piątek, 22 stycznia 2016

"Hejting" czyli - Geneza Polskiego wymiaru hejterstwa.

DEFINICJA HEJTU.

Najpierw napiszę o definicji hejtu w moim znaczeniu. Drodzy czytelnicy: hejt w moim przekonaniu, to nie koniecznie głupia, idiotyczna, bezmyślna krytyka z bluzgami typu „Ty k…. fanatyku religijny itp. (chyba, że dla „agresywnych chuliganów przed testem gimnazjalnym” ) ponieważ taka krytyka bardziej hejtuje osobę, która ją stosuje… Hejt to także często kulturalna krytyka, jednak taka, która nie wynika raczej z konstruktywności, swojej negatywnej nawet ale szczerej opinii, a bardziej ze złośliwości, uszczypliwości, chęci za wszelką cenę pokazania błędu, doczepienia się do czego się można doczepić, skrytykowania za wszelką cenę. Powodów mojego znaczenia „hejtu” może być wiele. Kompleksy, zazdrość, zawiść czy wręcz zaburzenia psychiczne. Często także powodem hejtu jest po prostu zwykłe pustactwo. Przecież łatwo bezmyślnie powtarzać to co mówią inni, czy to co wciskają nam media, nie zastanawiając się nad tym prawda? "Nie lubię Jarka Kaczyńskiego- a dlaczego? nie wiem - ale nie lubię"  Definicję hejtu wyjaśniliśmy, jedziemy dalej. Ci, którzy mnie osobiście znają wiedzą kim jestem i jaki jestem. Są świadomi, że mam wyrobione poglądy na prawie każdy temat, ludzie mi bliscy muszą wiedzieć także o tym, że działam na wielu płaszczyznach oraz także powinni pamiętać, że nie toleruję np. braku zasad czy megalomani, wszelkiego pajacowania bądź np. egoizmu, albo rozwydrzonego pustactwa. Ludzie, którzy są blisko mnie wiedzą również, że jestem prawicowcem, patriotą, chrześcijaninem. Ci, którzy są blisko mnie, czyli moje "kochane mordeczki" jeśli sami mają inne zdanie, poglądy to pomimo różnicy zdań akceptują mnie takim zwyczajnym jakim jestem, kochają mnie za to, że mam swoją własną osobowość, inną, odmienną od nich, ale swoją własną, wyjątkową bo indywidualną „Grzesiową”. Jednak ludzi, którzy podchodzą w ten sposób do innych, wcale nie jest wiele. Machina propagandowa zalewająca nas poprzez mass media, wciskająca nam wolność jednostki, wynaturzoną postępowość, konsumpcjonizm skutecznie zbiera swoje żniwa. Jakże śmierdzące żniwa, albowiem nawóz użyty do ich „produkcji” jest tak bardzo toksyczny, cuchnący mocniej niż najbardziej śmierdzący obornik. Dzieje się tak dlatego, że z jednej strony wmawiana jest ludziom wynaturzona i egoistyczna postępowość, nieograniczona w zasadzie niczym wolność nie skrępowanych jednostek, jednak co absurdalnie śmieszne, tylko wtedy, kiedy mamy takie same jak promuje system poglądy. Jeżeli zaś jesteś patriotą, konserwatystą, wyznajesz chrześcijańskie wartości, a pewnym zjawiskom społecznym jak np. „Heterofobia” czy Feminizm mówisz stanowcze STOP, jesteś skazany w pewnych grupach, albo wśród ludzi realizujących się w życiu oglądając TVN, a w nim Kubę Wojewódzkiego zdejmującego spodnie przed kamerą, bądź czytając gazetę Wyborczą, jesteś skazany na łatę: faszysty, ksenofoba, oszołoma, mohera czy nawiedzonego. Tyle się mówi o tolerancji ale jednak Ciebie samego mającego chrześcijańskie, patriotyczne poglądy nie wolno tolerować bo jesteś zagrożeniem, bo nie jesteś taki jak oni, bo jesteś przeciwko wolności i inne tym podobne bzdety. "Róbta co chceta!" ot to ideologia życia współczesnej młodzieży...Owa napędzana przez chory system psuedotolerancja swoje korzenie ma już od Unii Europejskiej, a ta rodem z Ameryki na wzór państwa "multi-kulti", które przyniosło tak ogromne zyski dla potężnych i wpływowych grup nacisku, lobbystów. Najpierw jednak wymordowując Indian… Zadajecie sobie pytanie kto będzie następny w Europie?

Z tego powodu, z powodów moich poglądów i wartości, które wyznaję w życiu, mało to razy zarzucano mi te wszystkie epitety? Bardzo często i to nawet wśród rodziny, a część osób zapewne mnie za nie wręcz nienawidzi. Ostatnio np. usłyszałem, że mam poglądy dyktatorskie… :D "Strzeżcie się, bo Pan Gie dyktator nadchodzi"… Nie oszczędzano mnie także ze stwierdzeniami:  „Po co to robisz – żyj w spokoju jak wszyscy”, bądź „Bawisz się w obrońcę uciśnionych? Haha” dołączając ten głupiutki pusty uśmiech. Rozumiem, że jeśli posiadam swoje poglądy, to niektórzy ludzie tak na mnie "wygwizdują" i na pewno będą to robić dalej, ale wcale mnie to nie rusza, za to potęguje mój śmiech, napędza do jeszcze większego działania. Albowiem Ci, którzy złośliwie bezkrytycznie wbijają szpilę, hejtują, często są to ludzie, którzy w swoim życiu nic nie robią, mają spaprane życie i dowartościowują się atakując drugich. Jedni siedzą przed komputerami i Facebookami,  wysyłając swoje „Xd” i inne swettaśne emotki, drudzy realizują się przed telewizorem z Kubą Wojewódzkim, a trzeci co tydzień piją do upadłego alkohol bez żadnego wyraźnego celu. Ludzie mają różne problemy egzystencjalne i muszą wyładować je na tych osobnikach, którzy coś działają, robią coś, wyraźnie dążą do celu, albowiem sami nie są zdolni do niczego konstruktywnego w życiu. Często również nie mają własnego życia prywatnego, dlatego jeśli my je posiadamy całą frustrację wylewają na nas właśnie, bo my coś robimy, nam cokolwiek się udaje, bo mamy swoje pasje i cele. Tak ja to znam z autopsji, a nie z kina! Nie należy się takimi powiem wprost - zerami, kompleksiarzami przejmować, tylko dalej robić swoje,  ich „gwizdy” niech zagrzewają nas do dalszej walki, dodają sił i motywacji. Jak to mówi przysłowie „ O wielkości człowieka nie świadczy ilość przyjaciół, a ilość wrogów”. Może coś w tym jest? Jakże bardzo musi kogoś uderzać moja postawa, skoro bez osobistego powodu tak bardzo mnie nienawidzi? Cóż… Do wszystkich hejterów kieruję tekst:  „Tak wiem, że was to boli, ale mnie to pie…” ;)


 HEJTERSTWO A MARCIN NAJMAN...

Powiem Wam szczerze, że jeśli chodzi o hejterstwo, bardzo utknęła mi w pamięci osoba… Marcina Najmana. Tak właśnie tego znanego boksera „anty sportowca”. Oczywiście nie jest on jedyny, ale to jego właśnie wejście do ringu przed walką z Przemysławem Saletą na KSW 14 tak zapisało mi się w pamięci, poderwało do działania, i tak bardzo ukształtowało podejście do osób złośliwie, bezzasadnie krytykujących moje działania i w mnie całego ogóle. Co do tamtej walki to przypomnę, że wokół Marcina Najmana była wtedy bardzo nieprzychylna atmosfera. Cała machina propagandowa, komentatorzy oraz w bardzo wielu zawodników jechało po Najmanie jak tylko się da, faworyzując Saletę nie tylko w kwestiach sportowych. Napisany został także list do mediów:  „nie nazywajcie Najmana sportowcem”,  inspirowany przez jego największego oponenta - Przemysława Saletę. Na walkę ze swoim największym antagonistą, Najman wchodził do ringu przy moim „rodzimym” Scyzoryku Rapera Liroya oraz przy „akompaniamencie” niesamowitych gwizdów. Gwizdała, buczała na niego wtedy cała hala, a Marcin Najman niczym samotny wojownik skupiony podążał do ringu, jak gdyby w ogóle ich nie słyszał. Nie słyszał na siebie gwizdów 40 tysięcy ludzi! Kiedy już znalazł się w ringu, podniósł rękę na przywitanie z publicznością, w tym momencie cała hala jeszcze bardziej zaczęła gwizdać, buczeć, wyzywać czekając na jego klęskę w ringu. Opinia komentatora sportowego brzmiała następująco:  "Trzeba mieć ogromną odporność psychiczną, aby zmierzyć się z tak wielkim odium niechęci jakie Marcina Najmana spotkało przy wchodzeniu do ringu". Była to dla mnie, jako kibica MMA piękna chwila powiem szczerze, a od tamtego pojedynku naprawdę zacząłem Najmanowi kibicować. Co w sobie wtedy czuł Marcin Najman, kiedy gwizdała na niego cała hala, oczekiwała jego porażki w walce z jego największym oponentem? Pamiętam jak Najman pokiwał głową na ringu, słysząc te gwizdy i pewnie pomyślał:  "Ja wam pokażę!" i dalej robił swoje. Skupiony przed walką, miał gdzieś hejterów, bezmyślną bandę i bezmózgie szare masy powtarzające to co robią, mówią inni, nie wiedzący o co w tym wszystkim chodzi. Marcin sprawiał wrażenie jakby nie zwracał na nich uwagi. Z nim byli wtedy tylko najwierniejsi, tylko ci, którzy wiedzą o co chodzi w tej całej potężnej machinie propagandy. Tylko oni się liczą, oni wiedzą o co chodzi w tym i oni wspierają Marcina. Nadchodzi czas wejścia jego wpływowego oponenta - Przemka Salety, tak promowanego, faworyzowanego w mediach przed walką, wejście (przy kawałku muzycznym - "Rich Boy- gett pepellin") przy oklaskach, Przemek wchodzący przy ogromnym aplauzie, napędzanym także medialnie, wejście Salety długie "medialne" i celebryckie, ale przyznam, że także kozackie napędzane przez wielką machinę propagandy niechęci do Marcina Najmana. Walki samej nie będę opowiadał bo to nie jest felieton o tym, jednak wejścia zawodników, sama walka, emocję towarzyszące zarówno przed jak i po walce, to wszystko na stałe ukształtowało moją osobę jeśli chodzi o problem hejterstwa. Sam Marcin Najman o swoich oponentach skwitował w ten sposób:  „Więc moje pytanie, które sobie od jakiegoś czasu już stawiam - ile ich będzie? No wtedy ich tam było kilkunastu - no nie są sobie w stanie poradzić ze mną jednym... Wszystko co oni mogą - to pocałować mnie w dupę i to chyba tyle w tym temacie”. Nic dodać nic ująć prawda? Szkoda jednak, że Marcin Najman okazał się tak fałszywym i zakłamanym człowiekiem, a cały jego obraz medialny okazał się prawdziwy. Jednak wtedy sądziłem inaczej i od tamtej walki z Przemkiem Saletą przez długi okres bardzo mu kibicowałem, a jego postawa „samoobrony” z potężnymi grupami, ludźmi niszczącymi jego wizerunek bardzo mnie inspirowała przez wiele lat.


HEJTERSTWO W UJĘCIU KAMILA BAZELAKA.

Równie zajebiste wejście na swoją walkę miał inny fighter - Kamil Bazelak przed swoją walką na KSW z Kamilem Walusiem. Znany oponent Kamila agresywnie go prowokał, i co oczywiste "Polskiemu Vanderleiowi" również towarzyszył "doping hejterów" podczas wyjścia do ringu. Od tego momentu stałem się również wiernym kibicem Kamila, a z czasem jego osoba zaczęła mnie tak bardzo inspirować i napędzać do działania na różnych płaszczyznach, że się poznaliśmy. Udało mi się poznać "Polskiego Vanderleia”, ale nigdy nie spodziewałem się jednak, że Kamil zostanie moim kumplem. Nie będę ukrywał, że w zasadzie Kamila Bazelaka traktuje jak przyjaciela. Niesamowity człowiek, który swoim świadectwem wskazał mi światełko w tunelu, wskazał drogę w życiu, którą będę konsekwentnie podążał. Droga ta to Jezus Chrystus i altruizm. Jednak za publiczne wyznawanie takich wartości Kamilowi przyszło także zapłacić srogą cenę, a za przykład oprócz drwin w internecie podam usunięcie z karty walk przed pożegnalną walką Andrzeja Gołoty w Częstochowie, przez organizatora gali i swojego ówczesnego kumpla wspomnianego już w tym felietonie – Marcina Najmana…! Jednak Kamil Bazelak jak sam wielokrotnie podkreślał, nigdy nie zrezygnuje z obranej drogi, swoich poglądów nie zmieni, a cała ta sytuacja go wcale nie boli mimo, że z powodu głośno wyrażanych poglądów spotyka się na co dzień drwinami w internecie i ogólnym „hejtingiem”, a nawet jak w przypadku Częstochowskiej gali - dyskryminacją. Sam Kamil o swoich wiernych hejterach wypowiada się w taki oto sposób: „Dawno przestałem czytać jakiekolwiek komentarze w internecie, ograniczam się do swojego Facebooka i swojej strony internetowej. Niech sobie piszą co chcą, niektórzy żyją tym internetem 24h na dobę i się tam realizują i tego nie zmienisz, za to są też normalni, którzy normalną coś skomentują"- powiedział w wywiadzie Bazelak dla portalu Boxing News.


Jeszcze to inny fighter, tym razem już dość wybitny, mistrz świata w KickBoxingu dwóch federacji, znany ze swojej agresywnej retoryki wobec hejterów i tutaj cytat:  „hejterzy mogą moim psom wylizać jaja”, nie kto inny jak Mariusz Różalski stwierdza:  „ W Polsce mamy taką mentalność – jak do czegoś dążysz, starasz się, ludzie Cię klepią po plecach, jak osiągasz sukces,  wbijają Ci nóż w plecy z zawiści, że Ci się udało”. Mimo, że nie podzielam poglądów „Różala”, ale w tym wypadku się z nim zgadzam w 100%.

Dobrym także przykładem odporności psychicznej na "hejting" jest także wspomniany wcześniej raper Liroy, którego w 95 roku bardzo brutalnie zdissowała grupa NAS (Nagły atak spawacza) wraz z R. Andrzejewskim (bardziej znanym jak Peja), napędzając kolejnych raperów do dissów na Liroya. W niedługim czasie zdania na temat pioniera Polskiego Rapu były już podzielone, Liroy do dziś uchodzi za osobę mocno kontrowersyjną. Po latach od tych zdarzeń raperzy grupy NAS wraz z R.Andrzejewskim sami przyznali, że zrobili to z zazdrości, zawiści spowodowanej sukcesem Liroya.

Jakie mogą być inne przykłady charakternych wojowników, którzy są poddawani nieustającej, często bezzasadnej, złośliwej, obrażającej ich krytyce? Bez wątpienia idealnym przykładem jest Jarosław Kaczyński, który wrogiem publicznym numer 1 był, a może nawet i jest do tej pory, przez naście lat nieustannie obrażany i wyśmiewany, aby ostatecznie stanąć na szczycie i zwyciężyć wszystko. Rozbił wrogów, hejterów, swoich oponentów w pył i walczy o uczciwą Polskę. Nie sposób opisać także, odporność psychiczną Jarosława Kaczyńskiego nie tylko odnośnie hejtów, ale zdrady wielu bliskich współpracowników w czasach kiedy Prezesowi Prawa i Sprawiedliwości wcale nie wiodło się najlepiej oraz przede wszystkim tragicznej stracie jednej z najbliższych osób w życiu - Śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jarosław Kaczyński to niesamowita postać, tak bardzo charakterna, która również mnie bardzo inspiruje, wojownik z krwi i kości, który pomimo tak ogromnego hejtu, niszczonego wizerunku przez lata, nigdy się nie poddał, zawsze wierzył w zwycięstwo, pokazując prawdziwość porzekadła „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”.



Drodzy Czytelnicy - hejtujący nas bezzasadnie ludzie, powinni być dobrym znakiem naszych działań. Jeśli nas hejtują (hejtują nie znaczy merytorycznie krytykują), znaczy to, że działamy owocnie, na tyle owocnie, aż ktoś nie wytrzymuje i wylewa swoje żale na naszą osobę. Wtedy właśnie powinniśmy sobie uświadomić, że nasze działania mają dobre efekty, że trafiają w sedno. Uświadamiają innym, jak sami nic nie konstruktywnego nie robią,  albowiem być szarą, hejtującą masą może zostać każdy, takich jest wielu, a bycie hejtowanym wymaga charakteru... Hejt nie wymaga żadnego wysiłku i nic nie kosztuje, hejterem może zostać każdy. Złośliwy hejt nic nie powinien znaczyć dla naszej opinii, ponieważ jak rymuje Rychu Peja "I tak oponentów nic nie znaczą przezwiska". Pamiętajcie o tym moi czytelnicy, choćbyście byli sami, pozbawieni sojuszników, nigdy się nie poddawajcie i nie zmieniajcie swoich przekonań pod wpływem bandy debili, idiotów, pustaków i innych cymbałów, tak bardzo przeżywających swoje nowe pryszcze na dupie. Koniec felietonu zakończę cytatem kawałka Hip - Hopowego pt. "wyskocz" rapera - Sullina.


"Co do hejterów, dobrze wiesz co o nich sadze, chcesz pluć mi w ryj, to zapraszam na mój koncert.
To co teraz mowie może być niestosowne,
tak samo jak zachowanie niektórych tu do mnie "                                      


Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów.




                    

7 komentarzy:

  1. Całkowicie się z Tobą zgadzam, hejterzy to najczęsciej osoby, które nie potrafią sobie poradzić z cudzymi sukcesami, które zazdroszczą, bo sami nic w życiu nie potrafią osiągnąć.
    Bardzo ciekawy post, mądrze napisane! :)


    zapraszam też do mnie, za wszystko się odwdzięczam :)
    http://eye-shadoow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Cwaniaki w necie pizdy w świecie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz rację, Grzesiu, mądre słowa :D
    Każdy prostak potrafi być ,,anty" i komentować negatywnie tych, którym się jeszcze czegokolwiek chce w tym świecie... Uważam, że od takich osób trzeba się trzymać z daleka, bo mogą nam odebrać chęć walki, a co wtedy?

    OdpowiedzUsuń
  4. Piszesz o Najmanie i jego hejtingu, a nie pamiętasz jak pajacował do Pudziana oraz przekazał mu lotki do gry na jednej z konferencji prasowych? A podczas walki dostał wpierdol i jak tutaj nie go nie wyśmiewać. Wszyscy o tym wiedzą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie każdy hejt musi być dowodem na to, że mamy jakieś zasługi. To może być po prostu wyssana z palca obelga nie wiążąca się z tym, co robisz, a za samo to, że np: nie podpasował jegomościowi Twój nos. Od tego zacznijmy, że to żadna krytyka. Ona ma na celu cokolwiek. Wyrażenie opinii, mając na celu coś nam uświadomić. A też nie każda negatywna krytyka zarazem to hejt. Bo coś może się po prostu mi nie podobać i nie znaczy, że jestem od razu hejterem, jak to powiem. Hejterem nie jestem, póki nie opluwam, by jak najbardziej dowalić drugiej osobie. Warto wziąć pod uwagę, z czego termin "hejt" się wziął. Od angielskiego "hate" co znaczy bodajże nienawidzić. Bo chyba "hatred" znaczy nienawiść. Nie jestem niestety dobry z angola xd Ale mniej więcej wiadomo skrótem myślowym o co chodzi. Hejt ma na celu uzewnętrzenienie nienawiści. Bardziej uzasadnionej lub mniej. Ale przeważnie mniej. Bo internet trochę traktujemy jak takie bezuczuciowe forum, na którym możemy wszystko wyrzucić co nam się nie podoba w jak najgorszej formie, kiedy mamy jakąś złą chwilę. Ponadto, w internecie jesteśmy bądź co bądź jakoś "ukryci". I z tych dwóch przyczyn: bo nie widzimy reakcji innych i bo nie stoimy twarzą w twarz z taką osobą - nie hejtujemy na co dzień. Bo "nie wypada". Oczywiście wiadomo, że są takie skurwiele, które potrafią mieć totalny lód w sercu. Ale taki oczywisty przypadek już pomijamy, bo ci przynajmniej mają odwagę by "hejtować" w realu. A "hejt" nie bez przyczyny jest głównie problemem internetu. Problemem tych, którzy nie do końca potrafią radzić sobie z emocjami na co dzień.

    Się żem rozpisał xD

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj. Co najgorsze to z hejtem spotkalam sie nie w swoim zyciu ale zyciu swojego dziecka. Przykre jest to ze dzieci w wieku 12 lat powtrafia byc tak okropne i maja w sobie tyle nienawisci do drugiego czlowieka. A slownictwo ktorego uzywa aktualne mlode pokolenie jest wrecz niepojete. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie :) napewno bede tu zagladac bo zapowiada sie ciekawie.. :)

    Sisiwasabi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Hejty powinny być zakazane na rzecz konstruktywnej krytyki. Ona przynajmniej zmusza obie strony do myślenia - czynności zapomnianej przez Polaków :)

    OdpowiedzUsuń