wtorek, 5 kwietnia 2016

Toksyczne relacje, "niezdrowe" przyjaźnie.

Dzisiejszy artykuł zacznę od pochwalenia się, mianowicie nie dawno dostałem zaproszenie do koleżanki na wesele. Znam się z z nią od początków szkoły średniej, czyli przeszło 10 lat! Bawić się na jej weselu, będąc z nią w tym szczególnym dla niej dniu, świętowanie zawarcia związku małżeńskiego, to piękne ukoronowanie naszej długiej znajomości. Wyznam Wam, i choć może to zabrzmi nieco narcystycznie, nieskromnie, ale naprawdę od dawna nawet przez chwilę nie miałem prawa narzekać na samotność, innymi słowy wokół mnie od wielu lat przewinęło się (niektórzy zostali do dziś) mnóstwo ludzi, kolegów i koleżanek, a nawet kilka, czy raczej kilkanaście jednostek, do których nie zawahałbym się użyć słowa „przyjaciele”. Czas sobie płynął, a życie weryfikowało te wszystkie znajomości i tak oczywiście wiele z nich się wykruszyło, choć np. cztery czy trzy lata temu żadnej ze stron nie przyszło by to do głowy „Jak to? Nasza relacja się skończy, zmieni bądź osłabi”? Nie da rady, Nigdy, po moim trupie!” … Życie jednak pokazało inaczej, część ludzi odeszło, bądź ja sam brutalnie wyrzuciłem ich ze swojego życia, ale akurat tak się składało, że zaraz na ich miejsce wskakiwali nowi ludzie, którzy zasługiwali na danie im szansy, aby po części mogli wejść do mojego życia, czyli stali się bliskimi mi osobami. 

Wiadomą rzeczą jest, że każda relacja ludzka posiada swój specyficzny klimat; często osobny klimat, indywidulanie nadany przez dwie strony relacji. Początek relacji przede wszystkim jest kluczowy dla danej więzi miedzy ludzkiej tudzież dla odbioru, obrazu w głowie naszej osoby przez drugiego człowieka oraz dla samego charakteru, albo inaczej zwiąc „klimatu” danej relacji, tak bardzo indywidualnego. O tym, że nie można sobie dać wejść na głowę, na za dużo pozwalać, czy zgadzać się na wykorzystywanie swojej osoby i tym samym nadać taki jednostronny charakter relacji, także pisałem już na mojej stronie (patrz http://myslimlodegopolaka-pangie.blogspot.com/2015/08/krotkoegoizmieiprzyjazni.html). Nie każdy kontakt z drugim człowiekiem musi być jednak pozytywny, nie każda relacja musi mieć na nas pozytywny wpływ, na naszą osobowość. Często zastępuje to uzależnienie od drugiej osoby, albo wręcz czysty hedonizm, zaspokojenie swojej samotności kim się da, czyli tym kto jest pod ręką, czy leczenie na drugim człowieku swoich osobistych kompleksów i słabości. Mimo to toksyczny, ,choć wydawało by się, że zażyły kontakt z wieloma osobami podtrzymujemy, a całą frustrację przebywania z nimi wyładowujemy, czy to na innych osobnikach, czy przerodzi się to w nasze własne kompleksy, czy cały ukryty upust emocji wylejemy za plecami do innych osób obgadując „przyjaciela”...? Chciało by się rzecz słowa jednego z kultowych kawałków zespołu HH Hemp Gru:„Ja i moje ziomki nikt gorszy nikt lepszy”. No właśnie? Ale czy wszyscy tak podchodzą do ludzi? Mamy tutaj do czynienia z równością, oczywiście tą równością pozytywnym tego słowa znaczeniu. 

Wydaje mi się, naturalnie jest to odczucie subiektywne, że ja już nauczyłem się patrzeć profilaktycznie, czyli zapobiegawczo na wiele znajomości i tę toksyczną, choć może nawet i bardzo bliską wyłapywać w porę i albo naprawiać ją albo nie pozwolić, aby rozwinęła swe niszczycielskie skrzydła, które za jakiś czas strącą, zniszczą wiele ważnych dla mnie kwestii, zaburzą mój spokój, a znajomość prędzej czy później i tak ulegnie zakończeniu. Swoją drogą jestem zdania, że jeśli dwóm stronom zależy na znajomości, to zreperować, uzdrowić relację da się zawsze, choć wiem również, że w dzisiejszym świecie modne jest „wyrzucanie na śmietnik” wszystkiego co uszkodzone i pozyskiwanie, bądź nawet "kupienie" w zamian czegoś nowego, jak to śpiewa Katarzyna Klich „zamienię Cię na lepszy model”. Ja jednak, tradycjonalista z krwi i kości jak najbardziej korzystam, że wszelkiego rodzaju „warsztatów” szczególnie, jeśli chodzi o relacje ludzkie, bo każda bliska relacja z drugim człowiekiem ma dla mnie bardzo dużą wartość, wymiar indywidualny i niezamienny na żaden inną. Cóż, taki już jestem i się nie zmienię w tym aspekcie.

Przez wszystkie lata mojego życia Drodzy Czytelnicy, spotkałem się z wieloma „typami” znajomości, relacji: od tej megalomańskiej, narcystycznej po tę prawdziwą, bliską, zażyłą i trwającą wiele, wiele lat, choć także niepozbawioną konfliktów, czy „dni ciszy”. Tego uniknąć raczej nie jesteśmy w stanie. Zadajemy sobie, więc pytanie Drodzy Czytelnicy jak rozpoznać relację tę toksyczną, "niezdrową", aby w porę ją uzdrowić, a jak rozpoznać tę prawdziwą, mającą znamiona wielkiej przyjaźni trwającej przez wiele lat, a może całe życie? Odpowiedzi jednoznacznej wam nie udzielę, bo jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie po prostu nie ma, aczkolwiek pewne rady, bądź przypadki z mego życia i nie tylko z mojego życia ukazać wam mogę.
W Tym momencie warto wspomnieć o pewnej… Zbrodni…Tak, dobrze czytacie, piszę o zbrodni w Rakowiskach, gdzie młodzi ludzie (chłopak i dziewczyna) w wieku 18, 19 lat brutalnie zamordowali rodziców jednego z nich, bo ci byli przeciwni ich znajomości i określali ją jako toksyczną. To jest właśnie krwawy, brutalny i bardzo dosadny przykład znajomości zażyłej, bardzo bliskiej, ale również tak bardzo toksycznej, na tyle, że ci młodzi ludzie dopuścili się tak brutalnego mordu! W sądzie świadkowie byli zgodni, że 18 chłopak – Marcin, syn zamordowanych przez siebie rodziców był pod silnym wpływem Zuzanny, zostawił dla niej swoja dziewczynę, którą podobno bardzo kochał, i tak oto w relacji z procesu tygodnika” Fakt” możemy przeczytać: 

„Z wypowiedzi świadków wyłania się obraz zwykłego, pogodnego licealisty, mogącego sobie pozwolić na wiele dzięki majętnym rodzicom i mającego plany na przyszłość. Mówią także o antypatycznej uczennicy, od której jej przyjaciel (świadkowie zgodnie zaprzeczają, że byli parą) przejął najgorsze cechy. Przed feriami zimowymi w 2014 roku, które prawdopodobnie były momentem przełomowym w tej relacji, miał do niej taki stosunek, jak większość znajomych – mocno negatywny." 

"Mama Kamila płakała. Mówiła, że zmienia się pod wpływem Zuzanny" "Był grzecznym chłopcem. Miłym i kulturalnym – wspominał Kamila N. jeden ze świadków w procesie, jego wychowawca ze szkoły średniej. – Pod wpływem Zuzanny zaczął się zmieniać. Spędzali razem bardzo dużo czasu. To jednak nie było zakochanie. On zawsze chodził dwa kroki za nią." 

Natomiast sędzia na podstawie opinii biegłego psychiatry określił ich znajomość: „Akceptacji tej nie otrzymali w rodzinie, w otoczeniu, środowisku rówieśników, natomiast dawali ją sobie nawzajem. Dlatego tak bardzo byli sobie potrzebni, ale nie z powodów uczuciowych, tylko z pobudek czysto egoistycznych” – powiedział sędzia Śmiech"

Ta przerażająca zbrodnia oraz to co ci młodzi ludzie zrobili ze swoim życiem, dosadnie, krwawo obrazują wpływ toksycznej, choć bliskiej relacji na drugiego człowieka. Bo jak inaczej wytłumaczyć tak nagłą zmianę zachowania młodego człowieka oraz finalizację chorej znajomości - brutalne morderstwo swoich własnych rodziców? Teraz 18 letni Kamil.N pozbawiając się rodziców i nie mając prawie nikogo, większość życia spędzi w więzieniu, a jego ambitne plany, perspektywy na przyszłość runęły w gruzach niczym domek z kart. Musi ponieść karę za swoje czyny, choć prawdopodobnie minęło kilka dni zanim ocknął się i uświadomił sobie co uczynił, także ze swoim własnym życiem… Pewnie pluje sobie teraz w twarz, że zaprzyjaźnił się z Zuzanną. M, drugą ze sprawców, pomysłodawczynią brutalnego mordu…

Posłużę się również przykładami, z którymi na co dzień na pewno wielu z Was się spotyka. Bez wątpienia wielu z Was miało kolegę/koleżankę, która zerwała, urwała z Wami kontakt, gdy znalazła drugą połówkę? Zastanówcie się chwilkę, poszukajcie w otchłaniach waszej pamięci takiej sytuacji. Wtedy, gdy wasz „przyjaciel” znalazł drugą połówkę, bądź uległ silnemu uczuciu jakim jest zakochanie to dana osoba już Was nie potrzebowała, i śmiem powiedzieć, że wasza relacja, także miała pobudki czysto egoistyczne, przynajmniej z jednej strony relacji, która właśnie uległa zakończeniu, bądź znacznemu osłabieniu, uniemożliwiającemu normlaną relację z przed zawarcia związku/poznania obiektu zakochania. To wszystko o czym piszę, wcale nie jest takie zawiłe jak Wam się może wydać. Wystarczy popatrzeć na piramidę potrzeb Maslowa. Ukazuje ona jasno, że zaspokojenie potrzeby bliskości, jest naturalną potrzebą psychologiczną człowieka, więc zdajcie sobie sprawę, że dana osoba, która jest blisko Was, przyjaźni się, lecz nie musi robić tego ze szczerych intencji i prawdziwej sympatii, a może spotykać się z Wami wyłącznie dla samej siebie tak naprawdę, z pobudek czysto egoistycznych, albowiem „do kogoś otworzyć buzię trzeba”. Tudzież gdy znajdzie się w jej oczach coś atrakcyjniejszego od Was, odejdzie bez zapowiedzi, bądź zawsze znajdzie sobie pretekst by odejść. Mniej już istotne jaki. Jeśli boleśnie przeżywaliście rozstanie z takim „przyjacielem”, nie przejmujcie się tym, jest to zjawisko dość częste w obecnym chorym świecie. Zaryzykuję stwierdzenie, że taka relacja od zawsze była egoistyczna i tym samym toksyczna, nigdy tak naprawdę nie miała szansy toczyć się naturalnym biegiem, ze szczęśliwym zakończeniem. Nie żałujcie nigdy takiej relacji, bo prawda jest taka, że nigdy nie była tego warta.
Kompleksy ludzkie, chęć czy ta chora, nieuzasadniona potrzeba rywalizacji, tak samo niszczą wiele fajnie zapowiadających się relacji, wyniszczają również naszą psychikę. Według mnie najgorsze to jest jak „buc” zdobywa wpływy i rywalizuje z drugą osobą, tak naprawdę czując się wewnętrznie gorszy, niedowartościowany. W tym aspekcie nasuwa mi się na myśl, relacja moich swego czasu dość bliskich koleżanek, dla zobrazowania sytuacji nazwę je X i Y, które mieszkając ze sobą same na pierwszym roku studiów przyjaźniły się ze sobą bardzo mocno, wydawało by się, że szczerze i autentycznie. Obraz ten gołym okiem uległ zmianie, gdy do ich mieszkania wprowadziła się nowa dziewczyna. Rywalizacja o względy, sympatię nowo zamieszkałej, atrakcyjnej w ich oczach lokatorki, sięgała bardzo wysokiego poziomu, na pewno potęgował ją także lęk przed odrzuceniem przez nową lokatorkę. Jedna z koleżanek - X ukazywała ją w natrętności do nowej koleżanki, chęci za wszelką cenę zdobycia jej względów, sympatii i poważania oraz agresji do drugiej rywalizującej koleżanki, natomiast druga osobniczka - Y postępowała „zachowawczo” tzn.: miło, spokojnie ( jest to osoba ze swojej natury bardzo cicha i skromna, tak dobrze myślicie – cicha woda brzegi rwie!), dając wyszaleć się agresją drugiej, a godząc się na każdą propozycję, zachciankę nowej lokatorki i tym „zdobywając względy”, swoją pozorną skromnością. Ową diagnozę potwierdziło jeszcze kilka osób, świadków tej relacji, w tym 2 bohaterki opowieści - nowa lokatorka, oraz jedna ze stron „konfliktu”, która zrozumiała błąd, że dała się wciągnąć w ten cały syf i kompleksy, a przynajmniej tak twierdzi, że zrozumiała. Jak to bywa z biegiem czasu, obiekt ich rywalizacji zmienił miejsce zamieszkania, ale niestety nie rywalizowanie dwóch „przyjaciółek”, ono trwało dalej, przynajmniej u jednej ze stron. I tak jak X zdobyła chłopaka, koleżanka Y także za chwilę musiała być w związku, ale jak sama powiedziała „ nie z żadnego wzniosłego uczucia”. Po latach wyszło na jaw, że z potrzeby dorównania X. Zresztą daleko nie sięgając, jak związek X uległ rozpadowi, Y automatycznie również zerwała w dość kontrowersyjny i bolesny sposób ze swoim zaangażowanym facetem, który niestety padł ofiarą jej kompleksów… Mało? Jedziemy dalej. Gdy X pozyskała samochód, zresztą w stosunkowo przypadkowych okolicznościach, Y natychmiast musiała załatwić sobie również auto by nie czuć się gorszą, choć miała możliwość na to w poprzednich latach, ale wtedy dziwnym trafem nie potrzebowała, mając takie same potrzeby jak teraz. Gdy X założyła konto na portalu Snap Czat, Y gdy się tylko się dowiedziała, najpierw krytykowała, wyśmiewając , pomimo tego już za parę godzin również założyła tam konto, przecież jak X ma, Y nie może być gorsza…:-) O takich sytuacjach w ich relacji, mógłbym opowiadać w nieskończoność, wszystko to przypomina kabaret, tym bardziej, że Y pozornie jest bardzo cichą, skromną, zamknięta w sobie dziewczyną. Na potwierdzenie dodam także, że toksyczność koleżanki Y, widać gołym okiem nie tylko w tej relacji, a wielu innych sytuacjach, daleko nie muszę szukać np. od jakiegoś czasu jest w związku z mężczyzną, w tym samym czasie zapomniała o większości znajomych, z którymi do tej pory mówiła przynajmniej, że ma ochotę chętnie się spotykać, i nie daj Boże, gdy koleżanka X przyjaźniłaby się sama z pewną grupą osób, a Y nie! Emotikon grin Wszystko to powodowało, powoduje do dnia dzisiejszego dość sporą patologię i toksykę w ich relacji. Zwariować w takich warunkach nie jest trudno, a już o różnorakie zaburzenia psychiczne, jest bardzo łatwo. Odpowiedzcie sobie Drodzy Czytelnicy, czy nazwalibyście taką wieź prawdziwą przyjaźnią, zdrową relacją? W teorii owe lokatorki tak o sobie by powiedziały, chociaż niejednokrotnie wzajemnie się wyniszczały swoją chorą rywalizacją, a ja osobiście uważam, że w głębi swoich serc myślą co innego o swojej relacji, mieszkają ze sobą także dla celów czysto „egoistycznych”.


Szanowni Czytelnicy, innych przykładów na toksykę relacji czy przyjaźni jest ogrom. W żadnym wypadku nie tolerujcie, więc nigdy toksyki w waszych relacjach miedzy ludzkich bo ta zawsze zacznie Was wyniszczać, pustoszyć wasz bezcenny spokój i psychikę, a relacja taka tak czy siak ulegnie rozpadowi. Miejcie oczy szeroko otwarte i umiejcie rozpoznać relację niezdrową, nieprawdziwą, czy egoistyczną. Nie pozwalajcie sobie na np. megalomanię, wiatractwo (bardzo częsta zmiana zdania, zachowania czy stylu w zależności od sytuacji, warunków i otoczenia) manipulację, narzucanie Wam zdania na dany temat, czy zbytniego egocentryzmu waszego towarzysza. Stale mówcie, zapewniajcie czego oczekujecie od danego człowieka, z którym się blisko trzymacie, nie bójcie się mówić tego, co nam się nie podoba w danej relacji, zachowaniu bliskiej dla nas osoby. Jeśli zależy jej na za naszym towarzystwie, na pewno doceni taką szczerą i prawdziwą postawę, a wasze obawy weźmie do głęboko do serca i będzie się starał/starała chociaż zmieniać swoje zachowania względem Was. To właśnie poczucie bezpieczeństwa względem drugiej osoby, tworzy zaufanie, które w relacjach miedzy ludzkich jest dla większości osób, w tym dla mnie jest po prostu bezcenne, jest gwarancją zdrowej relacji. To ono pozwala nam się otwierać przed bliskimi osobami, spotykać regularnie, dzielić z nimi swoje życie. I zadaje kolejne pytanie: na cóż znajomość, która wiem, że się źle skończy, albo w której druga osoba mnie tak denerwuje, że nie mogę wytrzymać? Znajomość, w której za grosz nie ma stabilności albo nawet taka, którą od dawna nie traktuje do końca poważnie? Dziś powiem "przyjacielowi" swoje sekrety, a jutro, gdy się chwilowo pokłócimy np. ten wszystko świadomie wygada innym osobom, którzy to jeszcze bezpośrednio wygadają to kolejnym osobnikom i "fama" się rozchodzi, oczywiście ubogacona o elementy, które zmyślili po drodze ludzie, w celu ubarwienia. Takich nazywamy konfidentami, tacy nie maja żadnych zasad. 

Zastanówcie się Czytelnicy, czy macie takich przyjaciół, których podejrzewacie, że w chwili konfliktu, mogli by Was z zemsty np. "sprzedać" umyślnie do drugich, aby Wam zaszkodzić, z waszych sekretów, które im powierzyliście, albo buntować innych waszych przyjaciół przeciw Wam? A Może pozwolicie, aby przyprawili Wam rogi? Znam sytuację, gdy „przyjaciel” w chwili nawet najmniejszego konfliktu, bądź po prostu zwyczajnej zawiści buntuje, mami nam znajomych, z którymi go zapoznaliśmy, zeswataliśmy w imię przyjaźni, i to z nimi odchodzi z naszego życia, zabierając nam dawnych przyjaciół. To jest musi być dopiero bolesne, nie pomoże w pełni świadomość, że „buntownik” honoru i jakichkolwiek zasad jest pozbawiony, że jest zwykłą K bez honoru… Jeśli mieliście jedną z takich sytuacji, które opisałem bądź podejrzewacie, że osoba dziś bliska w chwili konfliktu mogła by tak zrobić, to jest to właśnie jeden z objawów toksyki, pokazuje, że w tej relacji nie wszystko jest szczere i prawdziwe. W myśl przysłowia: "Z kim przystajesz, tym sam się nim stajesz", nie dopuście blisko do siebie osób, przez które systematycznie spadacie w dół czy to psychicznie, mentalnie czy intelektualnie, moralnie, czy charakternie, i żadne "próby naprawcze", rozmowy nie pomagają, wtedy nie bójcie zerwać uciążliwą relację. Jeśli próbowaliście ją naprawić, a druga osoba dalej nie rozumie, nie chce, bądź nie się nie stara naprawić, nic dobrego ta więź Wam nie przyniesie. Przyjaźnie mają nam pomagać, a nie szkodzić w życiu, wszyscy na pewno się zgodzą, prawda? Jeśli nie coś Wam poważnie przeszkadza w jakiejś relacji, nie zwlekajcie, a uzdrawiajcie ją, te nie stabilną relację, nie bójcie się rozmawiać o tym co Wam się nie podoba w danej relacji, oczywiście z grzecznością, pamiętając o zachowaniu kultury, umiejąc także wysłuchać drugą stronę, wczuć się w jej sytuację i punkt widzenia, gdy ten u naszego rozmówcy jest inny niż nasz! Empatia tu jest bardzo ważna. No to wiecie, więc co macie robić?! Do dzieła! :-)


Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów.