piątek, 4 września 2020

Ś.P Kamil Pluta "Czeplin". Refleksje o przemijaniu.

Parę słów refleksji o przemijaniu. Przeczytajcie.

Wczoraj rodzina, przyjaciele oraz tłum Kielczan, kibice, pożegnali Ś.P Kamila, którego znałem - ba - znał go chyba każdy, kto jest kibicem Kieleckiej Korony, takim z krwi i kości. Nigdy nie byliśmy jakimiś kumplami, kontaktu stałego również nie utrzymywaliśmy, jednakże zetknęliśmy się na pewnym etapie życia wspólnie podróżując - jak w sumie wielu Kielczan podróżowało z "Czeplinem".

Mimo, iż Kamil pozostał mi w pamięci jako serdeczny człowiek, to przyznam szczerze, że popularny "Czeplin" swoimi tezami, zdaniami które wyrażał, czasami mnie denerwował i zaryzykuję nawet opinię, że momentami drażnił pewnie i nie tylko mnie.
Z łatwością wypowiadał zdania na wiele tematów, które w moim odczuciu były zbyt mocne w swej wymowie.
Z całą pewnością mamy inne przekonania światopoglądowe i bez wątpienia nie był człowiekiem bez wad.
Nie zmienia to jednak faktu, że Czeplin odszedł z tego świata żegnany przez tłumy Kielczan, niczym legenda bądź swego rodzaju ikona. Ikona mimo, iż przecież nie był nigdy jakimś uczonym, wynalazcą, wybitnym w swoim fachu, nie był nawet pisarzem, artystą czy świetnym sportowcem. Walczył za to z chorobą. Okej, lecz z choróbskami także walczy setki ludzi.
Zwykły człowiek, jakich miliony?

Pytanie więc zasadnicze: co takiego powoduje, że Ś.P Czeplin jest ikoną? Ano drodzy słuchacze właśnie to, że nie był żadnym z wyżej wymienionych określeń, a pozostał całe życie właśnie sobą - po prostu Czeplinem.
Robił i podążał za tym, co kocha nie zważając na modę, zmieniające się czasy, czy wszystko to, co można nazwać "prestiżem społecznym".
W czasach gdy ilość lajków decyduje czy jesteś fajny, S.P Kamil żył swoim światem, przekonaniami i wartościami, nie zważając na system, dalej i nieustannie podróżując za Koroną nawet wtedy - kiedy inni, koledzy i przyjaciele odpuścili, bo: rodzina, dojrzałość, biznesy i inne frazesy, zaś wielkość Czeplina jawi się właśnie tym, że nigdy nikogo nie grał, nie udawał świętego, idealnego, nie podążał za tym, co inni, co modne i wygodne i daje pieniądze, aby tylko być "fajnym", lecz poświęcił życie dla kwestii które kochał - dlatego jest i będzie jego nieodzowną częścią, częścią Kieleckiej Korony.

Wielu "ludzi sukcesu" bądź "Januszy Biznesu" mogło by uznać, że zbieranie biletów autobusowych w wieku 40 lat, to dość dziecinna pasja, jednak Kamil się tym nie zupełnie nie przejmował, a z dumą udostępniał kolejne swoje kolekcje, mając ją zresztą naprawdę pokaźną. Był prawdziwym pasjonatem.
Szanowałem go bardzo za to i moim zdaniem to jest wielkość tego człowieka, nie zaś to, że miałby być zgrywać idealnego, bez wad, podążać za tym, co co inni, bo tak trzeba, stać niewolnikiem wyimagonowanego sukcesu, presji społecznej. Nie idealność, lecz prawdziwość jest Czeplina perełką, tym bardziej w czasach, gdy ludzie masowo podążają za schematami które ponoć mają dać przepis na sukces niczym magiczna ampułka.
Dzięki temu Czeplin w Kielcach stał się legendą, którą wielu choćby chciało - ale nigdy nie zostanie, bo nie potrafią pozostać sobą w prawdziwości z własnymi przekonaniami, lecz muszą podążać za schematami masowymi, chcąc być fajnymi, ludźmi sukcesu, Januszami biznesu.
Chcesz być legendą?
Bądź jak Czeplin - zawsze sobą i tylko sobą. Nie bez wad, nie idealnym, ale po prostu zwyczajnym Sobą, wierny swej miłości i ideałom.

Nic na ten świat nie przynieśliśmy i odchodząc stąd niczego też zabrać nie możemy. Niczego oprócz tego co mamy w sercach czyli nieśmiertelna duszę i tylko to jest prawdziwy wykładnik wartości ludzkiej - że odchodząc stad do lepszego świata, dalej żyjemy w sercach ludzi którzy tu pozostali.

S.P Kamil Pluta, choć odszedł z tego świata, ale pozostanie w pamięci kielczan zawsze, żyjąc sercach, wspomnieniach ludzi.

Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci... [*]




czwartek, 27 sierpnia 2020

Cześć 2. Program "Biblii Szatana" Antona Szandora LaVey'a. Przykazania oraz "grzechy" satanizmu. Czarna Msza.

Kiedy Aliester Crowley „opracował”  bazę współczesnego satanizmu, brakowało tylko wydostać owe idee na światło dzienne – czyli innymi słowy - zapoczątkować swoistą modę oraz wzorce ruchu satanistycznego w kulturze masowej. W ten oto sposób, jako kontynuację działań Crowleya, pod koniec lat 60 i pierwszej połowie lat 70, udało się zapoczątkować rozkwit Kościoła Szatana przez: Szandora Antona La Veya, który założył oficjalnie „Kościół Szatana” zgodnie z szatańską filozofią korzyści – dla pieniędzy, gdyż jak się okazało – kult szatana do świetny sposób na biznes!


Daruję sobie szczegółową biografię La Veya, lecz to, co zdaniem biografów ukształtowało osobowość tego mościa, to bez wątpienia jego babka, która która była cyganką, przekazując całą spuściznę legend i opowieści o wampirach, wilkołakach, wiedźmach. Z tego powodu, La Vey już jako dziecko stykał się na codzień z prasą dotyczącą czarów, magi i wróżb. 
Po za tym warto również dodać, iż La Vey jako dziecko fascynował się żołnierzykami, a to doprowadziło go, do zainteresowania 2 wojną światową. Uznał wówczas, że świat zdobywa się siłą i okrucieństwem, a nie dobrą wolą.
Jego zdaniem w przeciwieństwie do tego co mówi Biblia, świat nie stał się dziedzictwem potulnych i pokornych, a silnych i bezwzględnych.  

Przez okres szkoły średniej, parał się muzyką i okultyzmem. Ostatecznie rzucił jednak szkołę, dołączając do ekipy cyrkowej, opiekując się w niej dzikimi zwierzętami. 
Około 18 roku życia, La Vey został asystentem magika. Wówczas nauczył się hipnozy, cały czas fascynując się oczywiście okultyzmem.
W tym etapie życia La Vey grywał również na instrumentach w klubach, widywał tam rozlegliżowane kobiety w masakrycznych kreacjach (które notabene sam dobierał), a obok nich - mężczyzn, którzy uganiali się za nimi bardzo ochoczo.
Mężczyźni Ci następnego dnia, jak twierdził LaVey, ze swymi żonami i dziećmi szli do Kościoła, przepraszając za swoje występki i prosząc u oczyszczenie z cielesnych rządz.
Z każdym kolejnym tygodniem jednak sytuacja znowu się powtarzała i tak w "Koło Macieja". 

"Wtedy zrozumiałem, że Kościół Katolicki opiera się na hipokryzji i ludzka, zmysłowa natura na jaw bez względu na to, jak bardzo jest oczyszczona i wysmagana przez religię światłości" - powiedział.

Następnie Szandor LaVey, przez 3 lata pracował jako policyjny fotograf. Później w ten sposób powiedział o tym rozdziale swojego życia:

"Widziałem najbardziej krwiożercze i mroczne strony ludzkiej natury. Ludzi zastrzelonych przez szaleńców, zadźganych nozem prez przyjaciół,: małe dzieci leżące w rynsztoku - potrąconych przez zbiegłych. Było to odrażające i wpędzające w depresje. Zadawałęm pytanie - Gdzie jest Bóg? Zacząłem nienawidzić świętoszkowatego podejścia ludzi do przemocy - zawsze mówili  - taka jest wola Boża."

W tzw: "noc Walpurgi" 30 kwietnia 1966 roku Szandor La Vey, zgolił głowę zgodnie z tradycją katów i założył na nią czapkę z rogami, chwycił widły i ogłosił 1 rok ery szatana, jednocześnie proklamując do życia "Kościół Szatana" wraz z grupą około 50 towarzyszy. 
Owa „wspólnota” szybko zdobywała rozgłos za sprawą samego założyciela, różnymi wyreżyserowanymi skandalami. 
I tak oto kiedy jeden z członków Kościoła Szatana zmarł – marynarz Edward Olsen w 1967, La Vey wziął udział w ceremonii pogrzebowej polegającej głównie na wychwalaniu cnót zmarłego.
Biskup San Francisco jednakże, tak bardzo poruszył się z tego powodu, że napisał list do samego prezydenta Stanów Zjednoczonych, tym samym robiąc z La Veya „Czarnego Papieża” – jak nazwały go media od tamtego wydarzenia.
Od tej pory La Vey zyskał rozgłos i był już nie tylko przywódcą małej okultystycznej grupy skupionej wokół kultu szatana, ale także sprytnym skandalistą, celebrytą i człowiekiem mediów, budzącym poruszenie – a przez to zainteresowanie. LaVey wówczas dumnie powtarzał:      
"Diabeł żyje i jest wśród ludzi bardzo popularny". 

Przewodnikiem i centralną pozycją w dziedzinie literatury religii satanistycznej jest wydana w 1969 roku „Biblia Szatana” autorstwa nikogo innego jak Antona Szandora La Veya.
Nie sposób także pominąć innych dzieł La Veya jak „Szatańskie rytuały” oraz „Skończona Czarownica” które uzupełniają pisarstwo pierwszego arcykapłana Kościoła Szatana.  

La Vey w „Biblii Szatana” w prostej linii przedstawił wolnościowy - libertarjański i ateistyczny światopogląd, polegający na założeniu, że chrześcijaństwo jest złe bo tłumi naturalne popędy, zatem należy się wyzbyć chrześcijańskiego sposobu myślenia i wartości, wykorzystując satanizm jako jego przeciwieństwo. Kiedy to się uda, można sobie wieść beztroskie życie w którym jedynym celem jest bezustanne robienie sobie dobrze. 
Szandor La Vey z tego powodu pragnął się pozbyć chrześcijaństwa, aby czerpać z życia garściami i nie mieć w tym żadnych oporów moralnych.          
Powiedział: "Ponieważ kult rzeczy cielesnych przynosi przyjemność, powstanie zatem świątynia chwalebnego zaspokojenia" .
W programie LaVeya, Szatan jest symbolem rozkoszy instynktownej i egoistycznej.
Satanizm w prostej linii - to egoizm. 
W związku z tym oraz stworzeniem oficjalnego ruchu satanistycznego, narodzin szatana na ziemi - jak twierdził, La Vey w „Biblii szatana” zawarł 9 następujących tez, przykazań szatana;

1. Szatan reprezentuje zaspokojenie żądz zamiast wstrzemięźliwości.
2. Szatan reprezentuje pełnię życia zamiast duchowych mrzonek!
3. Szatan reprezentuje nieskalaną mądrość zamiast obłudnego oszukiwania samego siebie.
4. Szatan reprezentuje przychylność dla tych, którzy na to zasługują, zamiast marnowania miłości na niewdzięczników.
5. Szatan reprezentuje zemstę zamiast nadstawiania drugiego policzka!
6. Szatan reprezentuje odpowiedzialność w stosunku do odpowiedzialnych zamiast troski o psychicznych wampirów!
7. Szatan reprezentuje opinię, że człowiek jest zwierzęciem, niekiedy lepszym, ale częściej gorszym od czworonogów, z powodu zaś swojego "boskiego - duchowego i intelektualnego rozwoju" stał się najbardziej drapieżnym zwierzęciem ze wszystkich!
8. Szatan reprezentuje wszystkie tak zwane grzechy, ponieważ prowadzą one do psychicznego, umysłowego i emocjonalnego zadowolenia!
9. Szatan jest najlepszym przyjacielem, jakiego kiedykolwiek Kościół posiadał, ponieważ przez wszystkie te lata dawał mu zajęcie!

W tych oto "manifeście" satanizmu gołym okiem widać sprzeciw do pojęcia religii, w szczególności chrześcijaństwa. Jest to w prostej linii - odwrotność chrześcijańskiego przekazu, dosłowna antyteza chrześcijaństwa.
Satanista według LaVeya - powinien wierzyć w całkowicie zaspokojenie swojego ego, życie traktować jak zabawę, nie odmawiać sobie żadnych przyjemności i nie żywić bezużytecznej miłości do wszystkich ludzi, albowiem jego zdaniem - jest niemożliwa i absurdalna, ponieważ traci się zdolność do naturalnej selekcji. Negacja Boga według LaVeya jest drogą do pełni wolności oraz tego, że satanista nie powinien się przed nikim kłaniać i zapewnić sobie przez własne środki oraz siły - szczęście na ziemi, z którego powinien czerpać ile się da, nie zważając na nic i na nikogo. 

Człowiek, w programie LaVeya sam jest Bogiem dla siebie, dlatego buntuje się przeciw wszelkim religiom i Bogu, a szatan jest symbolem odejścia od społeczeństwa opartego na tradycyjnych wartościach, symbolem - postępu, nowoczesności, przyjemności i wolności.                                
Jako, że każdy człowiek jest bogiem, najważniejszym dniem dla satanisty są urodziny, gdzie dokonuje się samoubóstwienia swojego istnienia.                                                                             

La Vey wysuwał także wizję przyszłości: pisał, iż możni powinni zawładnąć planetą, a słabi - staną się ich niewolnikami. W efekcie docelowym słabi muszą zostać wytępieni, a nad ludzie będą panowali nad całym światem - przez co został posadzony o plagiat programu Ayn Rand zawartego w "Atlasie Zbuntowanym" , toteż urzeczywistnia odwrotność kazania Jezusa na Górze: możni zawładną ziemia, a słabi pozostaną ich sługami i niewolnikami.
Uderzających podobieństw z Ayn Rand w filozofii LaVeya znajdziemy zresztą całe mnóstwo.  

Warto w tym miejscu jednak nadmienić, że przez ponad 20 lat Kościół Szatana w ogóle nie uznawał pojęcia "grzech", co powodowało wyraźny brak zasad, w imię powiedzenia „wszystkie chwyty dozwolone”. Powodowało to spory chaos wśród członków Kościoła, więc La Vey, złożył po 20 latach deklarację doktrynalną wymieniając 10 grzechów szatańskich albo inaczej nazywając:
to – czego sataniści powinni unikać:

1.Głupota: Największy grzech szatański, sataniści muszą widzieć sztuczki, nie mogąc sobie pozwolić na bycie głupimi.

2.Udawanie: Puste Pozorowanie – udając nie jesteś sobą, a satanista musi być sobą. "Jest taki jak jest”

3.Samoistność – błędem jest oczekiwanie, ze ludzie poświęcą tyle uwagi, kurtuazji, i szacunku ile ona im poświęca, należy więc innym robić tak jak oni robią Tobie. 

4. Samooszustwo: Nie wolno oddawać czci i hołdów „żadnym przedstawionym nam świętym krowom włączając w to role jakie – jak się nam oczekuje – zagramy”, samego można oszukiwać „wtedy kiedy jest to zabawne i z korzyścią dla nas, ale wówczas nie jest to już samooszustwo”

5.Dostosowanie się do stada: nie wolno pozwolić bezosobowej jednostce dyktować sobie warunki „lepiej wybrać mądrzejszego mistrza niż być zniewolonym przez zachcianki stada

6. Brak Perspektyw: nie wolno zapominać kim się jest i zagrożenie dla innych możesz być poprzez swoje istnienie”, nie wolno poddawać się problemom stada, wiedz że pracujesz na całkowitym innym poziomie, różnym od reszty świata.

7. Zapominanie o dawnych przekonaniach: to jeden z kluczy do prania mózgu „oczekuje się od nas uznania za punkt zerowy geniuszu i zapomnienie swojego pochodzenia. Nie zapominaj o swoim szatańskim pochodzeniu" .

9. Duma przeciwprodukcyjna: Dobre jest wszystko co działa na twoja korzyść, a kiedy przestaje to pracować na Ciebie, znaczy ze zapędziłeś się w kozi róg, a to nie jest dobre dla satanisty.

10. Brak estetyki: estetyka jest rzeczą osobistą, odbierającą własna naturę każdego, ale oko na piękno, równowagę jest podstawowym narzędziem szatańskim i musi być stosowane dla największej skuteczności magicznej.

Założyciel Kościoła Szatana podobnie jak Crowley, uważał krew za siłę życia.
Wierzył, że energia jest wyzwalana przez bóle ludzi i zwierząt. Pomimo iż twierdził, że ogólnie to nie należy dokonywać ofiary z ludzi, to dopuścił jednak ofiarę ludzką w określonych przypadkach:

"Satanista może złożyć ofiarę z człowieka, tylko dla dwóch celów: by wyzwolić złość czarownika rzucającego przekleństwa lub, co ważniejsze całkowicie pozbyć szkaradnej i zasługującej na to osoby(...) Kiedy ktoś swoim nieznośnym zachowaniem prawie doprasza się, by zostać zniszczonym to twoim obowiązkiem jest wypełnienie mu tego życzenia"  

(Istnieją za to opinie oraz świadectwa nawróconych na chrześcijaństwo satanistów, iż kobiety z grup satanistycznych rodziły dzieci spłodzone specjalnie do tego celu, aby później je złożyć w ofierze, pod przewodnictwem La Veya) 

W porównaniu z satanistycznymi kultami jak np. Alisteira Crowleya, satanizm LaVeya nie wygląda na tak radykalny i groźny, choć jest na Crowley'u ściśle oparty. La Vey raczej nie wymyślił indywidualistycznie programu Kościoła Szatana, a złożył go w jedną całość, korzystając ze spuścizny poprzedników, jedynie dodając pewne elementy, a przede wszystkim reklamując kwestie satanistyczne w popkulturze, mediach i show biznesie. Wydostał kult szatana na światło dzienne, oczywiście  dołączając cały szereg rytuałów, zaklęć i elementów czarnej magii.

Głównym oczywiście rytuałem jest tzw: Czarna Msza - odwrotność Mszy Chrześcijańskiej, wraz z profanacją hostii oraz elementami psychodramy.

Wymaga ona uczestnictwa 9 osób, w tym kapłana (przebranego w strój zakonnicy) oraz nagiej kobiety służącej za ołtarz.
Wszyscy uczestnicy mają na sobie czarne szaty, zaś kapłan nosi za sobą symbole satanizmu - odwrócony krzyż bądź pentagram z głową Bafometa.
Wnętrze "świątyni" może być oświetlone tylko za pomocą świec, a w tle powinna być grana muzyka organowa. Msza zaczyna się od krótkiej inwokacji gdzie uczestnicy stwierdzają błędność chrześcijaństwa, i stwierdzają, iż Lucyfer - Szatan jest władcą świata.
Jest wezwanie do przyjęcia ofiary, zwracanie się bezpośrednio do szatana i wymawianie jego imion, wraz ze skraplaniem pomieszczenia moczem zakonnicy - tzw: wodą z fontanny życia.
Kulminacją Czarnej Mszy jest profanacja ukradzionej z Kościoła Chrześcijańskiego hostii, przez dotkniecie piersi i krocza kobiety - ołtarza satanistycznego rytuału. Wówczas zebrani wypierają się chrześcijaństwa, słabości, pokory, deptana w tym czasie jest hostia.


To wszystkie gorszące czynności odbywały się jednocześnie przy negacji przez LaVeya jakiegokolwiek bóstwa, ba -negacji magii! i oficjalnie większość satanistów z LaVeyem na czele było zatwardziałymi ateistami, wyznającymi siły natury, prawo karmy oraz wolność. Sataniści wyrzekali się swojej duchowej natury, utożsamiając się ze zwierzętami, a wielu z nich, aktywnie działało na rzecz ich wspierania. Satanizm - to ruch ekologiczny.
Postać Szatana była dla nich oficjalnie, tylko jedynie symbolem odejścia od chrześcijaństwa, jego antytezą. Prawdziwe intencje takiego stanowiska jednakże, wiązały się z logiką iż: jeżeli potwierdza się istnienie głównego antagonisty Boga - szatana, to także potwierdza się istnienie samego Boga.

La Vey zmarł w 1997 roku wydostając satanizm na światło dzienne, wprowadzając go do pop kultury, mediów, show biznesu na masową skalę. Tematyka Szatana przestała być tematem Tabu, a wręcz stała się modna czego efektem był np, film Romana Polańskiego pt: dziecko Rosemary" bądź cała seria filmów "Omen" gdzie nawet konsultowano się z szeregiem amerykańskich teologów.
Satanizm w Popkulturze jednak to odrębny, rozległy temat, który w tym tekście sobie już daruje, ale fakt jest taki, że zaistniał właśnie poprzez osobę Szandora Antona LaVeya. Spuścizna zaś, po Kościele Szatana, została podzielona na dzieci LaVeya oraz jego ostatnia partnerkę, ale jak póżniej się okazało: Kościół Szatana ma mnóstwo długów, co w efekcie doprowadziło do 1 rozłamu, choć Kościół szatana oficjalnie działa prężnie po dzień dzisiejszy.

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów.
Pan Gie.

Źródło: "Biblia Szatana" - Szandor LaVey, Andrzej Zwoliński "Satanizm", Alfonso Di Nola "Diabeł", "Obecni" 2/2007.


wtorek, 18 sierpnia 2020

Cześć 1: Czym jest Satanizm? Postać Alieistera Crowley'a

Choć w religiach starożytnych, postać złego pojawiała się raczej nieprzerwanie, to wiek XX uważany jest przez badaczy za wiek kultu zła, w sensie – fizycznym – czyli realnie istniejącej postaci będącą personifikacją tego, co nazywany dziś złem, oraz także i sensie moralnym poprzez filozofie nawiązujące do buntu przeciwko chrześcijaństwu oraz magii, okultyzmu, magicznych rytuałów, sile ludzkiej woli i umysłu. Czym jest więc współczesny satanizm?             
W pierwszej części artykułu przybliżę Wam postać Aleistera Crowley’a - w istocie ojca współczesnych ruchów satanistycznych, albowiem np. arcykapłan i założyciel Kościoła Szatana - Szandor La Vey na filozofii właśnie nikogo innego jak Crowleya, oparł swoje tezy i dzieła, które to są podstawą światowego satanizmu.  

Crowley to niewątpliwie jedną z najbardziej wpływowych postaci w dziedzinie kultu szatana, magii, rytuałów i filozofii satanistycznej. Magik, medium, mistyk, okultysta, spirytysta jak mawiał o sobie: „współczesne wcielenie Eliphasa Leviego” oraz m.in patron okultystycznego skrzydła New Age. Oprócz wcielenia Leviego, Crowley podawał się za także za biblijną „bestię 666”.

Nie będę pisał jego biografii, lecz to, co wymienia się za ważne w jego młodzieńczym życiu to: osierocenie przez Ojca, wczesna inicjacja seksualna ze służącą, oraz wypadek z petardą własnej produkcji. Wówczas Crowley zapadł w śpiączkę, a badacze przypisują temu wydarzeniu związki z jego mediumicznymi zdolnościami. Często wchodził w związku homo, heteroseksualne, niektórzy zarzucają mu się także zeofilię, pedofilię i nekrofilię.
Praktykował alpinizm oraz podejmował się tworzenia literatury.
Był człowiekiem bardzo toksycznym, pozbawionym człowieczeństwa.
Bez żadnych emocji przyjmował śmierć własnych dzieci, traumę i obłędy żony. Większość ludzi których spotykał na swej drodze nawiązując bliższą znajomość, popełniała samobójstwa lub życie kończyło w zakładzie psychiatrycznym.  


Crowley brał udział w nieudanej wyprawie na K2 w 1902roku, a podczas innej wyprawy na ośmiotysięcznik, pokłócił się z resztą ekipy, w efekcie - odmówił z premedytacją udziału w ratowaniu zasypanych na jego oczach towarzyszy, czego rezultatem była śmierć pod śniegiem 4 osób. Studiował kabałę, "księgę czarnej magii i paktów" oraz początkowo wstąpił do najgłośniejszej wówczas sekty ezoterycznej – "Zakonu Białej Jutrzenki". Tam błyskawicznie piął się po kolejnych stopniach wtajemniczenia, ale szybko popadł w konflikt z władzami zakonu i z zemsty wyjawił w prasie sekretne rytuały zakonu. Nie mniej jednak Crowley, podróżując po całym świecie, dalej pogłębiał tajemną wiedzę magiczną, zakładając kolejne organizacje ezetoryczne, okultystyczne, wydawał również magazyn o tejże tematyce. W 1912 roku wstępując "Zakonu Świątyni Wschodu" (O.T.O) rzekł, że posiada klucz który otwiera wszystkie tajemnice masońskie i hermetyczne, nauki magii seksualnej wyjaśniające wszystkie bez wyjątku sekrety natury, całą symbolikę wolnomularstwa oraz wszelkie systemy religijne. 
W Berlinie udzielono mu wtajemniczenia O.T.O i mianowano „Najwyższym świętym królem Irlandii, całej Brytanii w obrębie sanktuarium grozy”. Wówczas przyjął tam imię Baphometa. Podczas pobytu w Anglii założył „Świątynie Szatana” podejmując szereg kontaktów z osobami z wyższych sfer Londynu. Wybranych gości, obdarowywał „pocałunkiem wężowym” – pozostawiając ślad na szyi bądź dłoni uczynionym specjalnym w tym celu naostrzonym kłem bestii.

Był także jednym z animatorów ruchu buddyjskiego, zażywał tony narkotyków, palił opium, pragnął nawiązać kontakt ze swoim Aniołem Stróżem. Prowadził wraz ze swoją żoną Rose Kelly (którą poślubił także wedle kaprysu) orgie seksualne np. spędził noc w królewskiej komnacie wielkiej Piramidy w Egipcie. Kolekcjonował kochanków oraz kochanki przez niemalże całe życie.
Otoczył żonę "magiczną opieką", czego w efektem była wizja Rose Kelly: gdzie objawił jej się związek Crowleya ze staroegipskim bogiem – Sokołem – Horusem. Sam Aleister wielokrotnie odprawiał ceremonie magiczne, przywołując różne demony i duchy. Twierdził, że nawiązał kontakt z samym Szatanem - jego Aniół Stróż „Aiwaz” przekazał mu takie oto przesłanie:

Musicie widzieć iż wybrany kapłan i apostoł nieskończonej przestrzeni jest księciem – kapłanem Bestią, a jego żonie zwanej kobietą w szkarłatach dana jest wszelka władza. Zgromadzą oni me dzieci w swej owczarni; przywiodą chwałę gwiazd do ludzkich serc ”

Crowley przyjmował, iż właściwie odrodzenie magii nastąpiło w 1904 roku, za sprawą jego osoby. Wydarzenie to nazwał „Równonocą Bogów”, które zdarza się mniej więcej co 2 tysiące lat.  Wyznawał reinkarnację oraz prawo karmy. To dzięki niemu idee New Age nabrały mocy magicznej, oraz wymiar lucyferyczny. Twierdził także, iż Aiwaz z którym złapał kontakt jest świętym Aniołem Opiekuńczym i należy go utożsamiać… Z diabłem chrześcijan.
Crowley systematycznie spisywał prawdy objawione mu przez Aiwaza - a więc ponoć chrześcijańskiego diabła, czego efektem było dzieło: "Księga Prawa". Jak Pisał: "Aiwaz - ciemny, wysoki mężczyzna, krzepki, i zdrowy trzydziestolatek o twarzy dzikiego władcy. Oczy miał przysłonięte, gdyż mogły unicestwić wszystko, na co spojrzy".
Owy Anioł kazał czynić Crowleyowi np. „magię seksualnych biegunów” oraz dążyć do zjednoczenia z żeńską zasadą biblijnej „Nierządnicy Babilonu”.

Zajmował się także jasnowidzeniem. Jego zdaniem, pierwszym etap ludzkości był zgodny z naturą, na ziemi panował matrialchat i panowała wiara w przeznaczenie. Był to czas czystości, niewinności ale także braku świadomości istot żyjących na ziemi. Nadejście nowej ery, to dyktatura patrialchatu oraz świadomości i prawa, która tłumi popędy ludzkiej natury. Trzeci etap wedle Crowley'a (znajdujemy się w nim obecnie jak twierdził ) to odejście od praw dogmatycznych ludzkości, znikną struktury dominacji matrialchalnej i patriatchalnej, kobiety odnajdą mężczyznę w sobie, a mężczyźni odnajdą w sobie kobietę, ciało stanie się znowu całością, zaspokajającym popędy natury.
Crowley jako "Bestia 666" miał zadanie dążyć do żeńskiego zjednoczenia z apokaliptyczną "nierządnicą Babilonu".
Twierdził także, ze demony są nieznanymi fragmentami naszych umysłów, a nie odrębnymi bytami.    
Podstawową jednak ideą programu Crowleya zawartego w księdze Prawa jest zasada „Rób co chcesz, Miłość jest prawem, miłość poddana woli”. 

Crowley pisał:

„Nie istnieje żadne prawo po za zasadą „czyń co chcesz”… Bądź silny człowieku! I żądaj, zaznawaj wszystkiego co dają Ci zmysły i ekstaza i nie bój się że jakiś Bóg Cię zostawi z tego powodu. Każdy człowiek jest gwiazdą, jeżeli zdoła odkryć swoją własną prawdziwą wolę, w przeciwnym razie – jest niewolnikiem, a Ci muszą służyć. Niech zniknie miłosierdzie; przeklęci którzy współczują! Zabijaj, torturuj, nie oszczędzaj nikogo”

„Każdy człowiek ma prawo wypełnić swoją własną wolę bez obaw, ze może się to kłócić z wolą innych, albowiem jeżeli on znajduje się we właściwym dla siebie miejscu, inni ponoszą winę za wchodzenie mu w drogę”

„Kiedy się dowiodło, że Bóg jest tylko nazwą dla popędu seksualnego, coraz bardziej oczywista staje się myśl, że popęd seksualny jest Bogiem”

Aleister Crowley pozostawał perfekcjonistą magicznych rytuałów, na tyle, że gdy jego asystent nie wykonał jego polecania idealnie, to zginął z rąk niego samego. Wierzył, iż prawdziwy czarownik jest wszechpotężny, ale jeżeli rytuały nie zostaną wykonane w sposób doskonały to skutki mogą być tragiczne i nieodwracalne. W czasie rytuałów zaś, Crowley używał narzędzi i broni które dawały mu panowanie nad żywiołami. Każda jednostka żywa jego zdaniem, to magazyn energii, energii zróżnicowanej zależnie od inteligencji i moralności. Śmierć jest wyzwoleniem niezbędnym i koniecznym do spełnienia magicznego aktu. 

By uzyskać największe możliwe duchowe działanie, należy odpowiednio wybrać ofiarę, która w sobie największą i najczystszą siłę. Dzieci płci męskiej o doskonałej niewinności są ofiarą najbardziej zadowalającą i odpowiednia. Dla niemal wszystkich celów, ofiara z ludzi jest najlepsza”

Crowley pisał także, że jeżeli nie jest możliwa ofiara ludzka, trzeba złożyć ofiarę ze zwierzęcia. Zwierzę musi być ciepłokrwiste, całkowicie zdrowie i niezbyt duże – z powodu ilości energii która zostanie wydzielona w czasie ceremonii. Aleister Crowley był prawdziwym obieżyświatem, przebywał w kilkudziesięciu krajach na całym święcie, a w pewnym momencie osiadł we Włoszech – na Sycylii. Swoją farmę nazwał „Opactwem silnej woli” i pisał wówczas swą autobiografię przerywając sobie pisanie na seanse magii seksualnej ze swymi kochankami obu płci, do których włączał akty Sodomii i nekrofilii zwierzęcej. Oprócz tego, malował ściany w sceny demoniczne oraz seksualne. Jednocześnie cały czas przyjmował do swojego ruchu nowych uczniów, gdzie np. podczas „czarnej Mszy” Crowleya rozdawano hostię przy użyciu krwi dzieci i wrogów ruchu.
W tym czasie, jego żona wróciła do Anglii po tym, jak kolejny z uczniów Crowleya zmarł i opisała w prasie bulwersujące opisy z życia męża, czego następstwem było wydalenie przez Mussoliniego z Włoch. Uciekł do Francji ale aż takiej sławy już nie zyskał, choć jego zwolennicy nazwali go „szatanem” i „wielką bestią 666”. W tym czasie jednak ogromnym sukcesem Crowleya, było napisanie „Księgi Tarota” oraz słynna talia kart. Nawiązywał także kontakty z niemieckim baronem – okultystą von Sebottendorfem oraz z Friderichem Hielscherem którego wielu badaczy uważa, za głównego animatora polityki Heinricha Himmlera który to parał się okultyzmem.
Alister Crowley zaś, zmarł w 1947, popadając przed śmiercią w obłęd, podobno zostając ukarany przez wyjątkowo złośliwego demona pod koniec swego życia. „Dorobek” zaś pozostawił zakonowi O.T.O z główną siedzibą w Szwajcarii, który prężnie działa po dzień dzisiejszy.
Warto także wspomnieć, iż jedna z książek Crowleya „Księga Cieni” to podręcznik radykalnych odłamów feminizmu. Współczesny nurty okultystyczne, są oparte właśnie o dzieła i filozofię Crowleya, choć większość z przeciwieństwie do Aleistera za życia, odrzuca realny byt szatana, jako postaci.
30 lat później Anton Szandor La Vey, na filozofii Crowley'a napiszę "Biblię Szatana" która jest już konkretnym odniesieniem do współczesnych ruchów satanistycznych, ale o tym przeczytacie w drugiej części mojego artykułu o satanizmie.   

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów.
Pan Gie.   

Źródło: Andrzej Zwoliński "Satanizm"

środa, 5 sierpnia 2020

Wypadek na spływie kajakowym! :)

Czołem!

Tekst zacznę od faktu, że mój rekord w utraceniu rzeczy materialnych ustanowiłem już wiele lat temu będąc jeszcze małolatem, w Sylwestra, gdzie dostałem od kolegi telefon.
W prezencie. Zgubiłem go już 15 minut później lecz... impreza dalej trwała. Szkoda, "mówi się trudno", a alkohol który płynął w moich żyłach skutecznie pozwolił mi się pogodzić z tą rychłą zgubą. Dzięki temu nawet, było nam nieco śmiesznie...
W tę poprzednią sobotę natomiast, też mogę pochwalić się dość niezłym wyczynem, gdzie udając się na spływ kajakowy, zlekceważyłem zalecenia organizatora, o zabezpieczeniu telefonu, foliach i innych ostrożnościach. Bo co mi się może stać. Tyle razy płynąłem już i nigdy nic mi, ani bagażom nic się nie stało, musiał bym chyba wypaść wraz kajakiem, gdzie miałem "bagaże" - haha bez przesady - co to, to nie!
Minęły ze dwie godziny spływu... Z powrotem chciałem wsiadać do mej "łajby", po przeprowadzeniu jej z mielizny, akurat w miejscu gdzie był wyraźny spadek. Chlup...Zrobiłem Titanica... Tak - wypadłem, a wraz ze mną cały "statek" z moim bagażem. Podobnie jak na Titanicu, luki pocztowe błyskawicznie zalane... :D 
Wynurzając się z wody, wybuchłem gromkim śmiechem, widząc odwróconą "szalupę" do góry dnem, i właśnie zanurzający się plecak... z telefonem. Jeszcze biedak chodził, choć zatopiony nie reagował na polecenia, chwilę później zamilkł....Miał dwa tygodnie. Teraz po wysuszeniu niby chodzi, ale nie ładuje się do końca. Ofiarą Czarnej Nidy padła także czapka z daszkiem "Extreme Hobby", która do dziś gdzieś pływa po świętokrzyskich szlakach kajakowych, albo wpadła już do Wisły. Ewentualnie znalazła sobie jakąś zgrabną miejscówkę w piasku, gdzie spoczywa na dnie, niczym słynny Titanic.
Za jakieś 100 lat np, jak się odnajdzie to będzie prawdziwym wodnym skarbem, a kto ją zgarnie zostanie pewnie milionerem. Jak coś, to pamiętajcie, że należała kiedyś do Grzegorza.P który wraz ze swoim kajakiem miał wypadek morski na Czarnej Nidzie... 😅😂 Cóż, czapki szkoda, lecz przynajmniej zostawiłem coś po sobie w świętokrzyskich rzekach, cenne pamiątki i skarby dla poszukiwaczy, jako ofiara owego wypadku na rzece, zawsze to jakiś ślad po sobie pozostawiony, niż ten wypad miał by odpłynąć w siną dal... 



Co charakteryzuje prawdziwą przyjaźń?

W dobie współczesności za często używa się słowa "przyjaciel". "Zmiękcza" sie znaczenie i postawę która charakteryzuje przyjaźń.
A przyjaciel to ktoś, kto umie kochać bez pierwiastka samolubności i wszelkiego zysku dla siebie.
Jest zdolny do poświęceń nawet kosztem siebie. Ktoś kto często żyje dla kogoś bliskiego. Może, a nawet powinna być nim mąż/żona, kolega z którym jakby nie było dzielimy życie w jakimś stopniu. Nie znaczy to wszakże, że kontakt musi być częsty, codzienny, może być i rzadki lecz napewno powinien być cykliczny.
Taki, że gdy spotyka nas problem to nasz przyjaciel będzie się starał bezzwłocznie pomóc, nie wystawi, nie powie "stary mam dziś trening, nie mam czasu". Skoro cokolwiek innego jest ważniejsze od przyjaciela, to na jakiej podstawie jesteśmy przyjaciółmi? Na tej, że ktoś jest przy mnie kiedy wzajemnie siebie potrzebujemy?...
Super się spotkać na wódkę i pijackimi gadkami mówić wybujałe kwestie, zadzwonić jak ma się problem, lecz gorzej jest poświęcić część siebie dla bliskiej osoby, gdy zajdzie taka potrzeba. Pokazać zasady i wartości.
Postawa altruistyczna, choć bez przesady - rzecz jasna.
Dlatego, jeśli mamy ludzi z którymi spotykamy się przez jakąś część życia to nie musi dziać się tak dlatego, że tak się ponoć kochamy, lubimy, przyjaźnimy, lecz siebie wzajemnie potrzebujemy, tak naprawdę.
Potrzebujemy do rozmowy, zastąpienia samotności, zwierzenia się, czy wspólnego poszalenia, korzystania z siebie wzajemnie na wszelkie sposoby, zarabiania, interesów czy nawet sexu.
Nie ma jednak pojęcia przyjaźni bez poświęcenia, nie ma przyjaźni tam gdzie jest zazdrość, nie ma przyjaźni tam gdzie nie ma równości (tej pozytywnej). Czesto też nie ma przyjaźni, tam gdzie jest wspólny interes, choćby relacja była zażyła. Albowiem co będzie jak interes się skończy? Przyjaźń to forma miłości więc szanujmy to określenie, cedząc powiedzenie "Ty mój przyjacielu" !

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów.





Czym jest przebaczenie?

Spać nie mogę, czytam więc książkę tradycyjnie...

I się tak kuzwa zastanawiam w swoich filozoficznych bądź "pseudofilozoficznych" rozważaniach - czym jest przebaczenie?
Gdy komuś oddałem serce, darzyłem jakimś uczuciem, bliskością, zaufaniem albo podzieliłem się niemal wszystkim co miałem - w prezencie dostałem "nóż w plecy", gdy tylko wykorzystane zostało moje podejście. Wówczas potrzebny już nie byłem...
Tak, ja to znam z autopsji a nie z kina!
Czy mam przebaczyć i np.zacząć od nowa, podając ponownie rękę - i tym samym dalej niczym ten baran, pozwolić by nie w porządku zachowania się dalej powielały?
Przecież trzeba wybaczać, choćby moja religia - chrześcijaństwo to mówi, ustami samego Jezusa Chrystusa.
Cóż, pamiętliwy trochę jestem, więc jeśli ktoś z premedytacją mnie "opluje", to drugi raz już na to nie pozwolę, przynajmniej będę przeciwdziałał.
A może jednak odwrotnie? Przebaczenie nie wymaga od nas abyśmy przymknęli na coś oczy, lecz abyśmy je tak naprawdę ponownie otwarli? Czy przebaczenie to nie jest zwyciężanie zła dobrem? Cóż, piękne powiedziane, tylko - nie moim kosztem choć i odrobina cierpienia chyba też nie zaszkodzi. Jedno jest pewne: przebaczenie Ciebie samego uzdrowi, ono Tobie samemu najbardziej pomoże. Tam gdzie nie ma przebaczenia, tam powstaje jakby mur, a przecież każde więzienie zaczyna się od muru. Ja zaś, chce być wolny, z dala od więzienia negatywnych emocji, choć nie zawsze potrafimy, to łaska przebaczenia jest ogromnego znaczenia. Warto więc próbować, prosić dobrego Boga oto - abyśmy potrafili przebaczać, co wcale nie oznacza na pozwolenie krzywdzenia nas z powrotem.
Tak mi dopomóż Bóg!
Pan Gie.

Wybierz mądrze swojego kandydata w wyborach prezydenckich 2020!


Moi znajomi Facebookowicze.
Kończy się kampania wyborcza. Kampania ciężka i długa, pełna sporów, zwrotów akcji i niestety podziałów, facebookowych ekspertów od wszystkiego. Ja sam nigdy nie zmierzyłem się taką ilością hejtu w stosunku tylko do mojej osoby z tego tylko powodu, iż jestem członkiem Prawa i Sprawiedliwości, zresztą od wielu lat. Dlatego, że popieram i nigdy tego nie ukrywałem.
Obecnie stajemy jednak przez wyborem bardzo wyraźnym, w wielu miejscach przeciwstawnym i tylko nasza poznawczość, odróżnianie co jest dobrem a co złem, oraz osobista moralność pozwoli nam wybrać swojego kandydata.
To nie jest wybór partyjny, lecz cywilizacyjny, powiedział bym wręcz, że wyznaczający kierunek w którym Polacy będą podążali przez najbliższe lata. Wybór między starciem dwóch odmiennych wizji świata.
I tak oto, z jednej strony mamy:
Rozbudowaną politykę prorodzinną, równomierny podział dóbr (który nazywany jest obraźliwie rozdawnictwem) prezydenta który trzyma się jasno swojego programu przez co oponenci mówią „długopis”. Długopis dlatego, że realizuje to, co mówił w kampanii, a co opozycji się nie podoba. Bo dlaczego zarzuca się takie same poglądy prezydentowi, jakie ma środowisko z którego się wywodzi? Czysty absurd. Po za tym wet prezydenckich w tej kadencji było dwukrotnie więcej niż za poprzedniej prezydentury, do tego w arcyważnej dla rządu ustawie o sądownictwie. Od poglądów jednak samych w sobie odchodzę – to temat rzeka, te każdy może mieć różne. Miejmy tylko ich świadomość, bo z tym także bywają problemy.
Z drugiej strony: Przyszykowaną podmiankę kandydata zrobioną w sposób iście nie moralny – moim zdaniem. Zrobioną tylko po to, żeby mieć szanse na zwycięstwo – za wszelką cenę. Czyż to przypadek? Ideologicznie kandydata odwrotnego od obecnego prezydenta, choć znanego w kręgach różnorakich systemowych grup nacisku. Uczestnik spotkania grupy Bilderberg. Jeden z symbolów opozycji totalnej, często mówiący to, co mu samemu pasuje w zależności od sytuacji. W moim odczuciu cynika, uciekającego na czas kampanii od swych radykalnych, lewicowych poglądów. Oburzającego się gdy tylko zada mu się niewygodne pytanie, sugerującego, iż nie sprzyjające mu media należy usunąć. Bo jak śmiesz w ogóle pytać!
Osobiście jestem głęboko przekonany, że Trzaskowski w przypadku (nie daj Boże) wygranej zafunduje nam paraliż państwa. Jawi się tutaj zero skutecznej reakcji rządu na np. kryzys, bo opozycyjny prezydent negował będzie wszystko, tak samo jak opozycja totalna ( z której się Trzaskowski wywodzi) neguje dosłownie wszystko co zrobi rząd. Wojna 24 na dobę o kompetencję prezydenta, rządu, spór ideologiczny i wielki chaos. Wolisz spokój spokój, skuteczność państwa czy chaos i ciągłą awanturę? ( Rozliczenie państwa także przyjdzie niedługo, bo za 3 lata).
Lepsza jest współpraca, czy wojna cywilizacji? Rodzina tradycyjną, ta która jest naczyniem uświęcenia, czy rodzinę tzw "postępowa" z pod barw tęczy 4 liter?
Przecież to właśnie w rodzinie rodzą się nasze wartości, przekonania, to rodzina w głównej części decyduje o tym kim dziecko będzie w życiu dorosłym. Długo by można pisać.
Wybierz mądrze Polskę w której chcesz żyć przez najbliższe lata, bo zmiany decyzji, odwrotu już nie będzie.



wtorek, 4 sierpnia 2020

Kim jest i co głosił najgorszy polityk świata? Lew Trocki

Media Społecznościowe mają mnóstwo zalet ale i więcej wad, a jedną z nich jest fakt, że można w nich z anioła zrobić potwora i odwrotnie. Wizerunek, pijar i marketing już dawno przykrył realizm, odróżnianie prawdy od fałszu, co jest dobre, a co złe i to na tyle, że ludzie totalnie się pogubili w tym "kotle" dezinformacji, kłócąc, dzieląc się i gubiąc poznawczość do tego stopnia, że jestem w stanie wyobrazić sobie, jak niektórzy z nas uwierzyli by w padający śnieg latem, bo tak powiedział - idol, telewizja, albo jakiś degenerat moralny mieniący się doktorem, artystą, naukowcem, politykiem czy nawet księdzem. Nie znamy jednak jego prawdziwej nie tylko intencji, lecz ideologii którą wyznaje dany "autorytet" i posługuję się nią by realizować swoją wizję polityki krajowej, kontynentalnej czy wreszcie globalnej. Nie możemy zapominać, że zawsze zło – przybiera łaty dobra, a nie świadomość realiów oraz wiedzy politycznej przyczynia się do masowego zwiedzenia ludzi różnymi logicznymi, choć w swej istocie przeraźliwymi ideologiami. Tak właśnie narodził się np. marksizm z którego powstał komunizm. Komunizm który na początku poprzedniego stulecia święcił gigantyczne sukcesy i ogromną popularność. Wszelki populizm tamtych czasów oscylował właśnie w poglądach komunistycznych oraz socjalistycznych, jako odpowiedź na ucisk i wyzysk robotników.
Tylko czy odpowiedź była lekarstwem? No nie bardzo...
W związku z tym, zdecydowałem się na tekst o moim zdaniem - najgorszym polityku na świecie, po który o mały włos nie przejął by całego świata, gdyby na jego drodze nie stanęła nasza ojczyzna Polska, która można by rzec, że w jakimś sensie uchroniła świat przed tym, o czym zaraz – o zgrozo napiszę.

Miano najgorszego polityka (choć nie typowego władcy) jakiego świat zapisał w swej historii przypisuję nikomu innemu jak: Lwie Trockiemu.  

Kim był Lew Trocki? 
Daruję sobie pisanie "biograficzne", lecz Lew Trocki to czołowy działacz partii bolszewickiej, tak naprawdę realny przywódca rewolucji październikowej, radykał, świetny i charyzmatyczny mówca, "wybitny" ideolog marksistowskiej teorii, który doszedł do wniosku, że komunizm ma szanse na powodzenie - jeżeli będzie tylko i wyłącznie stu procentowy, a taka diagnoza wiązała się z obrazem świata jaki nawet w najgorszym koszmarze nikomu się nie śnił. 
Lejba Dawidowicz Bronsztejn, bo takie jest prawdziwe nazwisko Lwa Trockiego, zafundował by światu istną Apokalipsę, niczym demon zagłady...   
Nie zmienia to faktu, że Lew Trocki to jeden z najbardziej popularnych polityków dwudziestolecia międzywojennego, którym fascynowały się ówczesne elity, inteligencja, utożsamiając go z symbolem czystej rewolucji światowej i przemian ówczesnego porządku światowego. Twórca idei "Parnementej rewolucji" komunistycznej.
Na dzisiejsze czasy, rzekł bym, że Trocki to typowy "postępowiec", klasyczny przedstawiciel ówczesnego, nowoczesnego frontu lewicowego, globalista, intelektualista, zwolennik idei rewolucji globalnej - panowania komunizmu na całym świecie wraz z rządem światowym, przez co pod jego dowództwem armia czerwona której notabene był twórcą - napadła na Polskę, aby po podbiciu naszej ojczyzny, "pożerać" kolejne w imię "czerwonej rewolucji". Jak oznajmia historia nie udało się, a do podboju świata komuniści musieli użyć innego mechanizmu. 


Przez pierwsze lata władzy bolszewickiej to właśnie Lew Trocki, a nie jak mówi nam oficjalna historia Włodzimierz Lenin, budował społeczeństwo komunistyczne, eksperymentując marksistowską utopię w czystej postaci, której w dodatku na potrzeby jej wdrażania – wprowadzał systematycznie swoje „poprawki” uwzględniając je w swych książkach, a przede wszystkim w swym najsłynniejszym dziele "Idea Parnemetnej rewolucji". 
Trocki choć rządził z tylnego fotela, bo oficjalnie wodzem państwa był Włodzimierz Lenin, to właśnie za rządów Trockiego i Lenina naród rosyjski pływał krwią i wręcz niewyobrażalnym cierpieniem.                
Nikt inny jak właśnie Lew Trocki stworzył jedną z najgorszych organizacji w historii naszego globu moim zdaniem, pierwszą, oficjalną policję polityczną w ZSRR- tzw: CZEKE pod dowództwem Felixa Dzierżyńskiego, zwanym "Żelaznym Felixem". 
Trocki uważał, że w imię rewolucji terror jest iście niezbędny, dlatego CZEKA plądrowała wsie i miasta, jedno po drugim, mordując i sadystycznie torturując ludzi bez żadnego powodu – profilaktycznie dla innych, prewencyjnie, ku przestrodze potencjalnym „wrogom rewolucji” bądź tzw: kontrrewolucjonistom. 
Podobno 40 lat później, gdy wyszły na jaw zbrodnie gestapo, SS i SA, żyjący jeszcze "Czekiści" sami o sobie mówili, że okrucieństwem, a tym samym poświęceniem dla idei, to naziści nie dorastali im do pięt, dlatego - upadli. Zatem pytanie nasuwa się automatycznie: co takiego robiła CZEKA?


Otóż, mordowała całe domy, nigdy nie ograniczając się do jednej osoby. To właśnie czekiści pod wodzą Felixa Dzierżyńskiego, jako pierwsi zastosowali system odpowiedzialności zbiorowej. 
Robili to w iście szatański sposób, albowiem zaczynali od dzieci – tak, aby rodzice widzieli powolną agonię swoich pociech, dopiero na końcu zabijając głowę rodziny.  Jeśli jednak ich celem był dorosły już człowiek posiadający rodziców – najpierw oczywiście wykańczali ich, aby jeszcze przed swoją męczeńską śmiercią, złamać ofiarę psychicznie, na tyle, żeby fałszywie obciążała kolejnych członków rodziny czy znajomych. Sadystyczne męki zostały „zaprojektowane” (tak przez bolszewickich medyków!) w taki sposób, aby ból był jak największy, lecz nie zabijał szybko, a jak najwolniej. Dlatego wiele ofiar mdlało z bólu, a gdy ich budzono, koszmar zaczynał się od nowa i trwał kolejne godziny. Ludzie umierali w męczarniach przez naście godzin!  
Zastanawiasz się zapewne czytelniku jakie to były tortury?  
- Gotowanie na żywca i przy tym jednocześnie obdzieranie ze skóry. Rąbanie po kawałeczku części ciała - ale w taki sposób, abyś się nie wykrawił lecz dalej żył i cierpiał. Używano do tego jednak nie tylko siekier, noży i sztyletów, lecz… ognia. 
Tak -bestie z Czeki palili, przypiekali odpowiednia cześć ciała żywcem, po kolei centymetr po centymetrze, żeby następnie ją odrąbać i tak, aż do śmierci. 
Inną "metodą" policji bolszewickiej CZEKA, było np. przebicie beczek gwoździami, gdzie umieszczało się ofiarę, następnie tocząc ją, bądź np. podgrzewano na klatce piersiowej pojemnik ze szczurami, gdzie rozjuszone zwierzęta szukając ucieczki - przegryzały jelita. Nie uciekali się także od chowania ludzi żywcem, w trumnie gdzie leżał już nieboszczyk... 
Naturalnym następstwem tego terroru, były masowe epidemie, albowiem ciała wielu zabitych cuchnęły i rozkładały się na szosach i ulicach całymi miesiącami, a związki organiczne zwłok wpływały do rzek. Ludzie pili później z nich wodę, truli się, wsie się dziesiątkowały. 
CZEKA jako organizacja polityczna jednak istniała dość krótko, albowiem gdy wpływy Trockiego zaczęły topnieć za sprawą jego głównego oponenta politycznego - Józefa Stalina, wówczas zdecydowano się ocieplić wizerunek policji politycznej która wśród narodu miała straszną opinię i tak oto powstała następca czyli w prostej linii - NKWD, która notabene także ma wszystkie ręce czerwone od krwi.  

Filozofia polityczna Lwa Trockiego.


Jak pisałem wcześniej, Trocki przyjął bezwzględną tezę, że komunizm aby mógł funkcjonować musi być tylko i wyłącznie stu procentowy, a wszelkie odstępstwo od tej zasady musi być karane śmiercią. Zjawił się jako bezwzględny fanatyk ideologi marksistowskiej, w pełni wierzący w marksizm i jego zastosowanie w społeczeństwie komunistycznym.       
Zdawał sobie sprawę, że komunizm to ideologia która do tej pory miała jedynie jakiekolwiek zastosowanie we wspólnotach pierwotnych (wśród ludzi żyjących w Jaskiniach) a te, z biegiem czasu z niej „wychodziły” nabywając własności prywatne (co jest przecież wbrew komunizmowi ) dlatego jednym z pierwszych etapów „parnamentnej rewolucji” musi być ZNISZCZENIE RODZINY, jako podstawowej wspólnoty ludzkiej. Dlaczego? 
Albowiem jeśli posiadamy bliskie nam osoby, to zaczynamy je przeceniać ponad innymi, ponad osobników których nie znamy, ponadto, to od bliskich uczymy się wartości, życia i zasad, co oczywiście zdaniem Trockiego wiązało się z zagrożeniem dla komunizmu, dla którego jedyną wartością była praca i dobro wspólne dla ogólnej robotniczo - chłopskiej wspólnoty komunistycznej, a nie jakieś prywatne dobra. 
Oprócz tego, jeśli masz rodzinę, syna, córkę, żonę, kogoś bliskiego ogółem – to zawsze chcesz coś dla nich zostawić, a zostawienie czegokolwiek - to już jest własność prywatna. Komunizm zaś w prostej linii zrodził się właśnie m.in przeciwko własności prywatnej. 
Oprócz tego wspólnota rodzina charakteryzuje się nazwiskiem, a samo nazwisko już mówi o Tobie dość dużo – przede wszystkim kim są twoi rodzice, a więc – oznajmia o przynależności klasowej rodziców, nazwisko to każdego człowieka swoisty rodowód. To także jest sprzeczne z komunizmem, który zakładał społeczeństwo bez klasowe, bez różnic między ludzkich, gdzie każdy jest równy, nie ma bogatych ani biednych, a więc… Nazwiska, zdaniem Lwa Trockiego należało usunąć, zastępując je wytatuowanymi numerami, które zastąpią nazwisko i posłużą do identyfikacji ludzi. 
Trocki twierdził, że nazwisko mówi o Tobie tak dużo, że ma jedynie cele rodowo – klasowe, a to jego zdaniem nazwisko to nic innego - jak zachodni imperializm. 
Rodzina zaś, musi przestać istnieć, a relacje między ludzkie muszą być zdominowane na rzecz pracy dla dobra wspólnego. Z tego to ów powodu, dzieci miały być odbierane od swych matek zaraz po urodzeniu i wychowywane w gigantycznych zbiorczych hangarach przez specjalne wyszkolone do tego komunistyczne Nianie. 
W komunizmie stu procentowym Lwa Trockiego, jednostka ludzka przestawała być własnością rodzinną, lecz zostawała jednostką państwową, która żyje dla ogółu – tzn: komunizmu. 
Wolne, swobodne podróżowanie w takim kraju zostaje zakazane, poczta jest pod ścisłą cenzurą oraz korespondencją czysto ekonomiczną (między zakładową) dlatego dziecko zabrane od swojej matki nie ma szans na odnalezienie swoich prawdziwych rodziców. Niania zaś, z racji tego, że także może się przywiązać do dziecka, a dziecko do niej - miała być co rok zmieniana. 
Seks ludzki natomiast, zostawał by ograniczony jedynie do funkcji rozrodczych i miał być całkowicie anonimowy, powiedział bym wręcz, że czysto zwierzęcy, albowiem podczas seksu – także może wytworzyć się bliskość, uczucie, namiętność, dlatego komuniści związani z Trockim, ponoć już wtedy szukali zapłodnienia po za ustrojowego.                            
Człowiek, (nazywany przez Trockiego "towarzysz, obywatel związku radzieckiego") gdy osiągnie wiek dorosłości, wyedukowany, wychowany, wyindroktynowany w 100% w myśl ideologii marksistowskiej, miał nawet nie mieć pojęcia o istnieniu rodziców, a jedyne do czego powiniem zachować stosunek emocjonalny – to państwo, partia, praca i dobro wspólne. Można rzecz zatem, że człowiek „towarzysz związku radzieckiego” w komunizmie o którym marzył Trocki, to... Rodzaj robota, bez świadomości i własnej woli, „zaprogramowany” dokładnie tak, jak zakłada ideologia komunistyczna, a w razie jakiekolwiek buntu – jednostka powinna zostać natychmiast zlikwidowana. Jeśli tak by się nie stało, wówczas Komunizm nie pozostawał by stu procentowy, a tylko taki ma szanse na zastosowanie w świecie, zaś wszelkie oznaki tzw: kontrrewolucji należy niszczyć już w zarodku.    

               
No właśnie drodzy czytelnicy, zastanawiacie się jak w takim modelu życia, człowiek by się nie zbuntował? 
Trocki i na to znalazł rozwiązanie: miały do tego służyć zbiorcze mieszkania, a tak naprawdę to globalne obozy pracy zastępujące dzisiejsze miasta, bądź wprost - obozy koncentracyjne w których każdy człowiek miał by żyć, pracować, umierać, jeść - bez wyjątku każdy obywatel – "Towarzysz związku radzieckiego". Żyć ramie w ramie z innymi, niczym w wielkim mrowisku, funkcjonować zbiorczo i wszystko robić wspólnie, pozbawiony jakiejkolwiek prywatności. Pracujemy więc wspólnie, śpimy na pryczach również wspólnie, w gigantycznych hangarach, bez ścian, bez swojego kąta, spożywamy w zbiorczych stołówkach także w grupach, niemalże wszystko robimy razem. Kolektyw totalny. 
         
Przyczyna takiego systemu jest oczywista: mieszkanie wszakże jest własnością prywatną, a nawet jeśli zostało by własnością państwa jak to zakłada komunizm – to jego mieszkańcy także się przywiązują mieszkając samemu, a zatem: traktują takowy dom jak swój własny – lecz posiadanie czegokolwiek własnego w komunizmie było przecież zakazane, więc występowało przeciwko komunizmowi. 
Warto mi również dodać, że do mieszkania, czy choćby swojego prywatnego kąta możesz sobie coś zabrać, choćby kamyczek, deski z których wystruga się jakiekolwiek narzędzie i także się do niego przywiązać, więc tym samym - stanie się on twoją własnością – a jak pisałem wielokroć u góry – jakakolwiek własność prywatna jest wbrew komunizmowi, który zrodził się właśnie przeciwko własności prywatnej i wyzyskowi kapitalistycznemu. 
Dlatego w państwie Trockiego, każdy obywatel nie może być pozostawiony sam sobie, a wszystkie czynności robić wspólnie pod okiem innych towarzyszy – czyli mamy do czynienia ze schematem: jeśli zanegowana ma być każda forma własności prywatnej, musi zostać zanegowana jakakolwiek prywatność! 
Powód znowu jest banalnie prosty – jeśli wszyscy będą pod swoim okiem, wszystko będziemy robić wspólnie, to nikt nie złamie prawa i reguł bo inni "Towarzysze, Obywatele związku Radzieckiego" natychmiast doniosą o występku wyżej i tak w koło macieja. Za donosy zresztą przewidziany był specjalny system premiowy w owym „ super państwie” Lwa Trockiego i Włodzimierza Lenina. 
Cóż, nic innego jak system pełnej, totalnej kontroli i inwigilacji, oczywiście biorąc pod uwagę ówczesne czasy i rozwój technologiczny. Ciągła obserwacja oraz indoktrynacja, zanegowanie jakiejkolwiek własności prywatnej, a przede wszystkim jeden wielki globalny obóz koncentracyjny.
  
W tym miejscu tekstu, mała dygresja ode mnie… zastanawiam się, jak w takowym państwie Trockiego wyglądała by sprawa wypróżnień – przecież podczas samotnego wypróżniania także można czytać jakieś np. nielegalne materiały, prawda…? 
Czy Trocki miał także pomysł na zbiorcze wypróżnienia, kobiet i mężczyzn? ...  

Z tą myślą i Ciebie zostawiam mój czytelniku. Druga cześć artykułu o Lwie Trockim, który o mały włos nie doszedł do samodzielnej władzy, do której był szykowany przez Lenina już niebawem. 

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów. 
Pan Gie. 



      


czwartek, 28 maja 2020

Marcin Najman czyli sztuka samoobrony!

W początku tego tekstu, zaryzykuję stwierdzenie, iż moja osoba zawsze była poniekąd... wywrotowa.
To znaczy, np. że gdy wszyscy oscylowali za Legią w Warszawie, to ja obstawiałem za Polonią.
Tak, właśnie na przekór.
"Legionistą może zostać każdy - takich jest wielu bycie Polonistą wymaga charakteru!"
Cóż, generalnie zawsze wspierałem tych, których masy atakują - jeśli uznałem, że bezzasadnie, moje wsparcie zyskiwało na sile.
W związku nachodzi osoba Marcin Najmana i jego wejście na KSW 14 przy Scyzoryku, albowiem obrazuje starcie pojedynczego człowieka, z przeciwnikami, wrogami, hejterami.
Skradło mi wówczas serce, przyznaję, bo wchodzić przy owym legendarnym kieleckim utworze, do tego w akompaniamencie tych ogłuszających gwizdów, to wizja godna każdego Scyzoryka, kielczanina, wychowanego na "Scyzoryku" jak ja. Tamto wejście zrobiło na mnie, jeszcze nieukształtowanym chłopaku, ogromne wrażenie.

"Trzeba niebywałą odporność psychiczną, by zmierzyć się z tak wielkim odium niechęci jakie Marcina Najmana spotkało przy wchodzeniu do ringu" - brzmiały słowa komentatora stacji Polsat.  Drugi komentator, to już typowo krytykował Marcina w walce komentując pojedynek w taki sposób, jak gdyby Marcin był wrogiem publicznym numer jeden. Był on zarazem trenerem przeciwnika ringowego Marcina i ówcześnie największego oponenta medialnego - nikogo innego Przemysława Salety. Konflikt między oba Panami urósł wówczas do rangi "pudelkowej", a Przemek mówił, że nad Marcinem będzie się pastwił w ringu. Cóż, chyba coś jednak mu nie wyszło, bo Najman we frontalnym, agresywnym ataku przewrócił Saletę i obijał niemiłosiernie w parterze.
Przed tamtą walką, także część środowiska bokserskiego napisało list do mediów pt: "nie nazywajcie Najmana sportowcem", a na konferencji prasowej przed tą galą Krzysztof Kułak nie omieszkał publicznie wyśmiewać się z Marcina.
"Zabłysnął dzięki reality show" albo "Saleta wychodzi do ringu, by odwodnić Najmanowi, że nie jest sportowcem" - brzmiała oficjalna zapowiedź KSW 14 i walki Najman - Saleta.

Wtedy odnosiło się wrażenie, że wszyscy byli przeciwko Najmanowi, wszyscy chcieli jego porażki i to na tyle, że w tym całym swoistym "kotle", spirali niechęci nakręcanej medialnie, nawet sędzia popełnił moim zdaniem - ewidentny błąd, podnosząc walkę do stójki gdy Najman miał w pełnym dosiadzie Saletę, arbiter podniósł starcie po prostu nie mając do tego podstaw, finalnie wypaczając wynik pojedynku.
Cóż, Marcin znowu przegrał, kibice zgromadzeni w Atlas Arenie w Łodzi szaleli z radości, hucznie wiwatując Przemysława Saletę.

Oczywiście po walce Najmanowi dołożył jeszcze Przemek, bo w rozmowie z Mateuszem Borkiem w ringu, znowu drwił i ośmieszał swoimi wypowiedziami Najmana. Publiczność szalała ze szczęścia, wszyscy byli szczęśliwi, stało się tak jak miało się stać. Uradowani wszyscy - oprócz Marcina i jego bliskich.
Tak - Najman wówczas był swoistym uosobieniem wszelkiego zła, niczym jakiś diabeł, wszelkie zło jakie jest w sportach walki i śmiech to Marcin Najman. Marcin jednak, pomimo, że zawodnikiem wybitnym nie był nigdy, to się nie poddał, oponentom nie przyznał racji, nikomu nie odpuszczał, a logicznie, merytorycznie broniąc swoich racji, robił dalej swoje niczym jednoosobowa sztuka samoobrony medialnej, jakby te gwizdy, hejterstwo i niechęć części środowiska sportowego dalej pchały go do samorealizacji, pozostawiając głuchym na wszechobecny hejting jego osoby.
Warto także wspomnieć, że po tamtej walce Marcin Najman przekazał CAŁĄ SWOJĄ GAŻĘ na konto chorego chłopca, Ś.P Mateusza Ociepy który później niestety zmarł.

Nikogo nawet to nie obchodziło, zachowania tłumne wzięły górę na wszystkim i zahiponotyzowani niechęcią pospolici ludzie w najlepsze gwizdali Najmana na każdej gali, internet pękał od obraźliwych komentarzy "internetowych ekspertów" pod adresem jego osoby. Powiem szczerze, że wówczas podziwiałem Najmana za siłę odporności psychicznej, za sytuację w której nie jeden by się poddał, a na pewno zdecydowana większość, ale nie Marcin - wręcz przeciwnie - on niesiony tę napędzaną poprzez różne grupy niechęcią - dalej robił swoje, odpierając ataki i jadąc słowami przeciwników. Każdy kto zaatakował Marcina musiał się liczyć z ciętą ripostą z jego strony, zresztą tak zostało do dnia dzisiejszego.

To wszystko o czym piszę i mnie ukształtowało - albowiem wiem o tym, że nie ugnę się choć np. moje poglądy krytykują niektórzy, tak samo jak cele, czytelność zdania, bardzo jawne postawienie się w pewnej części, po pewnej stronie - automatycznie do drugiej stawiając się w opozycji.
Cóż, nie jestem zupą pomidorową, żeby wszyscy mnie koniecznie lubili, mnie możesz lubić i szanować za to kim jestem, nie zaś za to, że każdemu staram się przypasować. Empatia tak, ale "wiatractwo" zdecydowanie nie.

To właśnie efekt m.in obserwacji postawy charakterologicznej Marcina Najmana, przez całe lata.
Ta cała otoczka, o której piszę nie przeszkadzała jednakże Najmanowi, np. w nawiązaniu przyjaźni z wieloma legendami sportów walki, którzy znając kulisy rynku medialnego, nie dali się wciągnąć, mając swoje rozumy, lecz pytaniem retorycznym pozostaje gdzie mózgownice mieli kibice?

Przesuwając się w czasie kilka lat później, niektórzy - dokładnie Ci sami ludzie którzy go kiedyś jechali, podpisywali listy "Najman nie jest sportowcem" oni "spuścili głowy" przed Marcinem, gdy ten produkował narodową galę boksu.
Najman zakontraktował wtedy, powiem szczerze - moim zdaniem najlepszych zawodników w Polsce - zarówno w boksie jak i K1. Na tamtą galę do wyczynowego sportu wrócił nawet Łukasz Jarosz - legenda Polskiego K1. Wówczas także wielu kopało przed Najmanem "dołki" co prawda, ale gdy płacił dobre pieniądze - wtedy Marcin już taki zły nie był.
Dziwne, prawda?... Przede wszystkim życiowe i prawdziwe...
Czyż Marcin jest przebierańcem kiedy produkował zawodowe gale boksu, zresztą nie jedną -  czyż wtedy Najman tez był "przebierańcem" Panie Stanowski?

Dziś natomiast Marcin Najman ma mnóstwo młodych fanów, albowiem w Fame MMA przywróciło mu drugą młodość - przynajmniej medialną, zyskał kibiców którzy nie odwracali się od niego nawet w kolejnych, zaskakujących porażkach jak ta z Piechowiakiem. Sytuacja nie tyle co się odwróciła, co podzieliła, bo Najman ma współcześnie mnóstwo kibiców jak i hejterów, oraz po prostu oponentów.
Narzuca się tutaj książkowa definicja postaci kontrowersyjnej - czyli nie idącej w schematach masowych, tak realnie patrząc.

Odchodząc już od samej postaci Najmana którą jak każdego człowieka - można lubić jak i nie przepadać, ale Wy także czytelnicy nigdy się nie poddawajcie w dążeniu do swoich marzeń i celów, pomimo bandy hejterów, oponentów i kłód rzucanych pod nogi. Wszystko zależy od Was, nie pozwólcie nigdy by nic nie znaczące jakieś wrony w stadzie, mogły Was swoim krakaniem odsunąć od realizacji marzeń, celów czy zmiany zdania pod jakąkolwiek presją. Macie przemyślane swoją opinię? Brońcie swojego zdania, choć dalej się dokształcając, a jak zmieniając opinię, to tylko w wyniku własnych przemyśleń, dojrzewania, a nie tego, że ktoś Was do tego przymusi - "bo tak wszyscy". Nie chodzi tu oto by być jak reszta, a zamiast naśladować masy, lepiej ich streszczać.
______________

myslimlodegopolaka.pl (y)


poniedziałek, 11 maja 2020

Kim jest Szymon Hołownia?

Przed przyjściem Chrystusa Kościół ma przejść przez końcową próbę, która zachwieje wiarą wielu wierzących (Por. Łk 18, 8; Mt 24, 12). Prześladowanie, które towarzyszy jego pielgrzymce przez ziemię (Por. Łk 21,12; J 15,19-20). odsłoni "tajemnicę bezbożności" pod postacią oszukańczej religii, dającej ludziom pozorne rozwiązanie ich problemów za cenę odstępstwa od prawdy. Największym oszustwem religijnym jest oszustwo Antychrysta, czyli oszustwo pseudomesjanizmu, w którym człowiek uwielbia samego siebie zamiast Boga i Jego Mesjasza, który przyszedł w ciele (Por. 2 Tes 2, 4-12; 1 Tes 5, 2-3; 2 J 7; 1 J 2, 18. 22).

Mówi Katechizm Kościoła Katolickiego. 
"Człowiek uwielbia samego siebie zamiast Boga" - Tylko czyż właśnie nie jesteśmy naocznymi świadkami realizacji owego zdania drodzy Czytelnicy?
Mam tu na myśli, nie tylko w kontekst wiary chrześcijańskiej, teologi ale i ogólno - społeczny, poprzez codzienne zachowania i wartości ludzkie. Czyż my nie jesteśmy już rywalizującymi Bogami - sami dla siebie? 
Analizuję owe zagadnienia wielu od lat i wnioski które mi się nasuwają tak właśnie brzmią. 
Jakby tego mało - mają szare odcienie powszechności owego zjawiska, połączone z obłudą mniej więcej taką, jak niezależność mediów. No właśnie niezależność? Gdzie mamy tę owa wyemiginowaną niezależność?  
Pierwszy przykład z brzegu - "niezależny" Szymon Hołownia - kim jest ten "niezależny" człowiek? 
Cóż, moim "zależnym" od siebie okiem, to Szymon wchodzi w struktury Kościoła, afiszując się wiarą w mediach antyklerykalnych, zresztą:  Hołownia to właśnie człowiek mediów antyklerykalnych - i to właśnie głównie w nich głośno głosi ewidentnie (moim zdaniem jak i również wielu teologów oraz kapłanów) sprzeczne poglądy z doktryną katolicką, moim zdaniem rozszerzając wspólnotę Kościoła w taki sposób - aby katolicka pozostała tylko z nazwy, a wierni Kościoła nie wyznawali prawdziwej nauki Jezusa, lecz przekształcali się w takim kierunku, aby przypasować do ludzkich wygód, stylu życia, ego stanów, i pseudo tolerancji, zmieniając oblicze Kościoła, tym samym czcząc tak naprawdę nie Jezusa w Trójcy Świętej, a kogoś kto tylko pozornie Chrystusa przypomina, albowiem głosi sprzeczne, lecz bardzo atrakcyjne z punktu widzenia ziemskiego, materialnego, wreszcie systemowego poglądy. Tak, to już ideologia, niestety.
Pismo Święte natomiast oznajmia m.in o fałszywym ekumenizmie i ubóstwieniu człowieka z pod symbolu 666, który jednocześnie jest symbolem Bestii. Zwiedzonych zostanie większość chrześcijan, a Ci którzy pozostaną przy przy prawdziwym Duchu Ewangelii - będą prześladowani, na różne sposoby. Tak hejterku - jestem nawiedzony, teorie spiskowe - albo nie: analiza Pisma Świętego, więc jestem moherem. 

Wracając do Hołowni pytanie nasuwa się automatycznie: jakie to owe sprzeczne poglądy głosi Szymon? 
Na pewno wielu powie, iż np. ekologizm, ubóstwienie zwierząt, stawiając je na równi w hierarchii z ludźmi, jawi się jego słynne zdanie "świnie będą nas sądzić na sądzie ostatecznym". I w tym momencie przyznam szczerze, że wydaje mi się, iż to zdanie Hołowni zostało pewnie wyrwane z kontekstu, bo akurat inteligencji Szymonowi odmówić nie można, a to pojedyncze, dosłownie rozumiane zdanie mocno uderza w inteligencję. Oczywiście - sieje tym ferment, podziały w Kościele, owszem, ale ciężko mi uwierzyć w dosłowność wypowiedzianych przez Szymona słów.
Jakie są więc inne postulaty Szymona, żeby nie czepiać się tego jednego? Między innymi mówienie o subkulturze LGBT i otwarciu się Kościoła na nią, (z drugiej strony krytykując LGBT w różnorakich tekstach), zdejmowaniu krzyży (bo jedna osoba tak mówi), teksty o jawnym i wprost rozszerzeniu wspólnoty Kościoła na niemal wszystkie wyznania (jak mi sam przyznał) i moim zdaniem najbardziej kluczowe - żądanie! udzielenia mu Komunii Świętej. 
Wówczas wybuchła dość głośna afera, Hołownia zrobił z siebie męczennika nie tylko zapominając o pokorze jaka w chrześcijaństwie jest cnotą numer jeden, a w swoim "oświadczeniu" powołując się na wykluczenie ze wspólnoty. W tym całym podziale Szymon zapomina jednak albo celowo pomija, że sakramenty to nie jest kwestia wspólnoty, relacji we wspólnocie lecz relacji z Panem Bogiem. 

 

Druga kwestia - kim jest kapłan w odniesieniu do sakramentów? 

 

Otóż, oczywista oczywistością jest, że kapłan jest szafarzem sakramentów i to kapłan decyduje kto może przyjąć komunię, komu udziela komunii i czyni to przez wzgląd na namaszczenie Boże - święcenie kapłańskie, dłonie księdza są konsekrowane w tym momencie i działa przez niego sam Jezus Chrystus. Pomaga mu w tym niewątpliwie prawidłowo ukształtowane sumienie kapłańskie uwarunkowane doktryną oraz Pismem, i kapłan czyni to w imieniu Jezusa, zastępując w tym momencie naszego Pana. Wydaje się to być oczywiste, dla każdego katolika, mającego jakąkolwiek świadomość swojej wiary. 
W moim odczuciu jednak Szymon sam robi z siebie robi Pana Boga, samemu decydując czy należy przyjąć komunie czy też nie, to on sam staje się niemalże Bogiem żądając komunii dla siebie (bo mu się należy?), a tym samym pomijając hierarchie którą ustanowił sam Jezus Chrystus.
Zatem według mojej opinii Szymon Hołownia to osoba która nie tylko rozsadza wspólnotę Kościoła Katolickiego, głosząc sprzeczne z katolicyzmem poglądy, rozdzielając sumienie od realnego życia, domagając się wręcz tego, aby Kościół zachowywał się nie po katolicku - nie po chrześcijańsku, lecz zgodnie z tym czego sam chce człowiek - który nie potrzebuje już skruchy, pokory przed Bogiem, nie potrzebuje łaski uświęcającej, sakramentów dziś jeszcze rozumianych, a sam ustanawia prawdy wiary - pod własne egoistyczne JA, wreszcie to sam decyduje o przyjmowaniu sakramentów w zależności od siebie i swojego ego. 
Czy nie przypomina to Wam właśnie tego, iż Kościół będzie czcił innego Jezusa, niż ten który się nam objawił 2 tysiące lat temu? Czyż to nie jest ten totalny brak pokory w stosunku Boga i właśnie to owe ubóstwienie człowieka, który nie słucha Boga, a jedynie własne JA?  
Pozostawiam Was z tym wszystkim do analizy - waszej, zależnej od Was samych i waszego myślenia.
                    
                                                                        *
Na końcu dodam, że w tym wszystkim zastanawiające jest się skąd Szymon Hołownia się wynalazł. Albo kto go wynalazł... ? Dziś jest głównie kojarzony ze stacją TVN w której funkcjonuje od lat.
Jest on meinstremowym dziennikarzem, reporterem, publicystą, pisarzem - "powiedzmy", że dobry jest w swoim fachu, przyznaję, da się lubić i słuchać. W moim odczuciu pozostaje postacią raczej sympatyczną, tudzież mało poważną choć jaskrawą. Zaczynał od "osławionej" antyklerykalizmem "Gazecie Wyborczej" Adama Michnika, jednakże tajemniczy pozostaje fakt nie tylko nie ukończenia studiów dziennikarskich, w końcu studiów jakichkolwiek! I w tym wszystkim wypłynięcia na tak szeroką skalę w show biznesie jako publicysta. Fakt stania się nagle - celebrytą w największych mediach w Polsce jak TVN, no bo tak trzeba o Hołowni powiedzieć. Jednocześnie Szymon jedyne tak naprawdę co robił w życiu - to pisał artykuły, prowadził programy. Czyż to jest praca? Cóż, tysiące osób pisze artykuły choćby na swoje blogi, prowadzi programy na platformie YT. Czyż Szymon jest więc leniem? Jakie ma doświadczenie, kwalifikacje ma Hołownia by reprezentować cały Polski naród? Promowanie przez TVN i pisanie artykułów to są owe "papiery" by zostać prezydentem dużego kraju w środkowej części Europy? Powiesz mi, że ma zalety charakterologiczne? Prezydent, zwierzchnik sił zbrojnych który płacze nad konstytucją?  
Mało tego - jego uderzenie w politykę, bo przecież Szymon to kandydat na prezydenta RP, mówiąc jednocześnie, iż Kościół nie może mieć nic wspólnego z polityką, a samemu afiszując się swoją wiarą - taką czy inną, jako kandydat na prezydenta.


  
Jedno jest pewne - stoją za tym, za nim, ogromne pieniądze i sztab ludzi, jednak pytanie podstawowe pozostaje niezmienne:
Kto więc wydostał Szymona na powierzchnię i w jakim celu? Te pytania, choć ciekawe w swej wymowie pozostają bez odpowiedzi chyba do życia już po za ziemskiego, a w przypadku Szymona: sądu ostatecznego - w którym będą go sądzić świnie, jak sam stwierdził? 
Tylko czy te świnie osądzą to co głosi sprawiedliwie?... 
Cóż, idealny nie jestem, lecz za świnię się nie uważam, dlatego nie mi osądzać Szymona. 
Wolę myśleć i używać poznawczości - w końcu myślę, więc jestem.  

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów
Pan Gie.