyłeś związek małżeński? Miałeś ku temu okazje, mogłeś zrobić wiele, a nie zrobiłeś nic"

DOŚWIADCZENIE ŻYCIOWE POZWALA WYPOWIADAĆ SIĘ Z POZYCJI EKSPERTA.

Z jednej strony miał rację, bo wtedy rzeczywiście nie zrealizowałem wtedy jeszcze wielu kwestii, ale tak sobie myślę czy o to naprawdę w życiu chodzi? By jak najszybciej kupić samochód, wziąć ślub, spłodzić dzieci? Daje to pewną stabilizację, zgadza się ale moim zdaniem nie oto chodzi, ażeby się spieszyć za wszelką cenę, by coś zrobić tym szybciej, zdarzyć w porę, bo kolega to posiada już żonę i dzieci, to i ja muszę, presja społeczna się oto upomina. Czujesz się przez to, aż tak mocno nie dowartościowany, iż musisz pokazywać, ileż niby osiągnąłeś materialnie? Każdy ma swoją osobną drogę życia i tak oto: jeden spotyka swoją miłość w wieku 20 lat, a jego życie układa w „książkowy” sposób, u innych natomiast dzieje się o wiele później i jest bardziej zagmatwane. Nie zawsze mamy na to wpływ, nie wspominając o naszych wyborach, bo nie każdy rozumie to samo, pod wyrazem "spełnienie".


Gdybym miał szukać sensu we swoich wszystkich nieudanych związkach powiedział bym, że nabieram bezcennego doświadczenia. Przecież przez nieudane związki, poznaje Siebie, staje się mądrzejszy by rozpoznać prawdziwą kobietę mojego życia, by wiedzieć jak odpowiednio postępować w związku, bądź czego naprawdę potrzebuję od swojej wybranki. Ośmielę się powiedzieć, że gdyby nie poprzednie nieudane, zakończone relacje z kobietami, nie rozeznał bym tej właściwej kobiety mojego życia, tak mi się wydaje.
Analogicznie jest z naszym życiem. Każde przeżycie, doświadczenie czegoś Cie uczy drogi Czytelniku, doprowadza do jakiegoś celu. Tak owszem, ta nauka może Ci nie wchodzić do głowy, ale to już twój świadomy wybór, że po którymś razie, po kolejnym niepowodzeniu z rzędu nie wyciągasz odpowiednich wniosków.

Przyznam szczerze, że jako człowiek przeżyłem bardzo wiele w życiu, a wszystkie te doświadczenia powodują, że potrafię zrozumieć, kochać i szanować drugiego człowieka. I wydaje mi się, że nie jestem człowiekiem płytkim. Bo nieskromnie powiem choć nie chce aby brzmiało narcystycznie, ale pewnie mało kto, dotknął tyle klimatów, poznał tylu ludzi z rożnych kultur, co moja osoba. Dlatego także, tematyka tego bloga jest tak różnorodna. Wszystko to bardzo to cenię i dziękuje Bogu, jako, że dzięki temu czuję, że moje życie ma dużą wartość. Mimo, że nie zawsze było kolorowo, to nie jest ono marazmem, nie przechodzi obok mnie, a ja sam nie jestem jakimś prostakiem. Będę miał o czym opowiadać swoim kochanym dzieciom.

Oj Działo się u mnie…

Szmat czasu formowałem się w Ruchu światło życie, przeżyłem wiele rekolekcji wakacyjnych z „oazą” różnego stopnia formacyjnego, jestem także lektorem służby liturgicznej, jednocześnie przez wiele lat bardzo aktywnie uczestniczyłem w kulturze ruchu kibicowskiego, np. będąc członkiem Stowarzyszenia ZK i nie tylko. Po drodze doszedł ONR który w moim mieście stawiałem na nogi i poznanie „skinerki” od środka. Od bardzo dawna brałem i do tej pory biorę udział w multum imprezach różnego typu, a także pospolitych melanżach, byłem członkiem różnych grup rówieśniczych które dziś już padły oraz takich które trwają do dnia dzisiejszego, sięgając pamięcią przez moją egzystencję naprawdę przewinęło się mnóstwo paczek i grup. Poznałem od groma przyjaciół z różnych kultur (niektórzy odeszli rzecz jasna), a nawet miałem sporo kobiet- już kilka razy stanu zakochania skosztowałem i się dzięki temu nacierpiałem. Zadawałem sobie tylko pytane -Ileż razy kobiety mogą łamać mi serca, dopóki nie poznam tej jedynej?
Również wszelki sport nie jest mi obcy, albowiem trenowałem – na początku był to tenis stołowy, potem piłka nożna, sporty walki oraz siłownia. Z dziedziny edukacji to: Studiuję obecnie na 3 roku, więc poznałem smak studiów w wydaniu stacjonarnym, jak i ciężkiej pracy w wydaniu robotniczo – produkcyjnym (przed studiami wiele lat pracowałem w poligrafii jako drukarz). Dodam, że inny smak zatrudnienia niż produkcyjny także znam albowiem od dziecka zarabiałem na swoje kieszonkowe.

Obecnie np. działam społecznie i politycznie w partii politycznej, jestem regionalistą ziemi Świętokrzyskiej, byłem organizatorem kilku akcji społecznych, zajmuje się publicystyką różnego rodzaju, prowadzę Karaoke w klubach kieleckich, a swoją duchowość formuję w duszpasterstwie akademickim. Doświadczałem momentów w życiu, że byłem bardzo szczęśliwy, a multum ludzi wręcz zabiegało o moje towarzystwo, kolokwialnie mówiąc to włazili mi w tyłek, ale nie brakowało także momentów i takich, że czułem się nieco bardziej samotny i załamany. Nie jednokrotnie myślałem o najgorszym. Uwierzcie mi, że patologie różnego rodzaju, "złe towarzystwo" – nie są mi obce. Długo mógłbym pisać, nie oto chodzi abym napisał Wam moje ziemskie CV życiowe. Ale bądź co bądź – chyba mam coś z tzw - „człowieka orkiestry”. Przez to bez problemu potrafię dogadać się z ludźmi ulicy, z tej ciemniejszej strony jak i ludźmi nauki, politykami, duchownymi. Korzystam i poznaję życie ;) 

Ktoś powie tak jak kolega Majkel, co z tego wszystkiego co przeżyłem dochowało się obecnie? Impreza była, alkohol się lał i co wynikło, zostało z tego? No niby nic, przeminęło z wiatrem, bądź jak śpiewa Maryla Rodowicz - "Ale to już było i nie wróci więcej". Tak samo mogę powiedzieć o ludziach którzy byli, a już ich nie ma i nie będzie nigdy w moim życiu, z rekolekcjami oazowymi, meczami, no kurdę o wszystkim tak można powiedzieć. Materialnie sądząc - to da mi to wszystko chleb? Niby nie, ale też nie do końca. Mówi się, że nie powinno się zbytnio patrzeć wstecz, ale to przecież poprzez przeszłość budujemy przyszłość.


Nie odkryję Ameryki jak napiszę, ze liczyć się dla nas powinno tylko to, co jest prawdziwe i autentyczne. To, co wydostaje prosto się z serca, wnętrza człowieka. Prawdziwe znaczy, co jest szczere i ma wartościowe korzenie, rozwija nas jako ludzi. Tak jak np. jedność z Bogiem, która jest największą mocą jaką człowiek może dostać. I to za darmochę! I to jest prawdziwe spełnienie moim zdaniem Moi Drodzy. Odpowiedź Sobie sam na pytanie Czytelniku: Da się z Tobą na wiele tematów porozmawiać? Umiesz doceniać i dziękować, rozeznać co jest dobrem a co złem, posiadasz u ludzi szacunek i ostatnie ale nie najmniej ważne - miłość. Umiesz kochać i Ciebie kochają za to jaki jesteś? I na końcu - Da się to kupić, te wszystkie odpowiedzi aby były pozytywne? Tak, owszem - pieniądze też są ważne, trzeba je mieć by żyć - ale czy doświadczenie życiowe przeszkadza w ich zarabianiu, w zaradności? Przeciwnie! Przecież to dzięki doświadczeniu coraz bardziej poznajemy swoje mocne strony, poznajemy samego Siebie.

Wyznam, że osobiście, dziś już faktycznie mam w dupie np. spotkania, imprezy i ludzi które nic nie wnoszą do mojego życia. „Integracje” z osobnikami z którymi np. dziś piję alkohol, wydaje sporo pieniędzy na niego, a jutro nie poznają mnie na ulicy, a ja nie poznaję ich. Znam też klimat z pustą, suchą gadką tylko o pierdołach, albo śmiechu z byle czego, bo konkretnego tematu z takim osobnikami poruszyć się nie da. Picie dla samego picia, bez klimatu, albo ogólnie bez poziomu – wśród młodzieży zdarza się coraz częściej, narzuca się tutaj popularny slogan ”mam wyjebane”. Nigdy mnie to nie rajcowało, takie picie dla samego picia."Imprezy alkoholowe", które tak naprawdę są stałym powielaniem tego samego co było już wcześniej - te same puste slogany, te same płytkie pijackie rozmowy, głupie emocjonalne zwierzenia które nie mają żadnego odbicia w rzeczywistości, spotkania bez żadnej wartości. Przez coś takiego nie tylko stoimy w miejscu ale tak się naprawdę cofamy. Coś takiego charakteryzuje pustaków, a nie mnie. Alkohol powinien być tylko dodatkiem do spotkania z ludźmi, a nigdy nie odwrotnie! Taki klimat, rzeczywiście nie jest mi i chyba każdemu nie jest potrzebny, jest stratą jakże cennego czasu i pieniędzy. Bo w jaki sposób to zmieni moje życie, co do niego wniesie oprócz % spirytusu? Odpowiedź może być tylko jedna. Łatwo tak "przebimbać" swoje życie, a obudzimy się bez odpowiedniej partnerki/partnera, bez przyjaciół na normalnym poziomie, bez mądrości, pozbawieni inteligencji bo przecież jej nie rozwijaliśmy - z ręką w nocniku.

Zadajcie Sobie pytanie czy miło wam będzie będzie spoglądać jak rówieśnicy już dawno się ogarnęli i wzięli życie w swoje ręce, a Wy dalej tkwicie w tym samym miejscu w którym oni byli parę ładnych lat temu?

Ale właśnie po to Drodzy Czytelnicy, by poznać czy coś jest autentyczne, wartościowe, perspektywiczne a nie przelotne, puste, płytkie jak deska – do tego potrzebujemy doświadczenia i mądrości życiowej którą za żadne pieniądze się nie kupi. Zadaję sobie pytanie – czy przeżył bym zdrowo żyjąc kompletnie sam? Zdecydowanie nie, nie przeżył bym, za to zwariował to już zdecydowanie tak, potrzeba bliskości jest naturalnym pragnieniem człowieka. Nie wytrzymał bym psychicznie, albowiem jaki piękny jest taki szczery, pozytywny kontakt z drugim człowiekiem. Dla tego warto żyć! Jeszcze inny przykład: z takim Karolem np. parę lat temu poznałem się na imprezie przy alkoholu - a dziś nieprzerwanie od 4 lat, jest moim jednym z największych przyjaciół który wielokrotnie pomógł mi w chwilach opresji, a ja pomogłem jemu, ogarniamy się wzajemnie. Dzięki tej znajomości poznałem kolejnych friendsów, którzy utrzymują mnie przy egzystencji, gdy mi jest ciężko. To właśnie dla nich żyję i staram walczyć kiedy jest mi źle i nie mam siły. Inny przykład jest z kolegą z którym nie utrzymuje stałego kontaktu, ale gdy się przypadkowo spotkamy zawsze pogadamy, a w chwili potrzeby i pomożemy sobie wzajemnie.

Warto też dodać, jak zapoznaję ludzi, tworzę z nimi nowe teamy – niektóre trwają całe życie i dzięki temu wiele osób zmienia swoje życie, idzie w takim w nie innym kierunku, znajduje pracę, pasję, dziewczynę czy drogę życia. Zdarza się tak dość często w moim życiu, iż wpływ mojej osoby na innych, jest tak duży.

Kiedyś zapoznałem pewna parę, dziś kochając się wzajemnie, mają już swoje dziecko - czuje w jakimś stopniu, że to moja osoba spowodowała istnieje tego małego człowieka. Gdybym nie poznał tych dwojga ludzi, to ich córka zapewne by nie istniała. Jakże cennym darem jest życie, jestem z tego dumny i chyba mam z czego - w końcu ktoś w jakiś sposób zawdzięcza mi życie! Przez to, że moja ziemska tułaczka jest tak bogata w doświadczenia, to nie żyje jak bezduszna roślina, bądź jak zwykły prymityw chcący się tylko nachapać, tylko coś jednak wnoszę i zostawiam dla świata i ludzi. Tak - uważam, że jestem potrzebny światu i beze mnie byłby on inny. Każdy z Was powinien mieć takie podejście do życia, albowiem jesteście wyjątkowymi i niepowtarzalnymi istotami moi Czytelnicy. Wykorzystajcie to mądrze!

Ośmielę się powiedzieć, że sądzę że dla wielu ludzi poznanie mojej osoby było pewnym przełomem w życiu. Zmieniam, pomagam ludziom, zmieniam świat, nie jestem benkartem konsumpcyjnego społeczeństwa. Ludzie którzy mnie znają darzą mnie szacunkiem, a pustacy i idioci mają za np. hejtera. To jest dobry znak, bo nie każdy może zostać moim kumplem. Tak, tylko ścisła selekcja!

I to mi da zwycięstwo i ponad czasowość, albowiem pamięć o mnie po mojej śmierci - mam nadzieję, że będzie długa i pozytywna. Ale myślę, że teraz dopiero warto zadać sobie pytanie i na nie odpowiedzieć - co tak naprawdę przemija w życiu, a co jest ponad czasowe i bezcenne? Doświadczenie, pomoc człowiekowi, wartości które ma się w sercu, jedność z Bogiem, poziom jaki prezentujecie swoją osobowością czy to, co zdobędziecie materialnie i na pokaz? Zabierzecie te wszystkie bogactwa, dyplomy, ze Sobą po śmierci?  

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów. 
     

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza