niedziela, 7 lutego 2016

Konsumpcjonizm, wygoda życia.

Na wstępie oznajmiam, że nie neguję wszystkiego co nas otacza, wszystkich wynalazków itp. Krytykuje jedynie, to jak ludzie z tego korzystają!

Współczesny świat, oraz jak mam w zwyczaju mówić „chory system” zalewający nas ze wszystkich stron, nieustannie kusi nas różnymi rzeczami - wszystkie te nasze „kusiciele” mają jedną wspólną cechę- są wszystkie pozorem dobra, bądź wygody bo czym innym jest tak usilnie promowana idea np. tolerancji (a może prędzej pseudo tolerancji?!) czy kuszenie nas także wszechobecną wygoda, która zapewnia nam niemal wszystko na wyciągnięcie ręki. Dziś już nie przechodzimy pół miasta za poszukiwaniem fajnego ciucha, wystarczy jedynie wejść na allegro, kliknąć „kupuje” a za parę dni swojego ciucha możemy witać na ciele. Bezinteresowne dla ludzkości to się rzecz jasna nie odbywa, bo te „ułatwienia życia” także kosztują, płacimy za nie małe sumy pieniędzy. I tak oto biznesy się kręcą, niektórzy bogacą się w parę miesięcy, a czas goni ludzi, czas ten pędzi jak pociąg expresowy na tyle, że człowiek nawet nie ma czasu chwilę zatrzymać się, pomyśleć, zastanowić się, czy poczytać - zmuszają nas aby cały czas za czymś gonić, pędzić, zapier…! ( przy okazji- składam wam gratulacje, że zatrzymaliście się i czytacie mój felieton…) Wszystko odbywa się w pośpiechu, młodzież szczególnie goni za modą, aby nie być gorsza/gorszy od rówieśników - bo przecież koleżanka na nowe Aairmaxy za 500zł, więc rówieśnicy też muszą je mieć bo nie mogą być gorsi, gorzej jak mamę z tatą zwyczajnie nie stać - wtedy ich dziecko może być skazane na łatę „biedaka”, „wieśniaka”, albo wręcz „dewoty”.

Wiele ludzi traci głowę dla materialności, i leczy nią swoją niską samoocenę, a niektórzy popadają z tego powodu w różne psychozy i zaburzenia psychiczne. W ten sposób dajemy się wciągnąć w chory konsumpcjonizm i siłę pieniądza. Taka piękna cecha jak zaradność, przez wiele ludzi kojarzona, utożsamiana jest jedynie z łatwością to „produkowania” pieniędzy i wygód, co moim zdaniem jest znakiem swego rodzaju zniszczenia rodzaju ludzkiego. Bo same pieniądze i wygoda życia szczęścia człowiekowi nigdy nie dadzą, nie powinno się umiejętności radzenia sobie w życiu kojarzyć tylko z pieniędzmi. Albowiem czy np. problem odnośnie zrozumienia się z partnerem czy partnerką rozwiążemy pieniędzmi? Zdarza się i taka patologia, ale oby nigdy do tego nie dochodziło na porządku dziennym! Ja za to niezmiennie uważam, że pełne szczęście dać może jedynie odkrycie, poznanie siebie, oraz miłość do drugiego człowieka, a pieniądze są tylko - fakt niezbędnym, ale jednak tylko dodatkiem. 

Kolejną kwestią z tym związana, która mnie tak bardzo mierzi te ciągłe porównywanie się do rówieśników, inaczej zwąc nic innego jak nieustający wyścig szczurów, chora rywalizacja oraz wszechobecne pozerstwo. Taka jest niestety nasza szara rzeczywistość, szara choć opromieniona blaskiem reklamy elektronicznej mówiącej, że nie przeżyjemy długo, jeżeli czegoś tak znowuż nie kupimy. Wszystko to jednak służy człowiekowi, sprawia, że życie jest prostsze i wygodniejsze, wystarczy tylko kliknąć w komputerowa myszkę, bądź w ekran smartfona, aby wybrany produkt znalazł się w naszym domu. Gdy takich urządzeń jak laptop czy smartfon jednak braknie, niektórzy czują się już odizolowani od świata i społeczeństwa, choć przecież dalej żyją jak inni ludzie, wychodzą na ulice jak wszyscy inni. To jest dowód, że sytuacja wymyka się z pod kontroli, szczególnie w odniesieniu do najmłodszych pokoleń.

W tym całym zalewającym nas konsumpcjonizmie, nie było by jeszcze tyle złego, niebezpiecznego gdyby ludzie umieli z jego wygód korzystać rozsądnie, z głową i umiarem. A odnoszę wrażenie, że nie umieją, a już na pewno nie umieją wszyscy i tym samym zatracają swój sens ziemskiego pielgrzymowania. Nieco fantazjując - może kiedyś wynajdą urządzenie które zastępuje nam życie, czy poruszanie się na codzień? Będziemy wtedy przemieszczać się na jeżdzących po ulicy domach?! :D Odpowiedzcie sobie na pytanie moi czytelnicy czy tego naprawdę chcemy?! Chyba nie, to już by była jednak gruba przesada.

I wiecie Co? Zwierzę się wam, że ja jednak z wielkim sentymentem wspominam czasy ( miałem tego farta, że dane mi było to przeżyć!), kiedy wyjeżdżając na wyprawę nie mieliśmy pewności, że nasz fiat 126P nie zrobi sobie urlopu na trasie, a jego pasażerowie będą zmuszeni się troszkę pogłowić, pomajsterkować by uleczyć swojego „pacjenta” aby wrócić do domu, przy tym świetnie się bawiąc i cały czas ucząc. Tęsknie za czasami, kiedy trzymając mamie siatkę z zakupami chodziliśmy po osiedlu, po warzywniakach szukając prawdziwie świeżej marchewki, przy okazji spotykając multum znajomych albo rozmawiając ze sprzedawcą w sklepie, która na kartce papieru licząc pisemnie, wydawała nam należną resztę. Wysilić się trza było może więcej niż obecnie aby coś ogarnąć, ale miało to swój klimat, sens, swoisty urok, a kontakty ludzkie nabierały wartości, w ludziach było więcej solidarności.

A jak to wygląda w chwili obecnej? Wystarczy, że wejdziemy do biedronki, a obok siebie będziemy mieli całą gamę wyrobów „warzywopodobnych” które sami sobie dobieramy, kontakt z expednientką to jedyne charakterystyczne pikanie kasy fiskalnej. Szeroki wybór produktów wykradł nam jednak co powinno być najważniejsze – wysoką jakość, nie mówiąc o kolejkach( w poczciwym warzywniaku żeby kupić świeże warzywo nierzadko swoje trzeba było poczekać w kolejce…) i wygodzie z wózkiem w markecie, który zastąpił nam siłę mięśni. W końcu małe sklepiki zaczęły masowo wymierać, a centra miast żyją już głównie klubami i dyskotekami, oraz ... coraz częściej spożywczymi sieciówkami typu "Żabka" czy "Groszek". Przygnębiającym przykładem w tym temacie są moje rodzime Kielce, gdzie doszło do takiego absurdu, że na głównym deptaku Kieleckim, ul. H. Sienkiewicza, w zabytkowej kamienicy mającej blisko 100 lat został otwarty popularny dyskont -Biedronka...Obecnie prawdziwe miejsca sklepowe w centrach miast zajmują galerie handlowe - czyli wielkie wygodne dla ludzi swoiste „miasta” handlowe, gdzie można wypić kawę, zjeść, odpocząć czy poczytać książkę. 

Patrzę także z przykrością na wiejące pustką boisko osiedlowe, na którym ja z kolegami jako jedno z ostatnich pokoleń jeszcze grałem, a żeby się za bardzo nie poobijać oczyszczałem bramkę z kamyków, aby jako bramkarz mieć w miarę sprawne, nie poobijane nogi i ręce. Takie oto piękne wspomnienia z dzieciństwa…Gdzie się teraz podziała młodzież? Owszem gra piłkę dalej, szkoda jednak że w piłkę na swoim laptopie czy smartfonie, a nie realnie… Znak czasów? Jak to kurna zatrzymać?! Ale zastanówmy się szerzej, bo czy to tylko dotyczy młodzieży? Po co mamy wychodzić z domu, spotykać się, jak przecież porozmawiać sobie możemy na "fejsie", nie wydobywając z Siebie nawet słowa? Pamiętam jak zażył mnie widok młodej pary na ławce, korzystającej ze smartfonów, w ogóle ze sobą nie rozmawiając. I pomyśleć jeszcze, że za takie „wygody” płacimy słone pieniądze. Tylko zadawaliście sobie kiedyś pytanie - czy to jest nasza istota życia?

Nie musimy już nawet myśleć, bo przecież komputer i wikipedia wie wszystko i odpowie nam na każde wpisane hasło. Szkoda, że pomimo tego, iż dostęp do wiedzy mamy na wyciągniecie ręki, niektórzy ludzie są cały czas tak ciężko myślący, a ich wiedza opiera się na swoim egoizmie niezbędnym do własnego przetrwania. Pomyślmy, że jeszcze nie tak dawno, studenci aby napisać pracę musieli się udać do biblioteki szukając odpowiedniego materiału, rozwijali myślenie przy okazji dowiadując się wielu innych ciekawych rzeczy w danej książce, podczas szukania odpowiednich materiałów. Współcześnie człowiek nie musi już w zasadzie nic, wszystko jest robione za niego, praca na uczelnię często polega na wyszukaniu strony oraz ctrl plus v… Nachodzi mnie więc refleksja - po więc żyjemy, jak niemalże nic nie musimy? Czy zyskując jedno, przez nieodpowiednie korzystanie nie zatraciliśmy drugiego, tego kluczowego?

Przejdę dalej - Piękna pogoda, lato plus 30 stopni. Przejeżdzam obok jednej z kieleckich galerii handlowych, tam sznur samochodów wydostających się w wielopoziomowego parkingu. To w galerii handlowej jakiegoś miliardera, ludzie znajdują fontannę przy której się mogą ochłodzić, po co więc jeździć nad zalewy z rodziną? Niemal, że sztuczny las, sztuczne śpiewy ptaków w galeriach, no i rzecz jasna chłodniej niż na podwórzu. Mam nieodparte wrażenie, że świat staje się taki sztuczny, a my ludzie? Stajemy się ofiarami swoich własnych wynalazków, które mają nam pomoc w życiu, a przez błędne wykorzystywanie przez ludzi, życie zabierają nam tak naprawdę.

Może pomyślicie, że jestem staroświecki, może jestem zacofany, choć na pewno konserwatywny - ale uważam, że w tej całej pieniężnej postępowej machinie - w jakimś stopniu tracimy sens naszego istnienia - tracimy kontakty z ludźmi, tracimy prawdziwą zaradność życiową, niektórzy tracą myślenie, inteligencję, tracimy prawdziwą radość z życia na rzecz wynalazku który zrobi za nas już niemal wszystko, albo zaimituje( czyt-oszuka…) wszystko. Współcześnie na upartego to możemy nawet podróżować stojąc w miejscu- wystarczy wpisać na google map dowolne miejsce na ziemi i podróż mamy gotową. Poczekajcie jednak parę lat, a i za to będzie się płaciło- bo przecież pieniądz staje Bogiem świata, trzeba zarabiać a współczesny człowiek to egoistyczny konsument który siedzi na kanapie, pierdzi z przejedzenia i jest szczęśliwy z tego powodu. To smutne.

Reasumując, używając wszechobecnej wygody zdawajmy sobie sprawę jaką przychodzi nam płacić za nie cenę, nie tylko w wydaniu pieniężnym. Z tegoż powodu ja osobiście choć sam nie odrzucam wynalazków które mają mi ułatwić życie, to staram się korzystać z nich mądrze( przykład to internet i blog który prowadzę!). Mam jednak głęboko taką „nowoczesność” jaką niektórzy ludzie próbują mi zaserwować! Cenię tradycyjną korespondencję, choć rzecz jasna nie jestem w stanie uniknąć e-maili i portali społecznościowych a i korzystając z nich mądrze to bardzo pozytywna sprawa. Las wolę prawdziwy, z prawdziwymi ptakami i ich pięknym śpiewem który mnie uspokaja – a nie tym puszczanym z mp3 w galerii, kocham książki tradycyjne, papierowe - nie te w formie elektronicznej jakieś bezduszne e-booki, kupując ciucha raczej nie korzystam z Allegro (w szczególnych przypadkach jedynie). Na zakupy wole się za to przejść po mieście, przy okazji spotykając znajomych, rozmawiając z nimi cieszyć się życiem. Jak mam odpocząć, to jeżeli mam możliwość - wole wyjść na podwórze i spotkać z ziomkiem, niż pisać z nim na Facebooku wiadomości, smartfona nigdy nie używałem do tej pory, cieszę się moim samsungiem GT S5610  który jak narazie mi wystarcza. Walę system który nas otacza, a z wynalazków staram się korzystać mądrze i konstruktywnie, tak aby mi rzeczywiście pomagały w życiu. Ludzie, ja wole realnie żyć w tym coraz bardziej wirtualnym, i sztucznym świecie! Myślicie, że dam radę w dobie tego, jak ludzie podchodzą do tego typu spraw? Sam nie wiem, mam nadzieję ze nigdy się w to dziadostwo nie wciągnę. W każdym razie trzymajcie za mnie kciuki, i sami korzystajcie mądrze ze wszystkich wynalazków które mają wam ułatwić – a nie całkowicie zastąpić życie.   

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów. 


                            

2 komentarze:

  1. Drogi autorze, mam nadzieję, że ten sztuczny świat nigdy nie zniszczy w Tobie siły walki z absurdalnością, jaką nam serwuje na każdym kroku.
    Łatwo w to wpaść. Człowiek z natury woli wybrać to, co wymaga mniej wysiłku. Sama się na tym łapię. Po co wieczorem czytać ambitną książkę i skupiać się na niej, skoro można pooglądać Internetową papkę? Na szczęście bardzo rzadko wybieram to drugie, na szczęście :)
    Wielu ludzi jednak nie myśli tak, jak ja, czy Ty. Oni nie mylą - przyjmują to, co podadzą im na tacy. Nie chce się im oceniać świata. Są materialistami i niestety, jest im z tym dobrze, bo łatwo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Grzechula Dobrze piszesz ! :D

    OdpowiedzUsuń