piątek, 26 lutego 2016

Lech Wałęsa - TW SB ps.Bolek

Witam :-) Dziś odniosę się po krótce do teczek dotyczących agenta SB Bolka. Szkoda czasu, abym pisał na ten temat dłuższy felieton, albowiem nie wydarzyło się nic, co mogło by mnie zaskoczyć, bo to, że Lech Wałęsa był i w zasadzie jest do tej pory zadufanym w sobie konfidentem, to dla myślących ludzi znających najnowszą historię było wiadome. I nie chodzi tutaj o jakieś teczki znalezione w domu komunisty, który chciał Wałęsę bronić (w podziękowaniu za okrągły stół jak sama mówiła wdowa po Kiszczaku). Moim zdaniem to jeszcze same teczki nie dowodzą jeszcze jawnej 100% zdrady, ponieważ współpraca oficjalna opozycjonistów z SB - z powodów taktycznych miała miejsce, jednak celowo wprowadzając SB w błąd, dezinformację w gruncie rzeczy nikogo nie "sprzedając" ale z jawną informacją zaraz po transformacji. W tym wypadku tego oczywiście nie było, i chodzi mi o całą historię jego działalności + odnalezione dokumenty oczywiście, oto jak grał, oszukiwał, i jak manipulował Polakami, którzy uwierzyli w jego „legendę”. Człowiek ten został „wynajęty” przez komunistów do bezpiecznego obalenia systemu, obalenia go taki sposób, aby establishment komunistyczny nie stracił swojej pozycji, wpływów w nowej nadchodzącej rzeczywistości. System komunistyczny w Polsce, to również chora mentalność aparatu władzy mająca w nosie obywateli, co prowadziło w wielu elementach do dalszej destrukcji Polskiego narodu, a nie tylko czysta ekonomia. Komuniści, jak padał system, dzięki któremu posiadali tak ogromne przywileje, mieli różne pomysły, aby to zapewnić sobie przodującą pozycję w nowej politycznej rzeczywistości. Niektórzy mówią, że jednym z nich był np. tzw. dziki kapitalizm, czyli nic innego jak to, co obecnie głosi Korwin Mikke, innym pomysłem, jakże skutecznym i już pewne, że autentycznym jest właśnie Lech Wałęsa, czyli pozyskany TW o pseudonimie Bolek. I tak właśnie to Wałęsa był politykiem, który tak zaciekle obalał rząd Jana Olszewskiego, jak ten chciał przeprowadzić lustrację byłych działaczy komunistycznych w 92r. w zamian za zachowanie swojej legendy, ochronę przed niewygodną dla siebie prawdą o współpracy z SB. To nie kto inny jak Lech Wałęsa zdradził ludzi pracy, zdradził tych, którzy kiedyś dali się nabrać i wierzyli w niego. Dziś walczy z Solidarnością i generalnie ze związkami zawodowymi, stojąc po stronie dawnego reżimu, popierając Platformę Obywatelską, załatwiając synowi miejsce na jej listach do PE. Oszukał także „świat zachodni”, dostając nagrodę nobla… No właśnie, tylko za co? Za sprzedawanie swoich kolegów, kolaboranctwo z SB? To chyba jedyny taki przypadek na świecie, gdzie człowiek - zdrajca zostaje nagrodzony nagrodą nobla. Uważam, że po ujawieniu teczek powinno mu się bezzwłocznie odebrać nagrodę nobla i przekazać ją NZSS Solidarność. W ostatnich czasach jednak, poprzedni obóz rządzący Platformy Obywatelskiej odwdzięczał się jak tylko mógł Lechowi Wałęsie za jego poparcie, promując go jak się da, wmawiając piękną, choć niestety nierealną rzeczywistość, dotyczącą naszego byłego prezydenta. Przypominacie sobie film „Wałęsa - człowiek nadzieji” z 2013r.? To wszystko nie działo się przypadkowo. Przecież Wałęsa „bohater” wspierający jednak postkomunizm, to bardzo dobra maszynka propagandowa chorego, postkomunistycznego systemu oraz skuteczniejsza walka z ludźmi, którzy walczą o prawdę. Stąd Wałęsa obraża także w haniebny sposób tych, którzy walczą o prawdę i polską suwerenność. Jego wypowiedzi przepełnione są pychą, pogardą, megalomanią i zakłamaniem. Sam się zastanawiam, czy „Bolek” wierzy w te wszystkie swoje brednie, które wypowiada. Najpierw mówił, że zupełnie nie ma nic wspólnego z żadnymi teczkami, kiedy teraz, po ich wyjawieniu, jednak mówi o współpracy nie z SB, ale z wywiadem i rzekomym wrobieniem go we współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa… 

Bolku: eksperci zbadali autentyczność teczek i nikt nie podważy tam twojego oryginalnego podpisu. Możesz polegać tylko na naiwności niewielkiej części Polaków, którzy choćby mieli nagranie na dowód, iż donosisz i przyjmujesz za to pieniądze, nigdy by w to nie uwierzyli. Właśnie to jeden z dowodów, jak bardzo umiałeś oszukiwać ludzi.

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów.





Megalomania - skupienie na własnej doskonałości, samozadowoleniu oraz świadomości własnej wartości, znaczenia i możliwości[1].
Pojęciem tym określa się potocznie zawyżoną nieprawidłową samoocenę, ale także system urojeń, tzw. urojenia wielkościowe w zaburzeniach o charakterze psychotycznym.
I teraz obejrzyjcie film który znajduję poniżej ;)



                                         

Rozmowa z Marią Kiszczak - mąż z Wałęsą stworzył Okrągły Stół.



niedziela, 21 lutego 2016

Empatia - rodzaj telepatii.

Kiedyś na stronie na Facebooku mojego bloga, jedna z czytelniczek napisała do mnie takie oto zdanie w komentarzu ”napisz coś o sobie, co Ciebie tak ukształtowało, że dziś jesteś obdarzony taką kreatywnością?” Na to pytanie ciężko mi odpowiedzieć jednoznacznie w pełni, ale ogromny wpływ na to kim teraz jestem, na to, że nie zamykam się w jednej dziedzinie, że lubię, interesuje się wieloma rzeczami, że rozumiem i odnajduje wspólny język z tak wieloma ludźmi ma właśnie taka cecha jak….Empatia. Tak, ludzie mówią o mnie, że jestem empatyczny. Drodzy czytelnicy dzisiejszy artykuł poświęcę empatii, więc co za tym idzie, najpierw może zaczniemy od wyjaśnienia co to jest empatia. Empatia to jest umiejętność wczucia się w czyiś stan psychiczny, spojrzenia z innej niż swoja perspektywy na rzeczywistość. Dla mnie jest to bardzo ważna cecha,  którą bardzo cenię u ludzi, ale także cecha, która wywarła ogromny wpływ na moje życie, w zasadzie to mniej czy bardziej świadomie, ale jest to cecha przewodnia w moim życiu. Ja sam też bardzo cenię ludzi, którzy na pewne problemy, sprawy nie patrzą tylko ze swojego punktu widzenia, spoglądają nie tylko przez pryzmat własnego życia i przeżyć. Albowiem każdy ma swoją inną drogę życia, inne warunki do wzrastania życiowego, innych rodziców, inne geny, wychował się w innym miejscu i czasie - inne życie krótko mówiąc, więc ocenianie człowieka ze swojego, subiektywnego punktu widzenia jest zjawiskiem prostym i prymitywnym. Bo odpowiedzcie sobie na pytanie - czy gdybyście żyli, dorastali w środowisku gdzie wszyscy np. kradną i jest to na porządku dziennym, to mieli byście szansę nie kraść? Oczywiście, że nie, kradlibyście również, ba, nie widząc w tym nic zdrożnego, nie wiedząc, nie rozumiejąc, że inaczej nie można, że nie powinno się tak postępować. W tym momencie nasuwa się automatycznie pytanie, czy w pełni odpowiadamy za nasze postępowanie, nawyki, czy to na kogo i jak rodzice nas wychowali? Podtrzymam was trochę w niepewności i z odpowiedzią zaczekamy jednak na dalszą część felietonu…;)

KORZYŚCI CZŁOWIEKA EMPATYCZNEGO.
Korzyści z posiadania takiej cechy jak empatia, nie tylko są duże, ale wręcz gigantyczne. Cecha ta jest nie tylko jest szlachetna, ale bardzo przydatna w życiu. Piękne natomiast w empatii jest to, że pozwala ona poznać tajniki ludzkiego działania. Dzięki niej, nie tylko zrozumiemy drugiego człowieka, ale wiedząc co on czuje, możemy perfekcyjnie przewidzieć jego ruch, zachowanie, także względem nas samych. Nie bez przyczyny empatia to główny składnik, filar inteligencji emocjonalnej. Ta piękna cecha ukazuje nam jak prawdziwie zrozumieć drugiego, innego od nas człowieka, jak dotrzeć do jego wnętrza, dotknąć jego serca i odkryć niepowtarzalne piękno ludzkiej osobowości, a co za tym idzie, zrozumieć drugiego, innego od nas samych człowieka, umieć pomagać i kochać pomimo ciężkich wad, nie oceniać pochopnie, nigdy nie skreślać. Empatia to także rozwijanie siebie poprzez poznanie i zrozumienie czegoś, kogoś innego, ale jakże fascynującego, a dzięki poznaniu wielu rzeczy, ludzi, łatwiej nam znaleźć swoje miejsce na świecie znając i mając wiele możliwości działania, z każdej z tej możliwości po części zabierając coś pozytywnego dla siebie, a wybierając na stałe tę najbardziej odpowiednią. Dla jasności posłużę się przykładem, choć nie chcę, aby brzmiało to „narcystycznie” ale posłużę się swoim własnym życiem ponieważ moja osoba umie dogadać się bez problemu z ludźmi np: nauki, politykami, studentami, z ludźmi którzy są bliżej Kościoła, ale także bez problemu dogadam się i zrozumiem ludzi z nieco ciemniejszej strony miasta, i to naprawdę z różnych kultur. Ja Pan Gie, który za osobę tolerancyjną nie uchodzę! Jednak każdy kto mnie osobiście zna, ten wie, że mam kolegów i koleżanki z wielu kultur, wydawało by się wręcz, że wykluczających się nawzajem. Ja osobiście z każdej z tych grup wynoszę coś pozytywnego dla siebie, i tym samym dalej kształtuje siebie, dalej efektywnie pracuje nad sobą. Jak mi się to udało? Właśnie dzięki tak żywej we mnie empatii. Empatia także uczy człowieka tego co najtrudniejsze: wybaczać i bardziej oceniać sam zły czyn, która dana osoba wyrządziła, niż skazywać na pożarcie osobę, która jak każda popełnia błędy. Jak wspominałem osoby o dużej zdolności do empatii potrafią mieć multum znajomych, przyjaciół w przeróżnych kulturach, albowiem zrozumieją i znajdą wspólny język z większością ludzi. Uwaga! Nie mylmy empatii ze współczuciem czy z odczuwaniem takiego samych emocji, jaki odczuwa druga osoba. Empatia to nie jest współczucie! Bycie empatycznym nie oznacza także, że w pełni zgadzamy się z osobą, którą rozumiemy, albowiem nie jest to jednoznaczne z „tak samo myślący”. Empatia pomaga nam w pełni zrozumieć trudną sytuację, oraz dzięki niej umiemy doskonale ocenić zachowanie człowieka, nie ulegając „podpalającym” się emocjom. Warto także dodać, że osoba empatyczna wcale nie oznacza tolerancyjna. 

Zadajemy sobie pytanie: czy empatia jest często cechą spotykaną wśród ludzi? Niestety nie i tendencja ta stale się moim zdaniem pogarsza. W dobie wszech zalewającego nas szatańskiego wręcz libertarjanizmu ludzie, a szczególnie najmłodsze pokolenia stają się coraz bardziej prymitywni, egoistyczni, a co za tym idzie prości i wygodni. Podejście ludzi do wielu spraw określiłbym  jako:  „ja chce, ja mam, ja sram, mi dać”. Nie zastanawiają się w ogóle nad przyczynami zachowań ludzkich, tylko jedynie oceniają i skazują ludzi za ich suche czyny, zupełnie nie tylko ich nie rozumiejąc, nigdy też nie będąc w ich sytuacji. Ci najczęściej pastwią się nad innymi, znęcając się i stygmatyzują popełnionym czynem do końca życia. Tutaj jednak mówimy o takich osobnikach, którzy nie tylko nie posiadają opisywanej przez nas cechy, ale także nie posiadają za grosz wrażliwości. Zdarzają się tacy nie tak rzadko. Przejdźmy do drugiego, znaczenie częstszego typu braku empatii - jest nim odrzucanie, i nierozumienie innych ludzi od siebie. „Ja nie rozumiem jak można być tak cichym” albo „ja tam 10lat temu jak byłam na twoim miejscu to radziłam sobie świetnie” -  jest to odrzucanie bardziej świadome lub mniej, ale jednak odrzucanie wszystkich innych od nas ludzi, którym się wiedzie w życiu inaczej. Nawet jeśli cudem się zdarzy, że osoba mało empatyczna nie odrzuci drugiej, innej od siebie to nigdy nie zrozumie jej zachowania, a co za tym idzie ciężko będzie im nawiązać wspólny kontakt na stałe, tak na co dzień. Jak już teraz widzicie brak empatii niesie za sobą wiele negatywnych skutków, ale do tego jeszcze dojdziemy. Spójrzmy na tę cechę jeszcze z innego punktu widzenia: dana osoba posiada jakąś wadę która nam średnio odpowiada, ale zadajemy sobie pytanie co się na to złożyło? Czy dana osoba zapracowała na pojawienie się tej wady u siebie, czy może nie miała na to wpływu? Idąc tokiem logicznym: osoba nerwowa np. prawdopodobnie dużo przeżyła, jest bogata w traumy i nie koniecznie miłe doświadczenia a nerwy są tego odzwierciedleniem, odbiciem przeszłości. Sama raczej z niczego nerwowa nie się stała, może to być także na podłożu genetycznym, albo skłonności genetycznej do występowania tej cechy, jednak na to dużego wpływu nie mamy. Odpowiedź na zadane pytanie z początku tego felietonu jest, więc prosta: ZA SWOJE CECHY W 100% NIE MOŻEMY ODPOWIADAĆ, możemy, a wręcz powinniśmy jednak nad sobą pracować i się zmieniać na lepsze, walczyć ze swoimi wadami, bo jak każdy człowiek na ziemi posiadamy je i przeszkadzają nam w życiu. To, że człowiek w pełni nie odpowiada za wszystkie swoje przywary, nie oznacza jednak w żadnym wypadku, że należy go usprawiedliwiać, i to jest oczywiste. Każdy musi odpowiadać sam za swoje czyny. Ale czy oznacza to, że na innych ludzi mamy patrzeć tylko przez subiektywny pryzmat swojej osoby i swoich przeżyć, pochopnie osądzając i ulegając emocjom?  


Osoby mało empatyczne.


Ja w tym wypadku nie będę się z nikim pieścił jak mam w zwyczaju zresztą i powiem wprost: ludzie, którzy w ogóle nie posiadają w sobie empatii, są prymitywami najczęściej z chorobami psychicznymi, a osoby mało empatyczne, to bardzo często osoby prosto myślące, którym ciężko wyobrazić sobie, zrozumieć coś, co ich samych nie spotkało. Są dużymi dziećmi, którzy zrozumieją tylko i wyłącznie to, czego sami doświadczyli. Nie przewidzą, nie zrozumieją drugiego innego od siebie człowieka, nie „zakumają” czemu tak a nie inaczej, czemu ktoś tak postąpił i jak będzie dalej postępować, nie ocenią prawidłowo sytuacji, zaczną wysnuwać swoje pochopne, subiektywne, proste jak konstrukcja cepa wnioski. Często zdarza się, że poprzez brak zrozumienia drugiego człowieka, skupieniu się na własnym czubku nosa, są bardzo pogubieni w życiu, ulegają skrajnym emocjom, ponieważ nie potrafią chłodno postawić się w danej życiowej sytuacji, stąd podejmowane decyzje są często pochopne, nie przemyślane, a emocjonalne. Osoby takie, czyli te mało empatyczne, stale będą tkwić w tym samym miejscu, ponieważ cały czas dobierając do codziennego kontaktu ludzi podobnych do samych siebie, albo wręcz takich samych nie rozwijają się w odpowiedni sposób, nie rozumieją inności drugiego człowieka, nie poznają dalej świata, a co za tym idzie, nie poznają i samego siebie, swojego własnego wnętrza, stojąc cały czas w jednym i tym samym miejscu, czerpiąc wiedzę, mądrość życiową od takich samych jak oni ludzi, których zresztą za jakiś czas w końcu mają dość. Wtedy zagubienie i bunt się pogłębia się jeszcze bardziej, a człowiek taki nie znając siebie - sam nie wie kim jest i za czym podążać. Takim ludziom o drugim człowieku trzeba wszystko tłumaczyć dosłownie, oni nie zrozumieją tego, czego gołym okiem nie widać. Będą widziały w swoim życiu tylko to co jest czytelne i widoczne na pierwszy rzut oka. Inteligencja emocjonalna występuje tutaj na niskim poziomie. Jak sami widzicie konsekwencje braku empatii są bardzo, bardzo szkodliwe dla naszego życia.

Zadajemy sobie pytanie: jak można się empatii nauczyć i czy w ogóle da się empatii nauczyć? Szanowni czytelnicy, zdania się podzielone. Moim zdaniem, warunkiem niezbędnym do posiada takiej cechy tej jest dobre serce i … skomplikowany rozum, że tak się wyrażę. Bez tych dwóch cech moim zdaniem ciężko oczekiwać u kogoś występowania empatii. Osoby te mogą nauczyć się empatii wówczas jedynie wtedy, kiedy same doświadczą wielu przypadków niepowodzeń czy także sukcesów w życiu. Nie gwarantuje to jednak, że osoba doświadczona życiowo musi koniecznie empatyczna, często bywa tak, że w toku kolejnych niepowodzeń staje jeszcze bardziej toksyczna, prymitywna. Problemy wtedy taką osobę zabijają psychicznie, jako człowieka. Gdy jednak „zabić” problemom się nie damy i wytrwamy najcięższy okres, w końcu odbijemy się z dna, depresji, zaczniemy walczyć i końcu zwyciężymy, wtedy szansa jest bardzo duża, że nabierzemy tyle empatii, żeby zrozumieć drugiego człowieka i tym samym zrozumieć samego siebie, znajdując swoje właściwe miejsce na ziemi. Empatia jednak wymaga pewnego poziomu inteligencji, więc jeśli dana jednostka nie będzie się rozwijać intelektualnie będzie jej ciężej nabyć te piękną cechę, aczkolwiek z biegiem doświadczeń empatii będzie nabywać coraz więcej. Zadajemy sobie kolejne to już pytanie: czy należy bardziej podziwiać ludzi, którzy posiadają empatię, czy krytykować ludzi, którzy jej nie posiadają? Moim zdaniem odpowiedź jest prosta - krytykować ludzi, którzy myślą jak prostacy i prawie nigdy nie rozumieją drugiego człowieka. Analogicznie, czy kradzież może być na porządku dziennym, a za brak kradzieży będziemy z ludzi robić aniołów? Tak, to absurdalne wiem, zgadzam się. Szkoda jednak, że wiele ludzi podchodzi tak właśnie do wielu spraw społecznych. Ludzie, którym pomogłem, których rozumiałem, jako jeden z nielicznych, niech sobie teraz uświadomią: to nie ja jestem wybitny, tylko wokół was było za dużo dekli mających w sobie zero empatii, inteligencji emocjonalnej stąd nie potrafili was zrozumieć. Czy warto przejmować się ludźmi tak bardzo prostymi? Koniec felietonu zakończę dość długim, ale pięknym cytatem o empatii znanego mistyka O Sho:



„Współodczuwanie to akceptowanie ludzi z ich wadami i słabościami, a nie oczekiwanie, że będą się oni zachowywać jak bogowie. Takie oczekiwania są okrutne, ponieważ ludzie nie są w stanie się tak zachowywać, więc nigdy im nie sprostają i stracą szacunek do samych siebie. Niebezpiecznie ich okaleczasz, pozbawiasz godności. Podstawą empatii jest uszlachetnianie każdego, sprawianie, by każdy człowiek wiedział, że to, co przydarzyło się tobie, może przydarzyć się także jemu. Jest to wyjaśnianie, że w tej sytuacji nie ma przypadków beznadziejnych, że nie ma ludzi bezwartościowych, a na oświecenie nie trzeba sobie zasłużyć, bo leży ono w naturze człowieka"

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów.                      
                                                                                                                     
 


 

niedziela, 7 lutego 2016

Konsumpcjonizm, wygoda życia.

Na wstępie oznajmiam, że nie neguję wszystkiego co nas otacza, wszystkich wynalazków itp. Krytykuje jedynie, to jak ludzie z tego korzystają!

Współczesny świat, oraz jak mam w zwyczaju mówić „chory system” zalewający nas ze wszystkich stron, nieustannie kusi nas różnymi rzeczami - wszystkie te nasze „kusiciele” mają jedną wspólną cechę- są wszystkie pozorem dobra, bądź wygody bo czym innym jest tak usilnie promowana idea np. tolerancji (a może prędzej pseudo tolerancji?!) czy kuszenie nas także wszechobecną wygoda, która zapewnia nam niemal wszystko na wyciągnięcie ręki. Dziś już nie przechodzimy pół miasta za poszukiwaniem fajnego ciucha, wystarczy jedynie wejść na allegro, kliknąć „kupuje” a za parę dni swojego ciucha możemy witać na ciele. Bezinteresowne dla ludzkości to się rzecz jasna nie odbywa, bo te „ułatwienia życia” także kosztują, płacimy za nie małe sumy pieniędzy. I tak oto biznesy się kręcą, niektórzy bogacą się w parę miesięcy, a czas goni ludzi, czas ten pędzi jak pociąg expresowy na tyle, że człowiek nawet nie ma czasu chwilę zatrzymać się, pomyśleć, zastanowić się, czy poczytać - zmuszają nas aby cały czas za czymś gonić, pędzić, zapier…! ( przy okazji- składam wam gratulacje, że zatrzymaliście się i czytacie mój felieton…) Wszystko odbywa się w pośpiechu, młodzież szczególnie goni za modą, aby nie być gorsza/gorszy od rówieśników - bo przecież koleżanka na nowe Aairmaxy za 500zł, więc rówieśnicy też muszą je mieć bo nie mogą być gorsi, gorzej jak mamę z tatą zwyczajnie nie stać - wtedy ich dziecko może być skazane na łatę „biedaka”, „wieśniaka”, albo wręcz „dewoty”.

Wiele ludzi traci głowę dla materialności, i leczy nią swoją niską samoocenę, a niektórzy popadają z tego powodu w różne psychozy i zaburzenia psychiczne. W ten sposób dajemy się wciągnąć w chory konsumpcjonizm i siłę pieniądza. Taka piękna cecha jak zaradność, przez wiele ludzi kojarzona, utożsamiana jest jedynie z łatwością to „produkowania” pieniędzy i wygód, co moim zdaniem jest znakiem swego rodzaju zniszczenia rodzaju ludzkiego. Bo same pieniądze i wygoda życia szczęścia człowiekowi nigdy nie dadzą, nie powinno się umiejętności radzenia sobie w życiu kojarzyć tylko z pieniędzmi. Albowiem czy np. problem odnośnie zrozumienia się z partnerem czy partnerką rozwiążemy pieniędzmi? Zdarza się i taka patologia, ale oby nigdy do tego nie dochodziło na porządku dziennym! Ja za to niezmiennie uważam, że pełne szczęście dać może jedynie odkrycie, poznanie siebie, oraz miłość do drugiego człowieka, a pieniądze są tylko - fakt niezbędnym, ale jednak tylko dodatkiem. 

Kolejną kwestią z tym związana, która mnie tak bardzo mierzi te ciągłe porównywanie się do rówieśników, inaczej zwąc nic innego jak nieustający wyścig szczurów, chora rywalizacja oraz wszechobecne pozerstwo. Taka jest niestety nasza szara rzeczywistość, szara choć opromieniona blaskiem reklamy elektronicznej mówiącej, że nie przeżyjemy długo, jeżeli czegoś tak znowuż nie kupimy. Wszystko to jednak służy człowiekowi, sprawia, że życie jest prostsze i wygodniejsze, wystarczy tylko kliknąć w komputerowa myszkę, bądź w ekran smartfona, aby wybrany produkt znalazł się w naszym domu. Gdy takich urządzeń jak laptop czy smartfon jednak braknie, niektórzy czują się już odizolowani od świata i społeczeństwa, choć przecież dalej żyją jak inni ludzie, wychodzą na ulice jak wszyscy inni. To jest dowód, że sytuacja wymyka się z pod kontroli, szczególnie w odniesieniu do najmłodszych pokoleń.

W tym całym zalewającym nas konsumpcjonizmie, nie było by jeszcze tyle złego, niebezpiecznego gdyby ludzie umieli z jego wygód korzystać rozsądnie, z głową i umiarem. A odnoszę wrażenie, że nie umieją, a już na pewno nie umieją wszyscy i tym samym zatracają swój sens ziemskiego pielgrzymowania. Nieco fantazjując - może kiedyś wynajdą urządzenie które zastępuje nam życie, czy poruszanie się na codzień? Będziemy wtedy przemieszczać się na jeżdzących po ulicy domach?! :D Odpowiedzcie sobie na pytanie moi czytelnicy czy tego naprawdę chcemy?! Chyba nie, to już by była jednak gruba przesada.

I wiecie Co? Zwierzę się wam, że ja jednak z wielkim sentymentem wspominam czasy ( miałem tego farta, że dane mi było to przeżyć!), kiedy wyjeżdżając na wyprawę nie mieliśmy pewności, że nasz fiat 126P nie zrobi sobie urlopu na trasie, a jego pasażerowie będą zmuszeni się troszkę pogłowić, pomajsterkować by uleczyć swojego „pacjenta” aby wrócić do domu, przy tym świetnie się bawiąc i cały czas ucząc. Tęsknie za czasami, kiedy trzymając mamie siatkę z zakupami chodziliśmy po osiedlu, po warzywniakach szukając prawdziwie świeżej marchewki, przy okazji spotykając multum znajomych albo rozmawiając ze sprzedawcą w sklepie, która na kartce papieru licząc pisemnie, wydawała nam należną resztę. Wysilić się trza było może więcej niż obecnie aby coś ogarnąć, ale miało to swój klimat, sens, swoisty urok, a kontakty ludzkie nabierały wartości, w ludziach było więcej solidarności.

A jak to wygląda w chwili obecnej? Wystarczy, że wejdziemy do biedronki, a obok siebie będziemy mieli całą gamę wyrobów „warzywopodobnych” które sami sobie dobieramy, kontakt z expednientką to jedyne charakterystyczne pikanie kasy fiskalnej. Szeroki wybór produktów wykradł nam jednak co powinno być najważniejsze – wysoką jakość, nie mówiąc o kolejkach( w poczciwym warzywniaku żeby kupić świeże warzywo nierzadko swoje trzeba było poczekać w kolejce…) i wygodzie z wózkiem w markecie, który zastąpił nam siłę mięśni. W końcu małe sklepiki zaczęły masowo wymierać, a centra miast żyją już głównie klubami i dyskotekami, oraz ... coraz częściej spożywczymi sieciówkami typu "Żabka" czy "Groszek". Przygnębiającym przykładem w tym temacie są moje rodzime Kielce, gdzie doszło do takiego absurdu, że na głównym deptaku Kieleckim, ul. H. Sienkiewicza, w zabytkowej kamienicy mającej blisko 100 lat został otwarty popularny dyskont -Biedronka...Obecnie prawdziwe miejsca sklepowe w centrach miast zajmują galerie handlowe - czyli wielkie wygodne dla ludzi swoiste „miasta” handlowe, gdzie można wypić kawę, zjeść, odpocząć czy poczytać książkę. 

Patrzę także z przykrością na wiejące pustką boisko osiedlowe, na którym ja z kolegami jako jedno z ostatnich pokoleń jeszcze grałem, a żeby się za bardzo nie poobijać oczyszczałem bramkę z kamyków, aby jako bramkarz mieć w miarę sprawne, nie poobijane nogi i ręce. Takie oto piękne wspomnienia z dzieciństwa…Gdzie się teraz podziała młodzież? Owszem gra piłkę dalej, szkoda jednak że w piłkę na swoim laptopie czy smartfonie, a nie realnie… Znak czasów? Jak to kurna zatrzymać?! Ale zastanówmy się szerzej, bo czy to tylko dotyczy młodzieży? Po co mamy wychodzić z domu, spotykać się, jak przecież porozmawiać sobie możemy na "fejsie", nie wydobywając z Siebie nawet słowa? Pamiętam jak zażył mnie widok młodej pary na ławce, korzystającej ze smartfonów, w ogóle ze sobą nie rozmawiając. I pomyśleć jeszcze, że za takie „wygody” płacimy słone pieniądze. Tylko zadawaliście sobie kiedyś pytanie - czy to jest nasza istota życia?

Nie musimy już nawet myśleć, bo przecież komputer i wikipedia wie wszystko i odpowie nam na każde wpisane hasło. Szkoda, że pomimo tego, iż dostęp do wiedzy mamy na wyciągniecie ręki, niektórzy ludzie są cały czas tak ciężko myślący, a ich wiedza opiera się na swoim egoizmie niezbędnym do własnego przetrwania. Pomyślmy, że jeszcze nie tak dawno, studenci aby napisać pracę musieli się udać do biblioteki szukając odpowiedniego materiału, rozwijali myślenie przy okazji dowiadując się wielu innych ciekawych rzeczy w danej książce, podczas szukania odpowiednich materiałów. Współcześnie człowiek nie musi już w zasadzie nic, wszystko jest robione za niego, praca na uczelnię często polega na wyszukaniu strony oraz ctrl plus v… Nachodzi mnie więc refleksja - po więc żyjemy, jak niemalże nic nie musimy? Czy zyskując jedno, przez nieodpowiednie korzystanie nie zatraciliśmy drugiego, tego kluczowego?

Przejdę dalej - Piękna pogoda, lato plus 30 stopni. Przejeżdzam obok jednej z kieleckich galerii handlowych, tam sznur samochodów wydostających się w wielopoziomowego parkingu. To w galerii handlowej jakiegoś miliardera, ludzie znajdują fontannę przy której się mogą ochłodzić, po co więc jeździć nad zalewy z rodziną? Niemal, że sztuczny las, sztuczne śpiewy ptaków w galeriach, no i rzecz jasna chłodniej niż na podwórzu. Mam nieodparte wrażenie, że świat staje się taki sztuczny, a my ludzie? Stajemy się ofiarami swoich własnych wynalazków, które mają nam pomoc w życiu, a przez błędne wykorzystywanie przez ludzi, życie zabierają nam tak naprawdę.

Może pomyślicie, że jestem staroświecki, może jestem zacofany, choć na pewno konserwatywny - ale uważam, że w tej całej pieniężnej postępowej machinie - w jakimś stopniu tracimy sens naszego istnienia - tracimy kontakty z ludźmi, tracimy prawdziwą zaradność życiową, niektórzy tracą myślenie, inteligencję, tracimy prawdziwą radość z życia na rzecz wynalazku który zrobi za nas już niemal wszystko, albo zaimituje( czyt-oszuka…) wszystko. Współcześnie na upartego to możemy nawet podróżować stojąc w miejscu- wystarczy wpisać na google map dowolne miejsce na ziemi i podróż mamy gotową. Poczekajcie jednak parę lat, a i za to będzie się płaciło- bo przecież pieniądz staje Bogiem świata, trzeba zarabiać a współczesny człowiek to egoistyczny konsument który siedzi na kanapie, pierdzi z przejedzenia i jest szczęśliwy z tego powodu. To smutne.

Reasumując, używając wszechobecnej wygody zdawajmy sobie sprawę jaką przychodzi nam płacić za nie cenę, nie tylko w wydaniu pieniężnym. Z tegoż powodu ja osobiście choć sam nie odrzucam wynalazków które mają mi ułatwić życie, to staram się korzystać z nich mądrze( przykład to internet i blog który prowadzę!). Mam jednak głęboko taką „nowoczesność” jaką niektórzy ludzie próbują mi zaserwować! Cenię tradycyjną korespondencję, choć rzecz jasna nie jestem w stanie uniknąć e-maili i portali społecznościowych a i korzystając z nich mądrze to bardzo pozytywna sprawa. Las wolę prawdziwy, z prawdziwymi ptakami i ich pięknym śpiewem który mnie uspokaja – a nie tym puszczanym z mp3 w galerii, kocham książki tradycyjne, papierowe - nie te w formie elektronicznej jakieś bezduszne e-booki, kupując ciucha raczej nie korzystam z Allegro (w szczególnych przypadkach jedynie). Na zakupy wole się za to przejść po mieście, przy okazji spotykając znajomych, rozmawiając z nimi cieszyć się życiem. Jak mam odpocząć, to jeżeli mam możliwość - wole wyjść na podwórze i spotkać z ziomkiem, niż pisać z nim na Facebooku wiadomości, smartfona nigdy nie używałem do tej pory, cieszę się moim samsungiem GT S5610  który jak narazie mi wystarcza. Walę system który nas otacza, a z wynalazków staram się korzystać mądrze i konstruktywnie, tak aby mi rzeczywiście pomagały w życiu. Ludzie, ja wole realnie żyć w tym coraz bardziej wirtualnym, i sztucznym świecie! Myślicie, że dam radę w dobie tego, jak ludzie podchodzą do tego typu spraw? Sam nie wiem, mam nadzieję ze nigdy się w to dziadostwo nie wciągnę. W każdym razie trzymajcie za mnie kciuki, i sami korzystajcie mądrze ze wszystkich wynalazków które mają wam ułatwić – a nie całkowicie zastąpić życie.   

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów. 


                            

poniedziałek, 1 lutego 2016

Ciężka praca kiedyś zaprocentuje, lenistwo daje efekt natychmiastowy.


Witam wszystkich czytelników :-). Dzisiejszy post będzie trochę o moim życiu prywatnym. Jak zauważyliście, ostatnio nieco opuściłem się w prowadzeniu stronki, roboty miałem co nie miara, dodam do tego sesję na uczelni, oraz… weekendowe wojaże integrujące z przyjaciółmi, radosne i dające czasami nawet kopa do życia, ale nie można zapominać, że także tak skutecznie wybijające z rytmu dnia codziennego. Z tegoż to powodu miniony weekend postanowiłem spędzić w domu na spokojnie (pierwszy raz od niepamiętnych czasów!) mieć czas na poukładanie myśli, spędzić czas z dziewczyną oraz przeznaczyć czas naukę, czy wykorzystać go na napisanie nowego felietonu. Niestety z mojego postanowienia nie wywiązałem się do końca, i spotkanie z przyjaciółmi które miało potrwać godzinę, niestety trwało aż 4 godziny do bardzo późnych godzin nocnych i tak oto co wyszło z moich jakże zacnych planów. W konsekwencji nie zrobiłem tego wszystkiego co sobie zaplanowałem, zawaliłem dzień następny pomimo dobrych chęci na starcie, a i czas ten mimo, że spędziłem z przyjaciółmi, to wykorzystałem niezbyt konstruktywnie. Bo ileż np. można robić jedno i to samo w kółko? I Wy moi drodzy czytelnicy pamiętajcie, że nasze życie na tej ziemi ma czas określony, że życie ludzkie biegnie nie ubłaganie, więc z czasu który wam jest tutaj dany korzystajcie mądrze. Nie marnujcie go na wieczną wygodę, na robienie tego co wam jest na rękę w danej chwili (przypomnę, że dla niektórych małoletnich tzw „imprezka xDD” to ambicja życia…:D) a starajcie się go wykorzystać do konstruktywnego rozwoju osobistego, intelektualnego, moralnego, psychicznego czy duchowego. Znalezienie tego właściwego złotego środka miedzy zabawą, wygodą, a czasami wręcz żmudnym choć fascynującym i efektywnym rozwojem dla samego siebie daje spełnienie swojego własnego życia, oraz rozwijanie inteligencji, nabieranie mądrości życiowej, wiedzy - ale także pożytkuje to nam w rozwijanie swoich pasji, prawdziwe przeżywanie wygody, radości, zabawy. Bo np. gdybyśmy nie umieli rozpoznać tych właściwych ludzi z którymi chcemy spędzać czas wolny, bawić się, to czy szczęśliwie byśmy się z nimi bawili? Oczywiście że nie, ponieważ prędzej czy później okazało się by się, że dani ludzie nie są w ogóle warci naszego towarzystwa, a do tego aby tych właściwych rozeznać potrzeba nam mądrości życiowej, tak samo jak np. z odpowiednimi tematami podczas rozmów - potrzeba nam konkretnej wiedzy, pasji , czy z dobieraniem się w pary poprzez podobieństwa ludzkie. Podobnie jest z cierpieniem, bo człowiek i pocierpieć czasami moim zdaniem powinien. Cierpienie pozwala nabrać empatii i człowieczeństwa, pozwala nam uwrażliwić swoje serce na ludzi i świat. Jeden z mądrych ludzi powiedział kiedyś takie oto zdanie ”najpiękniejsze owoce wyrastają na największym gównie. Im większe gówno u korzeni, tym piękniejszy kwiat. Każdy ogrodnik to wie". Może to niezbyt przyjemne ale prawdziwe, i to aż do bólu. Analogicznie jest w naszym życiu. Reasumując Drodzy Czytelnicy w życiu wszystko po trochu jest potrzebne, a nawet odrobinę cierpienia, abyśmy umieli się prawdziwie cieszyć, radować z czasu wolnego od obowiązków, a kiedy z tego świata już odejdziemy to na zadane pytanie od Boga „Co zrobiłeś na tamtym świecie”? „Kim jesteś?” „Jaką drogę obrałeś” „Do czego dążyłeś i w jaki sposób” wiedzieć co odpowiedzieć z pewnością i z dumą, ciesząc się z tego co osiągnęliśmy w ziemskim posługiwaniu, nie tylko finansowo, ale także duchowo, osobowościowo, moralnie. To jest tak drogie, że za żadne pieniądze tego się nie kupi, oraz na nic nie da się zamienić. Swego rodzaju można to nazwać zaradnością życiowa, bo przecież nie dla samych pieniędzy żyjemy. Żyjemy po to aby kochać i być szczęśliwym, aby walczyć ze złem, aby odkrywać, poznawać kolejne tajemnice życia i świata. Człowiek który czas spędza nie konstruktywnie czyli nie rozwija się, swój czas wolny spędza monotonnie bądź destrukcyjnie jest nie zaradny życiowo? Zgadzacie się z taką opinią? Ja osobiście sądzę, że coś w tym jest ponieważ nie umie szczęśliwie żyć, odkryć siebie i wykorzystać swojego czasu na ziemi. Nie bójmy się odkrywać siebie poprzez swój rozwój i konstruktywne(nie znaczy wygodne)! spędzanie czasu! Koniec mojego dzisiejszego wpisu zakończę cytatem „ Jeśli kochasz życie kochaj czas, bo z czasu składa się życie”.

Pozdrawiam serdecznie czytelników, dobrze że jesteście :-)                                             
Pan Gie.