czwartek, 25 sierpnia 2016

Z Tym się jebałam, z tym się jebałam, a temu ciągnęłam"

Długo nie wiedziałem, jak zacząć ten felieton. Na jego tytuł nadawało by się polskie porzekadło „świat jest chory, a ludzie to dekle!”. Rzeczywiście, każdy kto po przeczytaniu tego tekstu będzie miał inne wrażenie jest być może jest podobnie zdemoralizowany jak bohaterowie mojej „powieści”, ale wszystko po kolei.

Jakiś czas temu ukazał się wywiad z „celebrytką” Martą. Jak większość z Was pewnie wie, ta ów nasza "celebrytka" zasłynęła jakiś czas temu tylko tym, że oddała się (razem z koleżanką Zuzią) w autokarze z czarnoskórymi raperami których pierwszy raz na oczy widziała, po czym natychmiast swoim wyczynem z dumą pochwaliła na popularnym „Snap Czacie”. Nakręciła w dodatku film na Facebooku, w którym dumna z tego co zrobiła, pokazując palcem oznajmia „z tym się jebałam, z tym się jebałam, a temu ciągnęłam – fejm dojebany co?!”- dodaje Zuzia koleżanka Marty…

                                                           (obejrzyj film)
                          https://www.youtube.com/watch?v=KMQewkkqbsY




News szybko obszedł całą Polskę. Jakby tego było mało, niedługo później w sieci ukazało się nagranie jak ta sama Marta, półnaga przymierza się do wciągnięcia nosem pewnej białej substancji z…. męskiego członka. Owy materiał, również obszedł cały kraj, a zadowolona z siebie bohaterka w gruncie rzeczy cieszyła się jeszcze bardziej, albowiem jaka sama wielokrotnie podkreślała, napędza to jej tzw: „fejm”…

                                                                             
„Fejm dojebany co?!”

Już na samym początku pragnę wyjaśnić, że piszę o tym, bo niestety bądź stety Martę i tak już zna duża cześć Polski, więc "fejmu" napędzał jej bardzo nie będę. To już jest zrobione. W chwili obecnej już za późno, za dużo ludzi zna naszą bohaterkę, więc skomentuję to zjawisko społeczne, bo nie dotyczy ono tak naprawdę tylko Marty, ale bardzo wielu nastolatek i zresztą nie tylko nich. Z jedna małą różnicą...

Nie owijając wełnę w bawełnę, to Marta dla ludzi stała się symbolem młodego kurewstwa, było o niej z tegoż powodu bardzo głośno w całym kraju. No bo kolokwialnie mówiąc, dała d.... obcym raperom, chwaląc się tym wszem i wobec, natychmiast oznajmiając to z radością i dumą całemu światu. Swoją „sławę” Marta przepłaciła wyrzuceniem ze szkoły, a właściwie „szkoły nie zmieniłam, ale profil już tak – na zaoczny” jak sama oznajmiła. Wszakże w zamian za to, portal „Pudelek” wyczyn delikwentki wybrał jako "żenada roku" i z powodu tej ów nominacji… Przeprowadził z nową celebrytką pierwszy profesjonalny wywiad. Następny był Wuwuniu, teraz kilka tygodni temu i tym razem już ponad 40 minutowa rozmowa z nową "sławą" z Warszawy. Rozchwytywana Marta, uchyliła rąbka tajemnicy jak to dokładnie było w słynnym autokarze oraz czym się zajmuje na co dzień, jako "sławna gwiazda". Odpowiedź była do przewidzenia – melanżuje, śpi- i to jest jedyne hobby ;) 



(Link do wywiadu poniżej:)


Po obejrzeniu wywiadu nie stwierdzam niczego nowego: Sposób wypowiedzi głównej bohaterki to zwykły rynsztok i rzucające się na pierwszy rzut oka zdemoralizowanie, rozwydrzenie, totalne pustactwo, ćwierć inteligencja, impretynetyzm. Dno Dna i 100 metrów pod mułem…

Słynną Martę wielu ludzi określa wedle najgorszych epitetów, kręci gigantyczną bekę, kolokwialnie pluje w twarz, czy robi społeczną „ścierkę”, symbol kurewstwa itp. Jednocześnie często ci sami także pstrykają zdjęcia z Martusią, jak wielu młodych warszawiaków, przecież na Facebooku pochwalić się trzeba... ;). 


Jednego jednak słynnej delikwentce odmówić nie można, mianowicie – charakteru… Tak, dobrze czytacie charakteru. Dopuściła się niemoralnego społecznie czynu, chwaląc się nim, do tego mówiąc jasno i wprost dlaczego to zrobiła, ba - będąc z niego dumna. Wszyscy ci, którzy na facebooku rozsyłali jej „materiały” z beki z niej, robili tak naprawdę przyszłej "gwieździe" przysługę. Czynili dokładnie to, czego Marta oczekuje. Pragnęła rozgłosu, nie ważne jakiego ale rozgłosu w myśl przysłowia „nie ważne jak o Tobie Piszą ważne, że piszą”… Osiągnęła swój cel, jest gdzie nie gdzie znana, rozpoznawalna. Podobnie jak Frytka z Big Brothera parę lat temu, choć w jeszcze gorszym wydaniu.




Hipokryzja społeczna?

Przez lata obracając się w różnych gronach, często będąc na mieście, w różnego rodzaju klubach, widzę prawie identyczne "sztuki" jak nasza sławna celebrytka. Takie same materiały, dające ciała obcym mężczyznom, tak samo rozwydrzone, puste, prymitywne, alkoholiczki, nie rzadko tępę narkomanki (choć moim zdaniem nasza bohaterka wbrew pozorom tępa nie jest – dobrze wie co robi!). Napisałem prawie, bo różnica miedzy Martą a nimi tkwi jednak w szczególe - wielu takim samym dziewczynom jak Marta brak charakteru i odwagi, aby ogłosić publicznie albo nawet zdać sobie samemu sprawę kim tak naprawdę się jest. Boją się tego, czego Marta pragnie - czyli rozgłosu tzw: fejmu oraz krytyki. Po za tym nie różnią się jednak niczym i założę się, że gdyby zapewnione miały bezpieczeństwo opiniotwórcze, dawałyby ciała każdemu facetowi, który się im podoba. Zresztą, nie rzadko tak się właśnie dzieje. Choć nie mam na myśli tylko spraw łóżkowych, ale całościowo poziom demoralizacji, który w omawianej "słynnej" postaci widać na pierwszy rzut oka. Gdy kobieta zachowuje się w taki a nie inny sposób, prezentuje sobą określoną negatywną postawę, wtedy na łóżko nie trzeba długo czekać. Zawsze wszystko idzie w parze. Każdy w miarę inteligentny mężczyzna pozna tzw: "szlaufa" po zachowaniu. Za to "szlauf" nigdy się publicznie nie ujawni. Opowiem Wam o tym Drodzy Czytelnicy na przykładach z życia wziętych.

Kiedyś, "dawno dawno temu" przyjaźniłem się z pewną dziewczyną. Szczerze przyznaję, że miała dość duży urok osobisty i pozornie wydawało się, że spory potencjał. Kontakt jednakowoż się dawno urwał, ale to jak mi zryła banię, ślad pozostawiło;) Chwała mojemu umysłowi, że ostatecznie ślad pozytywny. Owa przyjaciółka, była osobą która za grosz nie posiadała swojego wyrobionego zdania na żaden temat, w psychologi nazywane jest to "osobowością lustrzaną". Zawsze dostosowywała się towarzystwa i otoczenia, przejmowała zdania grupy, nawet gdy dzień wcześniej ją krytykowała. Jednego dnia potrafiła być melanżowniczką, "imprezowiczka xD", natomiast już następnego, kiedy danego stylu życia miała dość, gdy ogarniał ją przesyt i znużenie, zmieniała się w kogoś zupełnie innego. Każda kobieta jest ze swojej natury zmienna, ale w tym wypadku podpaleniom emocjonalnym nie było końca. Powodowało to między nami częste spięcia, albowiem nigdy nie było wiadomo kim jest tym razem moja rozmówczyni i jakie ma nastawienie do tego co mówię. Z tego co twierdziła, przez większą cześć życia nie miała wolnego zajęcia i pasji, ale gdy w końcu znalazła jakieś pojedyncze hobby, zainteresowanie, momentami myślałem, że z radości „zamastrurbuje się” niemal na śmierć, tak była z tego powodu zadowolona, opowiadała różne rzeczy. Ogólnie to, cieszyłem się razem z nią, ale zdarzało się, że przesadzała, mówiąc o tym jakby złapała Pana Boga za nogi. No cóż, wynika z tego że nawet ona potrafi się czymś zainteresować, więc radości było co nie miara…

Po wielu naszych rozmowach (miałem fuchę jej osobistego mentora) często mówiła, że się zmieniła i nawet było w tym trochę prawdy. Niestety tylko wtedy, gdy wokół niej ubywało ludzi, bądź Ci którzy byli nią do reszty znudzili. Jednocześnie, jak nieco mniej inteligentnych adoratorów nie brakowało, morale jej wzrastały do absurdalnie śmiesznego poziomu i tak w nieskończoność. Rzekłbym, że to był margines moralno - intelektualny. Z biegiem czasu doszło do mnie, o różnych alkoholowych, seksualnych akcjach z kolegami, z tym zrobiła tamto, natomiast z tamtym co innego. (Temu ciągnęłam, a z tym się jebałam?! :D ) Gdy ta była pijana i była takowa okazja, to nie było chyba chłopaka, który by się z ową koleżanką, nie przelizał się i nie miał innej sexulanej"roboty".Wtedy, jako jej kolega, tłumaczyłem sobie to inaczej, ale teraz po czasie, uważam iż poziom intelektualny oraz moralno – charakterny tej postaci był zatrważająco niski. Trzeba także dodać, że gdy widziała nieodwzajemnioną, ogromną toksyczną słabość mężczyzny( który także w końcu wyznał uczucie do niej!), będąc 100% świadomą nie zerwała bliskiego kontaktu aby tamten się bardziej nie wkręcał, a kontakt i bliskie relacje dalej podtrzymywałą aby korzystać z jego towarzystwa i pieniędzy owego mężczyzny, bo przecież tak jest wygodnie i na rękę. Mężczyzna za to, "stawał na głowie" dla niej, oraz niejednokrotnie poziomem zdesperowania i wyczerpania psychicznego sięgnął już zenitu. No cóż ta kobieta to zwykły szlauf - sięgnęła poprostu dna. Nieuzasadnione wewnętrzne morale jednak, nie pozwoliły jej uświadomić kim naprawdę jest i jak się zachowuje. Zawsze lepiej oszukiwać siebie samą i otoczenie bądź iść na łatwiznę, są tez przecież ludzie, którzy zawsze powiedzą, że jest wszystko w porządku, a zły jest ten kto mówi to co jest nie wygodne ;). Takim sposobem koleżanka ukrywała wewnętrznie i zewnętrznie swą tożsamość, nie chcąc dopuścić do samej siebie niewygodnej prawdy o swojej postawie. Jak się czuła sama ze sobą to jest pytanie, które wiele osób sobie zadaje, tylko nie ona. Pytanie zasadnicze:  czym się ona różni od naszej celebrytki? Prawie niczym, oprócz tego, że maskuje kim naprawdę jest, a Marta powiedziała wprost o swoich wybrykach. Brakuje jedynie charakteru i auto świadomości prawdziwej tożsamości...

Innych przykładów jest mnóstwo. Daleko nie szukając, bo z tego samego podwórka. Znałem dziewczynę - wiek około 20 lat, która potrafiła wypić sama do komputera i rozmowy na facebooku 8 piw. Wcale nie z powodu jakieś załamki, czy doła. Tylko tak po prostu, bez większej okazji/przyczyny. W końcu całą młodość nic innego nie robiła, tylko piła na umór. Co drugie słowo jakie z jej ust pada to „kurwa” ogólnie wulgaryzmów od niej słychać w brud, a o poziomie intelektualnym świadczyć może fakt, jak bardzo zdziwiła się i nie mogła pojąć, że na uczelni mogę się uczyć o psychice dziecka. Przecież jej zdaniem dziecko nie ma psychiki … :D Cały wolny czas, wypełnia tylko "imprezka xD" czyli kluby, melanże i "sweet rozmówki" na portalach społecznościowych, z których nic konkretnego nie wynika, albowiem na większość tematów nie ma zdania, odpowiadając popularnym przez młodzież sloganem "mam wyjebane". Co gorsza, nie umie się domyślić, że rozmówca tak naprawdę kręci z niej gigantyczną bekę. (dokładnie, tak jak nasza celebrytka w rozmowie z Wuwu-niem). Warto dodać nie sprawia jej problemu, kogoś skrzywdzić słowami, przecież ona "się nie pier.... w tańcu".

Czym taka dziewczyna różni się od naszej celebrytki? Odpowiedzi mogą być tylko dwie – tym, że się nie ujawniła publicznie oraz tym, że Marta ma szanse zarobić na takiej postawie pieniądze, nawet już w chwili obecnej. Wystarczy wydarzenie klubowe, z oficjalną obecnością słynnej Marty, a dany lokal będzie wypełniony po brzegi. Marta, jako akcja promocyjna może dostać już teraz niezłą gażę od klubu. O skarpetkach, które wysyła zbokom za jedyne 200 zł nie wspominam. Generalnie porównując dwie dziewczyny widać, że różnice są minimalne i nie mówię tylko, o samych sprawach łóżkowych, za prześcieradło przecież nie robię. Zwracam uwagę na ogólny fakt - pewnego zdemoralizowania, rozwydrzonego pustactwa, tej płytkości. Takich wynalazków jest niestety całe mnóstwo. Co gorsza, najczęściej takie delikwentki mają o sobie bardzo wysokie mniemanie, nie wiedząc na skąd i na jakiej podstawie. Same sprawy łóżkowe to nieco inna bajka, bo wiele „szlaufów” nigdy nie ujawni publicznie swoich podbojów w tym temacie a i potrzeby, popęd suksualny również posiada każdy. Ale czym się różnią mentalnie, osobowościowo od omawianej wyżej słynnej Marty? Niczym! Po za brakiem charakteru - ujawnieniem się rzecz jasna.


Marta o sobie powiedziała w wywiadzie - „Tak, może jestem i tą szmatą” pokazała taką postawę w innych filmikach publicznie, bez ogródek i dlatego tak zszokowała Polskę, tym właśnie zasłynęła. Natomiast tysiące innych takich samych tzw: "szlaufów" nigdy tak o sobie nie powie, choć tak samo się zachowują. Będą udawały kogoś zupełnie innego. Wiele osób, mężczyzn to namacalnie widzi te zachowania, ale pomimo tego, nie każdy zdaje sobie sprawę, że właśnie takich "Mart" jest tysiące w każdym mieście! Mijamy je codziennie na ulicach, żyją normalnie w społeczeństwie, wielu z Was spotyka je na co dzień, ale mało kto reaguje w jakikolwiek sposób na ich zachowanie. Większość tylko pomyśli co ma pomyśleć, czy opowie z uśmiechem na twarzy do kumpla.

Inną parą kaloszy jest fakt, że często mężczyźni adorują takie wynalazki, mając nadzieję, że wylądują ze swoimi obiektami seksualnymi w łóżku, bo do niczego innego się chyba przecież nie nadają. Wielu facetów też jest typowo uległych dla takich. Dlaczego więc, ludzie nagle publicznie dziwią się, kręcą bekę, wyzywają akurat z Martę, podczas gdy na co dzień tolerują to chore zjawisko? Tylko dlatego, że Marta akurat się ujawniła kim jest, a inne tego nie zrobiły, choć są niemal, że takie same?

Świat jest chory, a ludzie do dekle!

To dokładnie nasze współczesne społeczeństwo, wysnute z wszelkich konstruktywnych wartości toleruje i zarazem "produkuje" takie postawy jak domniemanej rozpustnicy z Warszawy. Prawda jest taka, że bardziej niż rozpusty nasza delikwentka powinna być symbolem współczesnego społeczeństwa, a w szczególności jego najmłodszej części, generacji młodego pokolenia Polaków. I to właśnie oni, dadzą Marcie należną wypłatę, za reprezentowanie ich wszystkich...Pasowało by stwierdzenie "Jaka Marta znana celebrytka, taka młodzież tępa".

Ja jednak nieskromnie powiem, że na szczęście nigdy nie tolerowałem takich postaw i zawsze głośno mówiłem o tym, co dana kobieta (którą znam oczywiście) z Siebie robi, swoim określonym zachowaniem. To dlatego, w pewnych gronach kojarzono mnie za hejtera hehe, choć wcale mnie to nie ujmowało, bo przy takich postawach ciężko nim nie zostać, o ile samemu reprezentuję się coś więcej ;)  

Obrany plan? Celebrytka czy reżyserka?

Powiem Wam, że nie zdziwiłbym się, jak minie parę lat i Martusia się "nawróci". Oj głośno będzie o tym, jak wyda książkę, czy zostanie twarzą kampanii typu "Stop cyber przemocy" albo "stop sexualizacji w internecie" bo kto jak to, ale ona to ma w tym temacie ogromne doświadczenie. Nastąpi wielka i piękna odnowa moralno - intelektualna Marty... Świadectwo jakie wygłosi będzie wzruszające niemal do łez, piękne, dla jeszcze innych pewnie nieautentyczne, a dla mnie np. a przede wszystkim dla samej niej - emocjonalne i ... niesamowicie śmieszne. Bo zrobić tak społeczeństwo w balona, świadomie oszukać, omamić, wykorzystać tylko tym, że niby się dało d.... (niby - bo tak naprawdę są na to dowody co się działo w tym słynnym autokarze?) robić z siebie świadomie sz.... by za parę lat będąc już znaną zmienić się i odnieść poważny sukces jako już rozpoznawalna w kraju osoba? Pewności oczywiście nie mamy, ale jeśli tak właśnie się stanie, to zadajcie sobie pytanie - Kto tu kogo zrobił w bambuko? Martę - społeczeństwo, czy może odwrotnie?

Czas pokaże, ale moim zdaniem to Marta owinęła sobie ludzi wokół paluszka, którzy zrobili dokładnie to, czego Marta oczekuje. Zrobili z niej osobę rozpoznawalną, czarny pijar TAK, to jest to! Natomiast, ten czarny pijar, "fejm dojebany" jutro może się diametralnie o 180 stopni zmienić na pijar "biały". 

Przykład który przedstawię, to inna skala oczywiście hejtingu i krytyki, ale choćby... Marcin Najman - na czarnym pijarze, który mu stworzono zarobił kupę szmalu. Wszyscy oglądali, interesowali się jego walkami, płacili spore kwoty na bilety czekając aby dostał łomot w klatce, mieć okazję go powyzywać, pośmiać się z niego. To dokładnie ci sami dali mu zarobić ogromne pieniądze. Ten straszny Najman, dziś buja się obok Andrzeja Gołoty, a jego stary image powoli odchodzi w zapomnienie, jest organizatorem walk, promotorem, a nawet organizuje samemu sobie walkę o mistrzostwo Europy w Kickboxingu...


Wracając do naszej Marty, to mi osobiście trochę daje do myślenia fakt, iż Martusia dalej egzystuje tak jak do tej pory, poza tym rzecz jasna, że stała się rozpoznawalna w kraju. Matula jakoś nie wyrzuciła ją z domu, zresztą obeszło się bez wielkiej "lipy" w rodzinnym ognisku jak sama nasza bohaterka oznajmiła. Rzucił bym okiem również na przypadki, takie jak: skąd niby Martusia ma pieniądze na melanże, jak nie pracuje? Warto zwrócić uwagę, że w  wywiadzie dla Wuwunia momentami mówiła mocno nie jasno. Rozmiar "pyty" jaki pokazała, czy zmiana wersji wydarzeń, odpowiedzi typu "nie pamiętam, byłam najebana", a nawet tak bezpośrednio i na każdym kroku prowokacyjnie okazywana duma ze swojego występku. To wszystko, daje mi podstawę do stwierdzenia, że postać celebrytki Marty to pełna reżyserka i obrany plan na wypłynięcie i kasę. Tym samym na zrobienie sobie jaj ze społeczeństwa. Identycznie, jak postać Joli Rutowicz - która została wymyślona, wyreżyserowana w 100%! Czy w tym wypadku będzie tak samo? Przekonamy się wkrótce, ale wszystko to powoduje, że ten świat wydaje się być naprawdę chory, a ludzie przerażający...

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów.


poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Specyfika ruchu kibicowskiego w Polsce.

Prezentuje Wam droczy Czytelnicy moje dwa felietony dotyczące specyfiki polskiego ruchu kibicowskiego w Polsce napisane dla portalu Koroniarze.pl. Polecam do przeczytania przede wszystkim dla wszystkich kiboli! ;) 

Cześć 1: Ruch kibicowski okiem Pana Gie. 


______________________________________________________________________________

Cześć 2 - nieco bardziej kontrowersyjna, która opisuje wypaczenia związane z ruchem kibicowskim.




_________________________________________________________________________

Myśli Młodego Polaka - Pan Gie Blog 
myslimlodegopolaka.pl 



środa, 10 sierpnia 2016

Uchwyć przemijanie poprzez doświadczenie życiowe.

Witajcie. Jest Baja?

Zacznę dziś nietypowo, bo totalnie prywatnie i bardziej na luzie. Forma eksperymentu. :)

Wiecie Co moi Drodzy Czytelnicy… Właśnie dzieje się rzecz niebywała. Piszę ten felieton o 5.30 rano we wtorek! (choć jeszcze nie wiem, o której i kiedy będzie opublikowany…) O tej porze to jeszcze mi się nigdy nie zdarzyło pisać. W środku nocy owszem (kto mnie zna, ten wie, że jestem nocny marek) ale nigdy, przenigdy tak wcześnie rano. Ogólnie, to teraz miałem iść do Kościoła na 6. Niestety nie wyrobiłem się już. Pokój też sam się nie posprząta, ale i tak przed 8 tą będę musiał wyjść z domu, nie wyrobię się aby go ogarnąć. Więc Co tu robić, spał przecież nie będę… Otóż napiszę kolejny tekst, a moje przemyślenia jeśli się zdarzają o tej porze i są inne niż „kuźwa, któż to taki wymyślił wstawanie tak wcześnie rano, pospał bym sobie!”, jeśli o tej porze w moim umyśle są inne myśli niż ten frazes, zasłużyły na zapisanie ich w wordzie, albowiem nawet fizjologom się nie śniło żebym Ja - Pan Gie o tej porze dobrowolnie robił inną czynność niż spanie. Bez kitu, to wydarzenie bez precedensu, istnie niebywałe. Znajomi się pewnie zastanawiają jak ja wstałem o tej porze jak nie musiałem ale od razu sprostuję i powiem Wam znajomki, że jest grubiej –  nie wstałem jednak, bo po prostu w ogóle się nie kładłem… :D

Dzisiejszy ranny wpis będzie jednak krótszy niż ostatnie i ma pierwszeństwo bo na ten czas zaplanowany już był inny mój tekst, o celebrytce Marcie jako odpowiedź na list od czytelniczki. O czym więc będzie ten felieton? O wszystkim będzie, bo nie wiem jeszcze o czym tak naprawdę, nie zastanawiałem się nad tym, pisze to na spontanie. Yhm na kompie leci mi kawałek muzyczny „Moonlight Shadow”(mój ulubiony) który kojarzy mi się ze wspomnieniami, to może o właśnie wspomnieniach, przemijaniu, doświadczeniu życiowym napiszę? Niech ta będzie, to idę do kuchni po ranną herbatę (a w sumie to czaj:P) i do dzieła.
________________________________________________________________________________________________




Zacznę banalnie zdaniem, że przemijanie to nieodłączny element życia. Ba, powiem więcej - nasze życie też kiedyś przeminie. Nachodzić może nas refleksja po coś robić, starać się jak wszystko i tak przeminie i nic z tego nie zostanie? Suma Sumarów, to wszyscy skończymy w grobie…
Ten, kto czyta regularnie moje felietony, albo mnie zna osobiście wie o tym, że moja egzystencja nigdy do łatwych nie należała, ale też tym samym do nudnych również zaliczyć ją nie można. Dla odmiany są też ludzie i to niby wygrani, Ci z tym sukcesem - majętni, ustawieni, ale prawda jest taka, że często ich życie jest tak nudne, pozbawione wszelkiej większej emocji, że widowiskiem w ich egzystencji jest puszczenie bąka z tyłka. W moim życiu na szczęście nigdy tak nie było i nie będzie.

Myśląc o tym temacie, od razu przypomina mi się dyskusja z przed kilku lat z ówczesnym kumplem "Majkelem". Debatowaliśmy kiedyś ostro o tym co powinno być najważniejsze w życiu, co to jest spełnienie itp. Pamiętam, dyskusja była na tyle zażarta, że mały włos a doszło by do kłótni. Ale wracając do sedna - jego życie - "Majkela", do tamtej pory bynajmniej, było raczej spokojne i nie zawaham się użyć słowa, że wręcz trochę samotne, monotonne, domownicze bym rzekł, choć nie pozbawione problemów. W zamian "Majkelino" miał nieco więcej stabilizacji, bo wcześniej ogarnął pewnie rzeczy ode mnie. Moja ziemska pielgrzymka zaś, jak wspominałem już układała się odwrotnie. Kwestią sporną w naszej dyskusji było to, co z tego mam obecnie - z tych moich bogatych doświadczeń życiowych. Przełożyło to się mi na pieniądze bądź jakieś inne materialne profity? W tym miejscu pozwólcie, że zacytuję mniej więcej słowa Majkela:

„Grzesiu mówisz, że dużo przeżyłeś, dużo widziałeś, że nie nudziłeś się nigdy ale co masz z tego? Wszystko przeminęło i stoisz w tym samym miejscu co np. 7 lat temu- nie kupiłeś samochodu, nie zainwestowałeś w nic konkretnego, nawet na studia nie poszedłeś, czy stworzyłeś związek małżeński? Miałeś ku temu okazje, mogłeś zrobić wiele, a nie zrobiłeś nic"

DOŚWIADCZENIE ŻYCIOWE POZWALA WYPOWIADAĆ SIĘ Z POZYCJI EKSPERTA.

Z jednej strony miał rację, bo wtedy rzeczywiście nie zrealizowałem wtedy jeszcze wielu kwestii, ale tak sobie myślę czy o to naprawdę w życiu chodzi? By jak najszybciej kupić samochód, wziąć ślub, spłodzić dzieci? Daje to pewną stabilizację, zgadza się ale moim zdaniem nie oto chodzi, ażeby się spieszyć za wszelką cenę, by coś zrobić tym szybciej, zdarzyć w porę, bo kolega to posiada już żonę i dzieci, to i ja muszę, presja społeczna się oto upomina. Czujesz się przez to, aż tak mocno nie dowartościowany, iż musisz pokazywać, ileż niby osiągnąłeś materialnie? Każdy ma swoją osobną drogę życia i tak oto: jeden spotyka swoją miłość w wieku 20 lat, a jego życie układa w „książkowy” sposób, u innych natomiast dzieje się o wiele później i jest bardziej zagmatwane. Nie zawsze mamy na to wpływ, nie wspominając o naszych wyborach, bo nie każdy rozumie to samo, pod wyrazem "spełnienie".


Gdybym miał szukać sensu we swoich wszystkich nieudanych związkach powiedział bym, że nabieram bezcennego doświadczenia. Przecież przez nieudane związki, poznaje Siebie, staje się mądrzejszy by rozpoznać prawdziwą kobietę mojego życia, by wiedzieć jak odpowiednio postępować w związku, bądź czego naprawdę potrzebuję od swojej wybranki. Ośmielę się powiedzieć, że gdyby nie poprzednie nieudane, zakończone relacje z kobietami, nie rozeznał bym tej właściwej kobiety mojego życia, tak mi się wydaje.
Analogicznie jest z naszym życiem. Każde przeżycie, doświadczenie czegoś Cie uczy drogi Czytelniku, doprowadza do jakiegoś celu. Tak owszem, ta nauka może Ci nie wchodzić do głowy, ale to już twój świadomy wybór, że po którymś razie, po kolejnym niepowodzeniu z rzędu nie wyciągasz odpowiednich wniosków.

Przyznam szczerze, że jako człowiek przeżyłem bardzo wiele w życiu, a wszystkie te doświadczenia powodują, że potrafię zrozumieć, kochać i szanować drugiego człowieka. I wydaje mi się, że nie jestem człowiekiem płytkim. Bo nieskromnie powiem choć nie chce aby brzmiało narcystycznie, ale pewnie mało kto, dotknął tyle klimatów, poznał tylu ludzi z rożnych kultur, co moja osoba. Dlatego także, tematyka tego bloga jest tak różnorodna. Wszystko to bardzo to cenię i dziękuje Bogu, jako, że dzięki temu czuję, że moje życie ma dużą wartość. Mimo, że nie zawsze było kolorowo, to nie jest ono marazmem, nie przechodzi obok mnie, a ja sam nie jestem jakimś prostakiem. Będę miał o czym opowiadać swoim kochanym dzieciom.

Oj Działo się u mnie…

Szmat czasu formowałem się w Ruchu światło życie, przeżyłem wiele rekolekcji wakacyjnych z „oazą” różnego stopnia formacyjnego, jestem także lektorem służby liturgicznej, jednocześnie przez wiele lat bardzo aktywnie uczestniczyłem w kulturze ruchu kibicowskiego, np. będąc członkiem Stowarzyszenia ZK i nie tylko. Po drodze doszedł ONR który w moim mieście stawiałem na nogi i poznanie „skinerki” od środka. Od bardzo dawna brałem i do tej pory biorę udział w multum imprezach różnego typu, a także pospolitych melanżach, byłem członkiem różnych grup rówieśniczych które dziś już padły oraz takich które trwają do dnia dzisiejszego, sięgając pamięcią przez moją egzystencję naprawdę przewinęło się mnóstwo paczek i grup. Poznałem od groma przyjaciół z różnych kultur (niektórzy odeszli rzecz jasna), a nawet miałem sporo kobiet- już kilka razy stanu zakochania skosztowałem i się dzięki temu nacierpiałem. Zadawałem sobie tylko pytane -Ileż razy kobiety mogą łamać mi serca, dopóki nie poznam tej jedynej?
Również wszelki sport nie jest mi obcy, albowiem trenowałem – na początku był to tenis stołowy, potem piłka nożna, sporty walki oraz siłownia. Z dziedziny edukacji to: Studiuję obecnie na 3 roku, więc poznałem smak studiów w wydaniu stacjonarnym, jak i ciężkiej pracy w wydaniu robotniczo – produkcyjnym (przed studiami wiele lat pracowałem w poligrafii jako drukarz). Dodam, że inny smak zatrudnienia niż produkcyjny także znam albowiem od dziecka zarabiałem na swoje kieszonkowe.

Obecnie np. działam społecznie i politycznie w partii politycznej, jestem regionalistą ziemi Świętokrzyskiej, byłem organizatorem kilku akcji społecznych, zajmuje się publicystyką różnego rodzaju, prowadzę Karaoke w klubach kieleckich, a swoją duchowość formuję w duszpasterstwie akademickim. Doświadczałem momentów w życiu, że byłem bardzo szczęśliwy, a multum ludzi wręcz zabiegało o moje towarzystwo, kolokwialnie mówiąc to włazili mi w tyłek, ale nie brakowało także momentów i takich, że czułem się nieco bardziej samotny i załamany. Nie jednokrotnie myślałem o najgorszym. Uwierzcie mi, że patologie różnego rodzaju, "złe towarzystwo" – nie są mi obce. Długo mógłbym pisać, nie oto chodzi abym napisał Wam moje ziemskie CV życiowe. Ale bądź co bądź – chyba mam coś z tzw - „człowieka orkiestry”. Przez to bez problemu potrafię dogadać się z ludźmi ulicy, z tej ciemniejszej strony jak i ludźmi nauki, politykami, duchownymi. Korzystam i poznaję życie ;) 

Ktoś powie tak jak kolega Majkel, co z tego wszystkiego co przeżyłem dochowało się obecnie? Impreza była, alkohol się lał i co wynikło, zostało z tego? No niby nic, przeminęło z wiatrem, bądź jak śpiewa Maryla Rodowicz - "Ale to już było i nie wróci więcej". Tak samo mogę powiedzieć o ludziach którzy byli, a już ich nie ma i nie będzie nigdy w moim życiu, z rekolekcjami oazowymi, meczami, no kurdę o wszystkim tak można powiedzieć. Materialnie sądząc - to da mi to wszystko chleb? Niby nie, ale też nie do końca. Mówi się, że nie powinno się zbytnio patrzeć wstecz, ale to przecież poprzez przeszłość budujemy przyszłość.


Nie odkryję Ameryki jak napiszę, ze liczyć się dla nas powinno tylko to, co jest prawdziwe i autentyczne. To, co wydostaje prosto się z serca, wnętrza człowieka. Prawdziwe znaczy, co jest szczere i ma wartościowe korzenie, rozwija nas jako ludzi. Tak jak np. jedność z Bogiem, która jest największą mocą jaką człowiek może dostać. I to za darmochę! I to jest prawdziwe spełnienie moim zdaniem Moi Drodzy. Odpowiedź Sobie sam na pytanie Czytelniku: Da się z Tobą na wiele tematów porozmawiać? Umiesz doceniać i dziękować, rozeznać co jest dobrem a co złem, posiadasz u ludzi szacunek i ostatnie ale nie najmniej ważne - miłość. Umiesz kochać i Ciebie kochają za to jaki jesteś? I na końcu - Da się to kupić, te wszystkie odpowiedzi aby były pozytywne? Tak, owszem - pieniądze też są ważne, trzeba je mieć by żyć - ale czy doświadczenie życiowe przeszkadza w ich zarabianiu, w zaradności? Przeciwnie! Przecież to dzięki doświadczeniu coraz bardziej poznajemy swoje mocne strony, poznajemy samego Siebie.

Wyznam, że osobiście, dziś już faktycznie mam w dupie np. spotkania, imprezy i ludzi które nic nie wnoszą do mojego życia. „Integracje” z osobnikami z którymi np. dziś piję alkohol, wydaje sporo pieniędzy na niego, a jutro nie poznają mnie na ulicy, a ja nie poznaję ich. Znam też klimat z pustą, suchą gadką tylko o pierdołach, albo śmiechu z byle czego, bo konkretnego tematu z takim osobnikami poruszyć się nie da. Picie dla samego picia, bez klimatu, albo ogólnie bez poziomu – wśród młodzieży zdarza się coraz częściej, narzuca się tutaj popularny slogan ”mam wyjebane”. Nigdy mnie to nie rajcowało, takie picie dla samego picia."Imprezy alkoholowe", które tak naprawdę są stałym powielaniem tego samego co było już wcześniej - te same puste slogany, te same płytkie pijackie rozmowy, głupie emocjonalne zwierzenia które nie mają żadnego odbicia w rzeczywistości, spotkania bez żadnej wartości. Przez coś takiego nie tylko stoimy w miejscu ale tak się naprawdę cofamy. Coś takiego charakteryzuje pustaków, a nie mnie. Alkohol powinien być tylko dodatkiem do spotkania z ludźmi, a nigdy nie odwrotnie! Taki klimat, rzeczywiście nie jest mi i chyba każdemu nie jest potrzebny, jest stratą jakże cennego czasu i pieniędzy. Bo w jaki sposób to zmieni moje życie, co do niego wniesie oprócz % spirytusu? Odpowiedź może być tylko jedna. Łatwo tak "przebimbać" swoje życie, a obudzimy się bez odpowiedniej partnerki/partnera, bez przyjaciół na normalnym poziomie, bez mądrości, pozbawieni inteligencji bo przecież jej nie rozwijaliśmy - z ręką w nocniku.

Zadajcie Sobie pytanie czy miło wam będzie będzie spoglądać jak rówieśnicy już dawno się ogarnęli i wzięli życie w swoje ręce, a Wy dalej tkwicie w tym samym miejscu w którym oni byli parę ładnych lat temu?

Ale właśnie po to Drodzy Czytelnicy, by poznać czy coś jest autentyczne, wartościowe, perspektywiczne a nie przelotne, puste, płytkie jak deska – do tego potrzebujemy doświadczenia i mądrości życiowej którą za żadne pieniądze się nie kupi. Zadaję sobie pytanie – czy przeżył bym zdrowo żyjąc kompletnie sam? Zdecydowanie nie, nie przeżył bym, za to zwariował to już zdecydowanie tak, potrzeba bliskości jest naturalnym pragnieniem człowieka. Nie wytrzymał bym psychicznie, albowiem jaki piękny jest taki szczery, pozytywny kontakt z drugim człowiekiem. Dla tego warto żyć! Jeszcze inny przykład: z takim Karolem np. parę lat temu poznałem się na imprezie przy alkoholu - a dziś nieprzerwanie od 4 lat, jest moim jednym z największych przyjaciół który wielokrotnie pomógł mi w chwilach opresji, a ja pomogłem jemu, ogarniamy się wzajemnie. Dzięki tej znajomości poznałem kolejnych friendsów, którzy utrzymują mnie przy egzystencji, gdy mi jest ciężko. To właśnie dla nich żyję i staram walczyć kiedy jest mi źle i nie mam siły. Inny przykład jest z kolegą z którym nie utrzymuje stałego kontaktu, ale gdy się przypadkowo spotkamy zawsze pogadamy, a w chwili potrzeby i pomożemy sobie wzajemnie.

Warto też dodać, jak zapoznaję ludzi, tworzę z nimi nowe teamy – niektóre trwają całe życie i dzięki temu wiele osób zmienia swoje życie, idzie w takim w nie innym kierunku, znajduje pracę, pasję, dziewczynę czy drogę życia. Zdarza się tak dość często w moim życiu, iż wpływ mojej osoby na innych, jest tak duży.

Kiedyś zapoznałem pewna parę, dziś kochając się wzajemnie, mają już swoje dziecko - czuje w jakimś stopniu, że to moja osoba spowodowała istnieje tego małego człowieka. Gdybym nie poznał tych dwojga ludzi, to ich córka zapewne by nie istniała. Jakże cennym darem jest życie, jestem z tego dumny i chyba mam z czego - w końcu ktoś w jakiś sposób zawdzięcza mi życie! Przez to, że moja ziemska tułaczka jest tak bogata w doświadczenia, to nie żyje jak bezduszna roślina, bądź jak zwykły prymityw chcący się tylko nachapać, tylko coś jednak wnoszę i zostawiam dla świata i ludzi. Tak - uważam, że jestem potrzebny światu i beze mnie byłby on inny. Każdy z Was powinien mieć takie podejście do życia, albowiem jesteście wyjątkowymi i niepowtarzalnymi istotami moi Czytelnicy. Wykorzystajcie to mądrze!

Ośmielę się powiedzieć, że sądzę że dla wielu ludzi poznanie mojej osoby było pewnym przełomem w życiu. Zmieniam, pomagam ludziom, zmieniam świat, nie jestem benkartem konsumpcyjnego społeczeństwa. Ludzie którzy mnie znają darzą mnie szacunkiem, a pustacy i idioci mają za np. hejtera. To jest dobry znak, bo nie każdy może zostać moim kumplem. Tak, tylko ścisła selekcja!

I to mi da zwycięstwo i ponad czasowość, albowiem pamięć o mnie po mojej śmierci - mam nadzieję, że będzie długa i pozytywna. Ale myślę, że teraz dopiero warto zadać sobie pytanie i na nie odpowiedzieć - co tak naprawdę przemija w życiu, a co jest ponad czasowe i bezcenne? Doświadczenie, pomoc człowiekowi, wartości które ma się w sercu, jedność z Bogiem, poziom jaki prezentujecie swoją osobowością czy to, co zdobędziecie materialnie i na pokaz? Zabierzecie te wszystkie bogactwa, dyplomy, ze Sobą po śmierci?  

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów.